Aleksandr Buszkow: Z blachą i z wąsem

    Gdybym się w Polsce nie czuł dobrze, to bym nie mieszkał u was już 8 lat - mówi pechowy skrzydłowy. 35-letni Białorusin ma najdłuższy staż w NMC Górniku Zabrze.

    Tomasz MUCHA: Coś pechowy ten koniec roku dla Ciebie...
    Aleksandr BUSZKOW: - No tak, rok temu niemal dokładnie w tym samym czasie w meczu z Pogonią Szczecin naderwałem mięsień w lewym barku. Nie dograłem już do końca roku, ale po styczniowej przerwie wróciłem na boisko.

    A jakie teraz są szanse na powrót?
    Aleksandr BUSZKOW: - No cóż, na razie noszę na prawej stronie ortezę stabilizującą obojczyk po operacji, a kości łączy metalowa blaszka. 15 listopada mam ściągnąć szwy i, jeżeli wszystko dobrze się pozrasta, będę mógł zacząć rehabilitację. Na szczęście - o ile można tak powiedzieć - przy złamaniu nie było żadnych uszkodzeń stawów, więc jest szansa, że w styczniu będę mógł wrócić do treningów, a w lutym pomóc drużynie. No i, co ważne, nie jest to strona, którą rzucam na bramkę.

     

    Fot. waymore / źródło: Materiał prasowy

     

    Który z kolegów ma Cię na sumieniu?
    Aleksandr BUSZKOW: - Niech to pozostanie między nami. W sumie to przypadek, choć nie spodziewałem się trochę tego, bo dostałem z tyłu i stąd strzelił obojczyk. Ale na pewno nie było w tym żadnego celu, zderzyliśmy się w walce o piłkę.

    No proszę - tak właśnie, jak o życie, nawet na treningach walczą piłkarze ręczni niespodziewanego wicelidera PGNiG Superligi...
    Aleksandr BUSZKOW: - Inaczej nie można. Jak nie powalczysz na treningu, na meczu też nie dasz z siebie wszystkiego. Sport kontaktowy, zdarza się.

    Odwiedzasz kolegów?
    Aleksandr BUSZKOW: - Na razie siedzę w domu. Cisza i spokój. Nie bardzo jest się jak ruszyć, bo z unieruchomioną ręką nie mogę kierować autem. Ale może w przyszłym tygodniu się pokażę, żeby pogadać z chłopakami przed wyjazdem na mecz do Legionowa.

    Twoja kontuzja to kłopot dla drużyny i trenera Rastislava Trtika.
    Aleksandr BUSZKOW: - Patryk Gluch już radził sobie dobrze, więc będzie grał więcej. No ale jest młody, wiadomo. Może wspomoże go Wojtek Matuszak, był już próbowany na prawym skrzydle.

    Zwykle na święta jeździłeś do rodzinnego Homla. Teraz może być kłopot z przekroczeniem granicy - blaszka może „dzwonić”...
    Aleksandr BUSZKOW: - Samolotem nie latam, więc nie będzie problemu.

    Boisz się latać?
    Aleksandr BUSZKOW: - Nie. Łatwiej nam po prostu dojechać autem, choć to ponad 1100 kilometrów. Nie mamy bezpośredniego lotu z Katowic lub Krakowa do mnie. Trzeba do Warszawy, stamtąd do Mińska, a potem dopiero do Homla. Więcej przesiadek niż latania. A my obładowani z dwójką dzieci i bagażami na miesiąc. Najczęściej jedziemy na Sławatycze, tam jest sprawniej na granicy niż w Brześciu, jakieś 15-16 godzin i jesteśmy.

    Dobrze czujesz się w Polsce?
    Aleksandr BUSZKOW: - Gdybym się nie czuł dobrze, to bym tyle lat tutaj nie mieszkał. Oboje z żoną mamy pracę, choć Olga jest obecnie na urlopie wychowawczym. Kontrakt w Zabrzu mam do 2019 roku, nie zamierzam kończyć kariery.

    A nasz kraj Ci się podoba - to, co się w nim dzieje, na przykład w sferze polityki?
    Aleksandr BUSZKOW: - Polityką się nie interesuję, nie oglądam w telewizji takich programów. Oczywiście w szatni rozmawiamy na różne tematy, ale nasze dyskusje i tak niczego nie zmienią.

    Przyjechałeś do Zabrza w 2009 roku, zostałeś potem zawodnikiem z najdłuższym stażem w Górniku. Kiedy formalnie będziesz Polakiem?
    Aleksandr BUSZKOW: - Mijają właśnie trzy lata, odkąd mam stałą kartę pobytu, teraz będę mógł formalnie złożyć wniosek o przyznanie obywatelstwa. Wcześniej w Polsce przedłużałem wizy. Na razie chcemy załatwić stałą kartę pobytu dla chłopaków i Olgi.

    Młodszy syn urodził się u nas, prawda?
    Aleksandr BUSZKOW: - Tak, 6-letni Jarosław urodził się na Białorusi, ale Sevastian przyszedł na świat w Gliwicach w maju 2016. Ale Polska to nie Niemcy czy Ameryka, tu nie obowiązuje prawo ziemi lecz prawo krwi, więc z racji urodzenia nie został Polakiem. Gdybym jako ojciec miał obywatelstwo, wtedy mógłby wybrać, no ale ja trochę się z tym spóźniłem.

    Do końca listopada żadna żyletka nie tknie mego wąsa! - taką deklarację można przeczytać na Twoim profilu na platformie akcji Movember.
    Aleksandr BUSZKOW: - No tak, wąs rośnie już od 24 października, a dzień później na treningu doznałem kontuzji. Nie mogę go zgolić do końca miesiąca, tak zadeklarowałem już rok temu, trzeba dotrzymać słowa. Pod koniec listopada z chłopakami z drużyny przebadamy się na okoliczność raka prostaty i raka jąder. Profilaktyka jest ważna - zwiększa świadomość i pozwala leczyć nowotwory wcześniej.

     

     

    LICZBA

    15

    Tyle bramek w 8 meczach tego sezonu zdobył dla Górnika Aleksandr Buszkow.

     

    Co to jest Movember?

    Zapuszczony wąs to symbol Kampanii Movember. Przez cały listopad Ambasadorzy PGNiG Superligi - wybrani zawodnicy z każdego z 16 zespołów - zachęcają mężczyzn do badań, które mają zapobiec rakowi jąder i prostaty. Sportowcy prowadzą zbiórkę pieniędzy przez platformę Way More - mają na niej swoje konto, gdzie kibice mogą przekazywać dowolną kwotę na wsparcie działań Fundacji Kapitan Światełko, która jest organizatorem kampanii w Polsce. Ambasadorzy zachęcają do odwiedzania swoich profili, publikując zdjęcia swoich rosnących wąsów - tak jak Aleksandr Buszkow.

     

    Z tej samej kategorii