Rafał Gliński: Trener zaszczepił w nas radość

    Gornik Zabrze - MMTS Kwidzyn
     fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

    W Kaliszu NMC Górnik Zabrze pokonał trzech klasowych rywali - Azoty Puławy 35:24, ZTR Zaporoże 28:25 oraz w finale szósty zespół francuskiej ekstraklasy, Dunkerque HB 26:25. - Nawet towarzyskie zwycięstwa budują morale zespołu - mówi doświadczony rozgrywający zabrzan Rafał Gliński.

    TOMASZ MUCHA: W Kaliszu pokonaliście trzech klasowych rywali I wróciliście na Śląsk z pucharem. Obiecujący występ!
    RAFAŁ GLIŃSKI: To prawda. Oczywiście, to tylko towarzyskie sprawdziany, żaden powód do hurraoptymizmu. To czas testowania zawodników, ustawień i różnych wariantów, ale mimo wszystko cieszy fakt, że wygrywamy, bo to buduje morale zespołu. Świetną robotę wykonał nasz trener, do każdego z tych meczów byliśmy przygotowani taktycznie, a na boisku staraliśmy się jego założenia realizować.

     

    Początek finału z Dunkierką nie zapowiadał jednak końcowego sukcesu. Co się zmieniło w trakcie meczu?
    RAFAŁ GLIŃSKI: Trener próbował w turnieju różnych ustawień w obronie - graliśmy systemem 4-2, 5-1, a z Francuzami wyszliśmy tradycyjnym 6-0. I rywale nas łatwo punktowali. Było już 7:14, wtedy trener zmienił sposób gry i powoli zaczęliśmy odrabiać straty. Zespół pokazał charakter, nie załamał się i nie wiem, czy to nie cieszy nawet bardziej niż sama wygrana.

     

    Gdziekolwiek czytać, podkreślacie rolę nowego trenera, Czecha Rastislava Trtika. To już jakaś epidemia uwielbienia!
    RAFAŁ GLIŃSKI: No tak, to nie przypadek. Trener znów zaszczepił w nas radość z gry, przyjemność z przychodzenia na trening, nawet w tym trudnym okresie przygotowawczym. Chęć do pracy to bardzo ważna rzecz. Wiemy, jak i po co coś ćwiczymy, potrafi nam to przekazać, wyjaśnić. Trener żyje z nami, jak trzeba, to się razem śmiejemy, a jak trzeba, to nas opieprza. Ale mamy świadomość, że jedziemy na jednym wózku. Cieszy się naszym dużym szacunkiem i ma autorytet.

     

    Pan zagrał tylko w pierwszym meczu z Azotami. Jak poważny jest uraz, którego pan doznał?
    RAFAŁ GLIŃSKI: Witalij Titow nadepnął mi z tyłu na prawą stopę, był ból, pojawił się obrzęk. Pierwsze USG na miejscu nie wykazało jednak żadnych złamań kości, więc mogło być gorzej. W piątek ponowię badanie, ale sądzę, że za tydzień, półtora wrócę do treningu, nie ma tragedii.

     

    Wobec tego zabraknie pana w weekend w turnieju, którego będziecie gospodarzem - zagracie z Banikiem Karwina i ponownie z ZTR-em...
    RAFAŁ GLIŃSKI: Na 99 procent nie zagram. Trzeba poczekać, nie ma powodu ryzykować. Ważne, byśmy byli wszyscy zdrowi na ligę. A na środku rozegrania trener ma pole manewru, bo mogą grać na tej pozycji także Maciej Tokaj, Michał Adamuszek czy Łukasz Gogola.

     

    No właśnie, ten ostatni, 20-latek pozyskany z Piekar Śląskich, narzucał trochę bramek w Kaliszu. Będziecie mieć z niego pociechę?
    RAFAŁ GLIŃSKI: Postawa Łukasza to bardzo pozytywne zaskoczenie, fajnie się zaprezentował. Oczywiście były błędy, ale wszyscy je popełniamy, staramy się eliminować. Jeżeli - tak jak do tej pory - nadal będzie pracował i słuchał rad trenera oraz starszych zawodników, to zespół będzie miał z niego naprawdę duży pożytek.

     

    Swoją drogą - wybraliście już kapitana, po tym jak karierę zakończył Adrian Niedośpiał?
    RAFAŁ GLIŃSKI: Tymczasowo jest nim dotychczasowy zastępca, Bartek Tomczak, ale myślę, że w tym tygodniu zrobimy wybory i w piątek w turnieju zespół na parkiet wyprowadzi już oficjalny kapitan.

    Z tej samej kategorii