Marcin Sabat: Bić się z Vive za trzy lata

Marcin Sabat
 fot. Gwardia Opole  /  źródło: Materiał prasowy

Jeżeli chcemy się rozwijać, musimy gonić najlepszych - przekonuje prezes Gwardii Opole.

TOMASZ MUCHA: Jak czynny dziennikarz sportowy praktycznie z dnia na dzień zostaje prezesem klubu sportowego?
MARCIN SABAT: Ha ha! Ta błyskawiczna kariera wszystkich zaskakuje. A poważnie - gdy ze strony władz sportowej spółki padło luźne zapytanie, odebrałem je jako żart, trochę niepoważnie. To nie była oferta, której bym się kiedykolwiek spodziewał. Ale propozycja okazała się jak najbardziej serio.

 

I tak ot po prostu przeszedł pan na drugą stronę?
MARCIN SABAT: Oczywiście zastanawiałem się, ale pomyślałem, dlaczego nie spróbować. Że to może krok w dobrą stronę. Mam panu opowiadać o dzisiejszej kondycji prasy? Dobrze wiemy, jakie są trendy. Może gdybym był w telewizji, komentował mecze w Polsacie Sport, nie zmieniałbym branży. Ale to i tak była niełatwa decyzja. Bo dziennikarzem byłem nie dlatego, że musiałem, tylko że chciałem. Choć też tego nie planowałem, to był przypadek.

 

Piłka ręczna była pana specjalnością?
MARCIN SABAT: W „Nowej Trybunie Opolskiej” pracowałem 20 lat, od dziesięciu pisałem o piłce ręcznej. Ale, jak to bywa w redakcjach regionalnych, zajmowałem się praktycznie wszystkim - także siatkówką, piłką nożną - może poza końmi. Pochodzę z Kielc, wychowałem się jako kibic Iskry, do dzisiaj nie mówię Vive tylko Iskra. Generalnie jestem kibicem sportu. Może tylko snookera nie lubię, ale curling olimpijski już oglądam.

 

Jest pan merytoryczne przygotowany do "bycia" prezesem?
MARCIN SABAT: Mam skończone dwa fakultety - historię i politologię. Ale zawód nauczyciela nie był dla mnie, wciągnęło mnie dziennikarstwo. Przez te 20 lat poznałem chyba wszystkich działaczy sportowych w Opolu. Wiem, jak funkcjonują kluby, no i kierowałem działem sportowym gazety, a więc zarządzałem pewną grupą ludzi. Poza tym, jak ktoś chce, to każdej pracy się nauczy. A w Gwardii liczy się pomysł na klub, a ja mam wizje i pomysły.

 

Więc jaki jest pana pomysł na Gwardię?
MARCIN SABAT: Patrzę na klub z perspektywy kibica, jego oczekiwań. Chcemy do niego wychodzić, a nie czekać aż sam przyjdzie. Wypełnić trzytysięcznego "Okrąglaka" to spore wyzwanie. W mieście są piłkarze, siatkarze, koszykarze. Każdy ma swoje ambicje, ja jestem otwarty na współpracę z wszystkimi. Na przykład taką, żeby tego samego dnia w różnych częściach miasta nie odbywały się trzy mecze o tej samej porze. I tak na przykład dogadaliśmy się w minioną sobotę z piłkarzami Odry - oni mieli grać o 16.00, a my z Wisłą Płock o 18.30. Później już Polsat zmienił porę meczu piłkarzy na 13.

 

Zaraz po nominacji powiedział pan, że Gwardia chce gonić najlepszych w superlidze - Orlen Wisłę właśnie, Vive. Ambitnie...
MARCIN SABAT: Jeżeli chcemy się rozwijać, musimy gonić czołówkę. Zbliżając się do niej, krok po kroku będziemy podnosić poziom. Nie ma się co ograniczać, grać o 5-6. miejsce. Bijemy się o mistrza. Na razie pewnie nim nie zostaniemy, ale za trzy lata, kto wie.

 

By rywalizować z Płockiem czy Kielcami, trzeba pieniędzy. W Opolu takie są?
MARCIN SABAT: Nikt ich nie rozdaje oczywiście. Ale można przekonać sponsorów, że jesteśmy dobrą inwestycją. Budżet i atmosferę wokół klubu buduje wynik. Dlatego co roku chcemy podnosić poziom sportowy. Stawiamy na młodych, ambitnych chłopaków, którzy chcą być piłkarzami ręcznymi na poważnie. To dobry moment, żeby to zrobić, bo z ligi nikt nie spada. I to się sprawdza. W zeszłym sezonie niewiele nam zabrakło do półfinału ligi, więc dlaczego w obecnych rozgrywkach mielibyśmy nie myśleć o medalu?

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~RobertUżytkownik anonimowy
~Robert :
No photo~RobertUżytkownik anonimowy
Jakiś fantasta z tego prezesa..poza tym niech najpierw uregulują należności z poprzednich sezonów z byłymi zawodnikami Opola.
29 wrz 11:28
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii