Mateusz Kornecki: Nie zwieszam głowy

    - Każdy chciałby pojechać na takie zawody, ale, choć nie czułem się ostatni, muszę uszanować tę decyzję. Wiedzieliśmy, na czym stoimy - tak skomentował brak powołania na turniej prekwalifikacyjny do mistrzostw świata bramkarz NMC Górnika Zabrze.

    NMC Gornik Zabrze - Gwardia Opole
     fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

    Selekcjoner reprezentacji Piotr Przybecki na turniej eliminacji MŚ wybrał trzech innych bramkarzy. Jak to uzasadnił?

    MATEUSZ KORNECKI: - Nie chciałbym wchodzić w szczegóły, taka była po prostu decyzja sztabu kadry. Trener Przybecki zadzwonił dzień po Turnieju 4 Narodów w Gdańsku i wiedziałem już, że na kolejne zgrupowanie kadry, po Nowym Roku do Pruszkowa, nie przyjeżdżam.

     

    Jak pan przyjął tę decyzję? Czuł się pan numerem 4-5 wśród powołanych?

    MATEUSZ KORNECKI: - Wiadomo, każdy chciałby pojechać na takie zawody, ale, choć nie czułem się ostatni, muszę uszanować tę decyzję. Wiedzieliśmy, na czym stoimy. Było nas sześciu bramkarzy na szerokiej liście, w Gdańsku trenowało pięciu, pojechać mogło tylko trzech. Przyznać trzeba, że Piotrek Wyszomirski i Adam Morawski super się zaprezentowali w meczach z Bahrajnem i Białorusią. Życzę chłopakom wygrania turnieju w Portugalii, to dla nas bardzo ważne. A ja nie zwieszam głowy, trener się ze mną nie żegnał „na zawsze”. Teraz na boisku w lidze będę dalej próbował udowodnić, że zasługuję na grę w reprezentacji.

     

    No właśnie, z pana powrotu ucieszył się chyba za to trener Górnika Rastislav Trtik?

    MATEUSZ KORNECKI: - Trochę się zdziwił, jak mnie zobaczył na pierwszych zajęciach, ale faktycznie się ucieszył, bo przecież nie ma z nami Martina Galii; oby zresztą wrócił do Zabrza po mistrzostwach Europy jak najpóźniej. Ale nasz trener ma już w głowie poukładane przygotowania. Graliśmy fajnie jesienią, ale runda rewanżowa będzie jeszcze ważniejsza, a potem play off, w którym chcemy powalczyć o medal.

    Z tej samej kategorii