Wenta: Powinniśmy dotrwać do ostatniego dnia mistrzostw

Bogdan Wenta
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Na gospodarzach będzie ciążył większy obowiązek, ale i nasza szansa powinna być nieco większa - mówi były selekcjoner.

Prowadził pan reprezentację do wielkich sukcesów, w tym srebrnego i brązowego medalu mistrzostw świata, ale w turniejach rozgrywanych zagranicą. Żałuje pan, że nie poprowadził nigdy kadry podczas ważnego turnieju w Polsce?

Bogdan WENTA: Oczywiście, że tak. Mogę jedynie przypomnieć, że byłem jednym z pierwszych, którzy mówili o tym, by postarać się o turniej w Polsce. Wówczas prezes naszej federacji Andrzej Kraśnicki tłumaczył m.in., że nie mamy odpowiednich hal. Moim marzeniem były mistrzostwa świata 2015, które ostatecznie rozegrano w Katarze. Wiemy, w jaki sposób je przeprowadzono i jak Katar je otrzymał. Tutaj trzeba byłoby szukać podobieństw między światową federacją IHF a piłkarską FIFA. W europejskiej federacji (EHF) na szczęście jest inna, bardziej wyrównana rywalizacja, nie tylko ta o medale.

 

Stawką polskich mistrzostw są także igrzyska olimpijskie...
- Zgadza się, to szansa na awans do turnieju w Rio de Janeiro lub wypracowanie dobrej pozycji na turnieje kwalifikacyjne. Każdy z zespołów, który tu przyjedzie, ma wiele do wygrania. Na nas, gospodarzach, będzie ciążył większy obowiązek, ale i nasza szansa powinna być nieco większa.

 

Obserwował pan przygotowania kadry? Jak pan je ocenia?
- Starałem się być na bieżąco. Obserwowałem turniej w Irun wraz z członkiem mojej rodziny – Hiszpanem, byłym piłkarzem ręcznym i trenerem. Nasze zdania były dość pozytywne. Żelazny skład prezentował się dobrze. Gdy wchodzili zmiennicy, momentami nie był utrzymany odpowiedni rytm gry. Ale sądzę, że sztabowi trenerskiemu i medycznemu zależało na tym, by każdy zdrowy zawodnik do piątku nie nabawił się żadnego urazu.

 

Wszyscy liczmy na pierwszy w historii medal mistrzostw Europy. Czy kadrę Bieglera na to stać?
- Doświadczenie zespołu - grupy budowanej od lat praktycznie w niezmienionym składzie, wiek kluczowych zawodników, dla których mistrzostwa będą jedną z ostatnich imprez w karierze, co będzie dla nich dodatkową motywacją, oraz własna hala, to wszystko przemawia za naszą reprezentacją. Mieliśmy przykład siatkarzy, którzy pokazali, jak można skorzystać na grze przed własną publiką. Nasze środowiska są podobne, emocje przeżywamy w zbliżony sposób. Myślę, że i tym razem powinniśmy dotrwać do ostatniego dnia turnieju.

 

Będzie pan na trybunach w Krakowie?
- Tak, jako ambasador nie tylko mistrzostw, ale i całej dyscypliny. Wierzę, że uda mi się pogodzić obecność na najważniejszych meczach biało-czerwonych z Brukselą i posiedzeniami komisji kultury i rozwoju Parlamentu Europejskiego.

 

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii