Pierwsza porażka NMC Górnika w Superlidze. Vive zdominowało zabrzan

    PGE VIVE Kielce - NMC Gornik Zabrze
     fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

    Górnik w końcu znalazł pogromcę, co nie dziwi, bo grał w Kielcach. Ale rozmiary porażki z Vive jednak rozczarowują.

    Zabrzanie nie spełnili nadziei swoich kibiców, którzy szczęśliwi z powodu wspaniałej serii sześciu zwycięstw od startu sezonu po cichu wietrzyli niespodziankę. Ale boiskowa rzeczywistość okazała się dla mających ambicje zabrzan znów w Kielcach bolesna – choć kielczanie zagrali bez kilku ważnych graczy.

     

    Podopieczni Trtika świetnie zaczęli i po akcjach Marka Daćki i Bartłomieja Tomczaka prowadzili 3:2. W międzyczasie miała miejsce być może kluczowa dla losów spotkania – przy drugiej bramce Daćki wyszedł poza pole bramkowe i szturchnął obrotowego Górnika. - Ruch i grymas Daćki był teatralny, nie było kontaktu – przekonywał Szmal. W myśl przepisów mógłby jednak zostać ukarany czerwoną kartką, ale duet głogowskich rozjemców nie miał odwagi wyrzucić z boiska znakomitego bramkarza albo po prostu okazał się łaskawy.

     

    Sytuacja była kluczowa, bo potem popularny „Kasa” bronił jak w transie. Gdyby musiał jednak zejść do szatni, w bramce Vive musiałby stanąć ledwie 16-letni Miłosz Wałach, bo Filip Ivić leczy się po operacji.

     

    Przyznać też trzeba, że Daćko, Alex Tatarincew, Bartłomiej Tomczak (przed meczem odebrał nagrodę dla gracza września PGNiG Superligi) i koledzy trafiali w 39-letniego legendarnego zawodnika jak w tarczę. - Wszystko robicie świetnie, dochodzicie do sytuacji, tylko więcej koncentracji pod bramką, grajcie skuteczniej – spokojnie perswadował swoim graczom szkoleniowiec Górnika.

     

    Nic z tego. Prysła też szybko koncentracja zabrzan w rozegraniu ataku, a liczba błędów technicznych, jakie w ciągu kwadransa popełnili goście była bliska chyba tej we wszystkich poprzednich spotkaniach tego sezonu. Górnik grał tak jakby nie widział grającego na „jedynce” w obronie Vive Mateusza Jachlewskiego, a „Siwy” karcił ich za to bez litości. Siedem bramek na korzyść Vive do szatni oddawało skalę roztargnienia gości.

     

    Po zmianie stron górnicy starali się trzymać fason przez kwadrans, a potem kilka nieudanych akcji i kontr gości sprawiło, że stracili ochotę do walki, a Trtik zaczął wpuszczać rezerwy. Mecz przerodził się w letni sparing, przewaga kielczan rosła, a emocje – choć pozasportowe – na moment powróciły tuż przed końcem, gdy najpierw Jurij Gromyko sfaulował Darko Djukicia, a potem Michał Adamuszek trącił Blaża Janca. Kieleckie ławka i trybuny domagały się linczu na winnych górnikach, a Dujszebajew zapracował nawet na żółtą kartkę.

     

    - Musimy realnie oceniać sytuację. Vive to jest inna liga. Jeżeli przegramy mniej niż 10 bramkami, będę zadowolony – mówił przed meczem Trtik. Jego zawodnikom nie udało się celu wypełnić, podobnie jak innego - rzucili Vive tylko 20 bramek, aż o 4 mniej niż niżej notowane drużyny Piotrkowianina i Zagłębia Lubin.

     

    PGE VIVE KIELCE – NMC GÓRNIK ZABRZE 33:20 (16:9)

     

    VIVE: Szmal, Wałach – M. Jurecki 2, Bis 3, Kus 1, Aguinagalde, Bielecki 6/5, Jachlewski 6, Janc 1, Lijewski 5, Jurkiewicz 5, Zorman 3, Mamić, Djukić 1/1. Kary: 8 min. Trener Tałant DUJSZEBAJEW.

    GÓRNIK: Kornecki, Galia 1 – Gluch 2, Daćko 8, Fąfara, Tomczak 3/2, Gromyko 2, Sluijters, Buszkow, Tatarincew 2, Gliński 1, Gogola, Tokaj, Matuszak, Francik, Adamuszek 1. Kary: 10 min. Trener Rastislav TRTIK.

    Sędziowali: Korneliusz Habierski i Grzegorz Skrobak (Głogów).

    Z tej samej kategorii