Zapach medalu zaczyna być kuszący

    W środę ligowy hit w PGNiG Superlidze: w Puławach spotkają się wiceliderzy obu grup. Azoty są żądne rewanżu za jesienną porażkę w Zabrzu. Początek o 18.30.

    NMC Gornik Zabrze - Azoty Pulawy
     /  fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

    Po rozegraniu dwóch trzecich sezonu zasadniczego wiele wskazuje na to, że w kwietniu obie drużyny spotkają się w rywalizacji o brązowy medal. Na razie pewnie okupują drugie miejsca w swoich grupach – NMC Górnik w granatowej, a Azoty w pomarańczowej za plecami wielkiej dwójki - PGE Vive Kielce i Orlen Wisła Płock.

     

    Puławianie mają co prawda na koncie aż o 9 pkt. więcej (57 wobec 48 zabrzan), ale też śląski zespół wrócił w tym roku do ligowej rywalizacji dopiero w niedzielę w Opolu i ma do rozegrania aż cztery zaległe potyczki! Superliga spotkanie w Puławach zapowiada jako tzw. Superszlagier.

     

    Oni muszą, my możemy
    Świetnie spisująca się drużyna Rastislava Trtika - w niedzielę po raz drugi w tym sezonie w prestiżowym meczu pokonała Gwardię Opole (31:27) - ma też psychologiczną przewagę nad trzykrotnymi w ostatnich latach brązowymi medalistami ligi: w październiku wygrała w hali przy Wolności 36:34. Dla dysponującego znacznie większym budżetem klubu z Lubelszczyzny to był prestiżowy policzek.

     

    - Tamta porażka na pewno ich boli, bo przed sezonem otwarcie mówili o ataku na drugą pozycję w kraju, a tymczasem już u nas potracili punkty. Będą chcieli wziąć rewanż, ale będą pod presją, bo muszą wygrać, a my podejdziemy do tego spokojnie - przekonuje Rafał Biliński, fizjoterapeuta Górnika, który informuje, że po niedzielnej potyczce w Opolu żaden z zawodników nie skarżył się na dolegliwości i wygląda na to, że Trtik będzie miał do dyspozycji komplet graczy.

     

    Zeszli na ziemię
    Takiego komfortu nie ma szkoleniowiec Azotów Daniel Waszkiewicz. Puławianie mają duży problem na środku rozegrania. Kontuzje wykluczyły z gry Krzysztofa Łyżwę i Bartosza Kowalczyka. Co prawda całkiem dobrze radzi sobie Piotr Masłowski, ale sam nie jest w stanie udźwignąć ciężaru prowadzenia gry przez całe 60 minut.

     

    Na dodatek w sobotę Azoty zostały rozbite w Płocku przez Wisłę aż 21:31. Pojedynek był zacięty tylko w pierwszej połowie (15:15), po przerwie puławianie zdobyli zaledwie 6 bramek. - Załamaliśmy się w drugiej części meczu. Zbyt dużo sytuacji stuprocentowych zostało z naszej strony niewykorzystanych. Na tym poziomie jest to niewybaczalne - narzekał Waszkiewicz.

     

    - Trener powiedział, że czasem taki mecz jest potrzebny, by zejść na ziemię i zrobić dwa kroki w przód. Górnik to niewygodny rywal, ale mamy rachunki do wyrównania za poprzednią rundę i znajdziemy na niego receptę - zapewnia rozgrywający Azotów Robert Orzechowski.

     

    Z tej samej kategorii