Michał Adamuszek: Nikomu nie chcę zrobić krzywdy

    Staram się grać twardo, ale nie chamsko. Nie położę się przed Vive tylko dlatego, że klub ten gra w Lidze Mistrzów - mówi rozgrywający NMC Górnika Zabrze.

    PGE VIVE Kielce - NMC Gornik Zabrze
     fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

    Tomasz MUCHA: Po świetnej serii sześciu wygranych przegraliście w Kielcach z Vive, czego można było się spodziewać. Ale aż 13-bramkowe (20:33) rozmiary porażki trochę rozczarowują...
    Michał ADAMUSZEK: - To prawda, chyba wszyscy spodziewali się bardziej zaciętego meczu i naszej lepszej gry. Źle weszliśmy w to spotkanie, Sławek Szmal w bramce wybił nam z głowy marzenia o fajnym wyniku. Niewykorzystane sytuacje sprawiły, że ręka zaczęła drżeć i już nie byliśmy zespołem znanym z poprzednich meczów.

     

    A pomyśleć, że zaraz na początku popularny „Kasa” mógł wylecieć z boiska... Komentowaliście w szatni jego starcie z Markiem Daćką?
    Michał ADAMUSZEK: - Można tylko dywagować, co by było, gdyby sędziowie pokazali Sławkowi czerwoną kartkę. Nie chciałbym tego komentować, ale przypomnę, że przepisy mówią jasno, że poza polem bramkowym golkiper nie może mieć żadnego kontaktu z zawodnikiem atakującym. Teraz to już bez znaczenia, Sławek pokazał potem klasę i wielkie doświadczenie.

     

    A może zaszkodziła wam czterodniowa przerwa w treningach po wygranej z Azotami?
    Michał ADAMUSZEK: - Proszę tak nie pisać! Te kilka dni było nam naprawdę potrzebnych po intensywnym okresie na początku sezonu. To była zarazem nasza motywacja, układ z trenerem przed meczem z Azotami. On chciał nas sprowokować, podejść psychologicznie, bo jeszcze nie do końca nas zna, nie wie, czego się po nas spodziewać w meczach „na styku”. Potem trochę żałował tej deklaracji, ale umowa to umowa. A nam ten odpoczynek bardzo się przydał.

     

    Rastislav Trtik nie był chyba z was w szatni zadowolony? Byłby, gdybyście przegrali mniej niż 10 bramkami...
    Michał ADAMUSZEK: - Był umiarkowanie spokojny, nie było krzyków. Chciał się dowiedzieć, dlaczego poszło nam tak źle, co było nie tak. Ale jeszcze w drodze powrotnej pokazywał nam też dobre momenty i akcje.

     

    Więc nawet w autokarze nie ma chwili luzu?
    Michał ADAMUSZEK: - Nasz trener to pasjonat piłki ręcznej, wykorzystuje każdą chwilę na analizę, rozmowy z nami, przekazywanie uwag. Poświęca na to naprawdę dużo czasu. Ma wizję naszej gry. Tego nie było w poprzednich sezonach. Jest nowa myśl taktyczna i w obronie, i w ataku. Rywalom - którzy mieli nas już rozpracowanych - teraz gra się z nami ciężej.

     

    Widać to po obiecujących wynikach...
    Michał ADAMUSZEK: - Twierdzę, że to jeszcze nie jest wszystko, co możemy pokazać. Pracujemy razem od lipca, to w piłce ręcznej niewiele. Ale mamy ustalone jasne zasady z trenerem, tworzymy monolit. Do tego dochodzi nasza waleczność, każdy z nas daje całego siebie. Bo może nie wychodzić to czy tamto, ale trzeba serce zostawić na boisku.

     

    W Kielcach, mimo przesądzonego wyniku, w ostatnich sekundach zawrzało. Naprawdę chciał pan zrobić krzywdę Blażowi Jancowi?
    Michał ADAMUSZEK: - Staram się grać twardo, ale nie chamsko. Nie nadążyłem na nogach, nie przesunąłem obrony w tempo i spóźniony lekko zawodnika Vive popchnąłem, a on jeszcze wpadł na Marka Daćkę. Ale to nie był faul z premedytacją, nie było ataku na twarz, nikt nie chciał nikomu złamać ręki. Podobnie uznali sędziowie - dostałem dwie minuty, a nie czerwoną kartkę.

     

    Ale i tak zlinczować chciała pana chyba cała hala w Kielcach...
    Michał ADAMUSZEK: - Doszło do zgrzytu, ale więcej w tym wszystkim było histerii Vive niż brutalności z naszej strony. Jakieś niedorzeczne rzeczy zaczęli wygadywać - że mają ważny mecz z Veszprem, a my ich chcemy osłabić... Przepraszam, to mamy się położyć na parkiecie, bo ich czeka mecz w Lidze Mistrzów? Zresztą Jancowi nic się nie stało. Przeprosiłem trenera Tałanta Dujszebajewa i powiedziałem, że będę starał się unikać takich zachowań. Podaliśmy sobie ręce.

     

    Z tej samej kategorii