Krzysztof Lijewski: „Zagram nawet w bramce!”

Lijek
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

W piątkowy wieczór pierwszym rywalem Polaków w ME będą Serbowie (godz. 20.30). Jeden z liderów naszej ekipy zachowuje jednak stoicki spokój.

Zbigniew CIEŃCIAŁA:Jesteście wyjątkowo spokojni przed najważniejszą imprezą w historii polskiej piłki ręcznej!
Krzysztof LIJEWSKI: - Cieszymy się, że gramy w domu, co jednak nie jest powodem, byśmy mieli poddać się presji własnej hali i kibiców. Uczestniczyliśmy już w wielu turniejach rangi mistrzowskiej, co nas mocno zahartowało w tych bojach. No i od wielu lat jesteśmy w czołówce, a przed każdym turniejem kibice stawiają nas w gronie faworytów.

 

Co możecie obiecać im teraz?
Krzysztof LIJEWSKI: - Niczego nie chcemy obiecywać, bo to jest tylko sport. Do każdego rywala trzeba podejść z wielką pokorą.

 

Przystąpicie jednak do tego turnieju jako trzecia drużyna świata. Szlachectwo zobowiązuje?
Krzysztof LIJEWSKI: - Nie umniejszając randze mistrzostw świata, mistrzostwa Europy są turniejem zdecydowanie trudniejszym. To po prostu inna para kaloszy. Wszystkie zespoły znalazły się tutaj nieprzypadkowo. Stawka jest wyjątkowo wyrównana, więc zapowiada się nie lada gratka dla kibiców

 

Serbowie twierdzą, że to Polska jest zdecydowanym faworytem inauguracji...
Krzysztof LIJEWSKI: - Nie interesuje mnie, co mówią i co myślą Serbowie, to nie oni ustalają naszą taktykę. Skupiam się tylko na sobie.

 

Z Serbami przegraliście jednak dwie poprzednie inauguracje - w MŚ 2013 w Hiszpanii i ME w Danii...
Krzysztof LIJEWSKI: To nie jest przypadkowy zespół, a skoro z nami wygrali, to byli od nas lepsi. Przypomnę jednak, że wygrywaliśmy także z nimi w mistrzowskich turniejach. Sprawa jest otwarta.

 

Widzi się pan w roli prowadzącego grę drużyny na środku rozegrania, co czasami miało miejsce na mundialu w Katarze?

Krzysztof LIJEWSKI: Jeśli trener mnie tam postawi, to dla dobra drużyny zagram nawet na bramce.

 

Sławek Szmal powiedział, że nie potrzebujecie psychologa. Psychika, mentalność są tak wielkim atutem tej reprezentacji?
Krzysztof LIJEWSKI: Zawsze walczymy do końca i zostawiamy całe serce na boisku. To nas odróżnia od innych, że gdy wszyscy straciliby już wiarę, my się nie poddajemy. Dlatego potrafimy przechylać szalę zwycięstwa w ostatnich chwilach, w końcowych fragmentach. To faktycznie chyba największy atut tej drużyny.

 

Pana spokój i opanowanie są równie niezwykłe...
Krzysztof LIJEWSKI: Nie mam zamiaru bić się z myślami. Szkoda na to czasu. Ktoś powiedział mi kiedyś, że to nie ma sensu. I miał rację. Im więcej myślisz, tym bardziej się nakręcasz. Negatywne myśli rodzą kolejne negatywne. Czyż nie lepiej patrzeć na wszystko spokojnie, z dystansem? Mamy na parkiecie zadanie do wykonania i żadne główkowanie tego nie zmieni.

 

Mało kto wie, że pana brat, Marcin, miał w lecie propozycję z Magdeburga i zastanawiał się nad nią głównie z perspektywy... udziału w mistrzostwach Europy...
Krzysztof LIJEWSKI: Niestety, czas nikogo nie oszczędza. Biegnie nieubłaganie szybko. Ja pewnie też kiedyś buty zawieszę na kołku i będzie to dla mnie bardzo przykry moment. Nie da się uprawiać sportu przez całe życie. Żałuję jednak, że Marcin już skończył karierę i nie dane mu było zagrać na mistrzostwach Europy rozgrywanych po raz pierwszy w Polsce. Będzie jednak w Krakowie i duchem z zespołem.

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii