Sebastian Kicki: Układam życie na nowo

    Zaczynałem, kiedy na rozgrzewkę każdy wychodził w innym dresie, w hali hulał ziąb, a na trybunach były tylko nasze rodziny. Bardzo dużo się od tego czasu zmieniło - mówi 34-letni bramkarz, który w niedzielę definitywnie pożegna się z kibicami w Zabrzu.

    NMC POWEN ZABRZE - AZOTY PULAWY
     fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

    Tomasz MUCHA: To już? Gotowy na koniec?
    Sebastian KICKI: - Każdego to chyba czeka, widocznie mój czas właśnie nadszedł. Mój po 13 latach gry w Zabrzu z jedną krótką - bo niespełna półroczną - przerwą. Ale cieszę się, że będę miał okazję pożegnać się z kibicami.

     

    Będą wzruszenia?
    Sebastian KICKI: - Na pewno będą we mnie duże emocje. Znów wyjdę na środek parkietu, na którym zostawiłem kawał serducha i zdrowia.

     

    To koniec pana kariery?
    Sebastian KICKI: - Na to wygląda. Mam 34 lata, myślałem, że jako bramkarz pogram dłużej. No ale trudno, trzeba się z tym pogodzić i rozpocząć nowy rozdział w życiu. Może jeszcze coś pojawi się w trakcie sezonu, ale obawiam się, że przerwa będzie za długa. Potrzebuję naprawdę mocnego treningu i musiałbym się mocno spiąć, żeby wrócić do formy i gry.

     

    Nie dba pan już o nią?
    Sebastian KICKI: - Jeszcze miesiąc temu się starałem, biegałem, ćwiczyłem na siłowni. Ale teraz robię to już tylko rekreacyjnie, żeby nie zapuścić brzucha.

     

    Nie chciał pan jeszcze gdzieś pograć?
    Sebastian KICKI: - Była propozycja ze Spójni Gdynia, byliśmy nawet dogadani. Cieszyłem się, dla dzieci super, mieliśmy się przeprowadzić nad morze. Ale potem okazało się, że miasto nie dało klubowi tyle pieniędzy, żeby mógł wywiązać się z deklaracji wobec mnie. No i temat upadł. Interesowała mnie tylko superliga, nie chciałem się już w tym wieku bawić niżej. Były jeszcze ciekawe opcje z Niemiec, ale ja nie jestem typem, który od ręki wszystko zostawia i w drogę. Tym bardziej, że nie ruszałem się z Zabrza przez 13 lat, a teraz musiałbym spakować rodzinę w tydzień.

     

    Co porabia pan obecnie?
    Sebastian KICKI: - Układam życie na nowo. Za miesiąc powinienem już wszystko wiedzieć, ale myślę, że sobie poradzę. Na razie w pełni oddaję się rodzinie - jestem tatą na pełnym etacie. Mamy z Karoliną dwóch synków, 2,5-rocznego Marcela i 10-miesięcznego Fabiana. Tak jak wcześniej taty praktycznie nie mieli, tak teraz mają 24 godziny na dobę (śmiech).

     

    Przez kilka lat godził pan grę w piłkę ręczną z pracą przedstawiciela handlowego w hurtowni słodyczy. Wraca pan za kółko?
    Sebastian KICKI: - Pewnie mógłbym, ale nie chciałbym do tego wracać. To będzie coś innego, na własny rachunek.

     

    Nie miał pan nigdy propozycji z firmy NMC, w której pracuje Adrian Niedośpiał? Były kapitan będzie żegnany razem z panem...
    Sebastian KICKI: - Oczywiście, miałem. Prezes Bogdan Kmiecik zadeklarował, że za to, co zrobiłem dla klubu, zawsze mi pomoże. Pozostajemy w dobrych relacjach, a ja wiem, że - jak mi się coś nie ułoży - mogę na niego liczyć. Jestem mu za to bardzo wdzięczny.

     

    Był pan chyba ostatnim graczem obecnego zespołu, który grał w Pogoni Zabrze. Potem nazwa klubu i drużyny zmieniała się kilkakrotnie...
    Sebastian KICKI: - Zaczynałem, kiedy na rozgrzewkę każdy z nas wychodził w innym dresie, w hali hulał ziąb, a na trybunach było kilkanaście osób - nasze rodziny. Bardzo dużo się zmieniło, prezes Kmiecik poukładał klub, coraz więcej ludzi chodzi kibicować, jest fajna atmosfera. Tego będzie mi żal, ale na pewno będę przychodził do kolegów, na mecze. Ale już jako kibic, choć wciąż brzmi to dla mnie dziwnie...

     

    Który okres wspomina pan najlepiej?
    Sebastian KICKI: - Gdy cztery lata temu wróciłem z Olimpii Piekary Śląskie. Latem odszedłem z Górnika, ale jesienią zespół został z jednym zdrowym bramkarzem, Mateuszem Korneckim, który jeszcze się uczył. I wróciłem, ale w Piekarach nabrałem pewności siebie i potem grałem w Górniku od deski do deski. Odrobiliśmy wszystkie straty w lidze i skończyło się trzecim miejscem, a ja spełniłem marzenie i zdobyłem z Zabrzem upragniony medal. Mam nadzieję, że w tym sezonie chłopaki też po niego sięgną, bo mają naprawdę mocną ekipę.

     

    W każdym razie początek zrobili obiecujący - dwa zwycięstwa, w Kwidzynie i w Gdyni.
    Sebastian KICKI: - Zwłaszcza wygrana z MMTS-em była ważna. Wytrzymali ciśnienie, wyciągnęli wnioski i tym razem nie przegrali w końcówce, co zdarzyło nam się dwa razy w poprzednim sezonie. To dobry prognostyk i podbudował chłopaków, że praca latem nie poszła na marne.

     

    W niedzielę Górnik będzie faworytem w potyczce z Chrobrym.
    Sebastian KICKI: - Zawsze nam się z Głogowem dobrze grało, więc liczę na to, że będzie na koncie 12 punktów, tyle po trzech meczach nigdy nie mieliśmy, ha ha! (zwycięstwo z zespołem ze swojej grupy warte jest 4 pkt - przyp. red.). Kibicuję też piłkarzom. Oglądam Górnika, bywam na nowym stadionie, fajnie, że postawiono na młodzież. Mam nadzieję, że zdobędą mistrza, nareszcie po tylu latach dla zasłużonego klubu. No bo kto ma go zdobyć, jak nie młodzi?!

     

    Z tej samej kategorii