Wielkie emocje, 70 bramek i niespodzianka w Zabrzu. Górnik ograł faworyzowane Azoty.

    Gornik Zabrze - Azoty Pulawy
     fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

    NMC Górnik Zabrze pokonał Azoty Puławy w spotkaniu 23. kolejki PGNiG Superligi. Dzięki temu zespół Ryszarda Skutnika awansował na trzecie miejsce w grupie pomarańczowej.

     

    Co to był za mecz! Prawdziwa „jazda bez trzymanki” z niecodzienną końcówką. - Dla kibiców coś wspaniałego, ale w obronie zagraliśmy jedno z najsłabszych spotkań w ostatnich miesiącach – mówił po meczu trener [Ryszard Skutnik]. Zresztą podpisał się pod tą opinią szkoleniowiec gości Marcin Kurowski. Dla Skutnika był to mecz szczególny, bowiem dwa lata prowadził Azoty. - Takie wygrane zawsze bardzo smakują, to najcenniejszy wynik od kiedy przejąłem Górnika – dodał weteran wśród ligowych szkoleniowców.

     

    Ta 55 minuta...

    W pierwszej połowie padło 40 bramek. W 20 min goście po szybkich kontrach rzucili trzy „łatwe” bramki” i prowadzili 15:12. Wydawało się, że to może być przełomowy moment spotkania. Jednak trener Skutnik wziął czas, a po 2 minutach gry było 15:15. Bardzo szybko zabrzanie odrobili też stratę dwóch goli, którymi przegrywali do przerwy. Mecz wciąż był „szalony”, w 53 min gospodarze po golach Sluijtersa i Tatarincewa prowadzili 32:30, jednak tym razem gości odrobili straty. Była 55 min, remis i wtedy wydarzyły się rzeczy, które na długo zapadną kibicom w pamięci. - To był ewidentny faul ofensywny Przybylskiego. Piłka miała być dla nas. Tymczasem sędzia dał Azotom karnego i dwie minuty dla Glińskiego - jeszcze pół godziny po meczu mówił lekko zdenerwowany [Michał Adamuszek]. Rzut karny obronił jednak Marton Galia, ale po siedmiu sekundach karę dostał wspomniany Adamuszek. Biłem brawo Martinowi za obronę karnego, sędziowie uznali, że to gest w ich stronę – tłumaczył się zabrzanin.

     

    Dwóch mniej

    W hali „wrzało”, ale fakty były takie, że przy remisie goście mieli piłkę i grali w podwójnej przewadze. - Zabrakło nam spokoju, wszystko było w naszych rękach, chyba trzy razy rzucaliśmy w nieprzygotowanych pozycjach zamiast dogrywać piłkę do lepiej ustawionego kolegi. Traciliśmy piłkę, a Górnik rzucał bramki. Gratuluję byłym kolegom, ale przegraliśmy na własne życzenie – tłumaczył porażkę [Patryk Kuchczyński], były skrzydłowy klubu z Zabrza. Czas podwójnego osłabienia gospodarze wygrali 2:1 (!), w sumie od stanu 32:33 zabrzanie (Tatarincew, dwa razy Daćko i Sluijters) rzucili cztery kolejne bramki! Minutę przed końcem fani oglądali mecz na stojąco z przekonaniem, że tego meczu Górnik nie może już przegrać. - Byliśmy drużyną, trochę dopisało nam szczęście, najważniejsze, że wracamy do gry o trzecie miejsce – przyznał [Bartłomiej Tomczak], skrzydłowy zabrzan, przed którymi teraz trzy mecze wyjazdowe.

     

    NMC Górnik Zabrze - KS Azoty Puławy 36:34 (19:21)

    GÓRNIK: Kicki, Kornecki, Galia - Adamuszek 3, Buszkow 1, Daćko 11, Gliński 1, Niedośpiał 1, Piątek, Ścigaj 4, Sluijters 7, Tatarincew 5, Tokaj, Tomczak 3. Trener Ryszard SKUTNIK. Kary 10 min, czerwona Adamuszek (60 min).
    AZOTY: Koszowy, Bogdanow - Grzelak 1, Kowalczyk, Krajewski 4, Kubisztal, Kuchczyński 2, Łyżwa 6, Petrovsky 2, Prce 7, Przybylski 8, Skrabania 2, Sobol 2. Trener Marcin KUROWSKI. Kary 8 min.

    Sędziowali: Korneliusz Habierski i Grzegorz Skrobak (obaj Rzeszów). Widzów 700.

    Z tej samej kategorii