Górnikowi zabrakło kwadransa. Vive znowu górą

    Emocjonujące widowisko w Zabrzu. Do 45 minuty pachniało niespodzianką, ale potem gwiazdy z Kielc się obudziły.

    NMC Gornik Zabrze - PGE VIVE Kielce
     źródło: Pressfocus

    Trener zabrzan Rastislav Trtik zaskoczył wyjściowym składem. Czeski szkoleniowiec Górnika nie rzucił od razu do boju wszystkich swoich najbardziej zaprawionych żołnierzy. Okazję prowadzenia gry w drugiej linii przeciwko gwiazdom Vive od pierwszej minuty dostali ci mniej opierzeni - Maciej Tokaj i Ignacy Bąk, a po kwadransie kolejny z „młodych”, Łukasz Gogola. W obronie rolę jednego z dwóch wysuniętych obrońców pełnił świeży nabytek Górnika skrzydłowy Jan Czuwara. Na ławce cały mecz przesiedział kontuzjowany dzień przed meczem lider środka boiska zabrzańskiej siódemki Rafał Gliński, który tylko „konsultował” wydarzenia boiskowe ze szkoleniowcem.
    Być może skala wyzwania onieśmieliła nieco gospodarzy, którzy przez 10 minut nie potrafili trafić do bramki strzeżonej przez Filipa Ivicia, gubili za to piłki lub podawali w ręce rywali. Niemoc przełamał w końcu Iso Sluijters, a gra gospodarzy w końcu nabrała nieco rumieńców.
    Potencjał Vive jest jednak na tle krajowych rywali ogromny i każdy błąd górników spotykał się bezwzględną i skuteczną odpowiedzią Manuel Sztrleka, Aleksa Dujszebajewa czy Krzysztofa Lijewskiego.
    Na przerwę zabrzanie schodzili z 5-bramkową stratą, ale drugą odsłonę zaczęli fantastycznie od trzech kolejnych trafień! Vive odpowiedziało po raz pierwszy dopiero po pięciu minutach. Ale gospodarze zwietrzyli szansę, że diabeł wcale nie taki straszny, jak go malują.
    Na dodatek rozegrał się w bramce Martin Galia. Jeden z bohaterów niedawnych mistrzostw Europy do rozpaczy doprowadzał szarżujących kielczan.
    W 46 minucie po trafieniu Gogoli górnicy wreszcie złapali kontakt – 21:22, ale nadzieje na sprawienie sensacji szybko jednak prysły. W ciągu niespełna 4 minut goście trafili 5 razy, a słabe rzuty gospodarzy łapał Ivić. Na dodatek boisko ze skręconą kostką musiał opuścić Alex Tatarincew i siła ofensywna górników zmalała.
    Gdy po 8 minutach niemocy do bramki Vive celnie rzucił w końcu Marek Daćko, było już "pozamiatane" (22:30).

    Górnik przegrał po raz czwarty w sezonie, a po raz drugi z rzędu, i po weekendzie może stracić pozycję wicelidera grupy granatowej PGNiG Superligi. Na szczęście zabrzanie mają aż cztery mecze zaległe i powinni wrócić na swoje miejsce...

     

    NMC Górnik Zabrze - PGE Vive Kielce 28:37 (11:16)
    GÓRNIK: Kornecki, Galia - Gluch, Daćko 3, Fąfara, Tomczak 4/2, Gromyko 3, Sluijters 5, Czuwara 1, Buszkow, Tatarincew 3, Gogola 4, Tokaj 2, Bąk 3, Franczik, Adamuszek. Kary: 12 min. Trener Rastislav TRTIK.
    VIVE: Ivić 1 – Jurecki 1, Bis 1, Dujszebajew 6, Aguinagalde 3, Bielecki 2/2, Jachlewski 3, Sztrlek 7, Janc 4/1, Lijewski 2, Jurkiewicz 2, Zorman 1, Mamić 3, Bombać, Djukić 1. Kary: 10 min. Trener Tałant DUJSZEBAJEW.
    Sędziowali: Korneliusz Habierski i Grzegorz Skrobak (Głogów). Widzów: 950.

     

    Z tej samej kategorii