Legenda wraca do Zabrza. Daniel Waszkiewicz tym razem z Azotami

    Azoty Pulawy - Wisla Plock
     fot. Wojciech Szubartowski  /  źródło: Pressfocus

    Daniel Waszkiewicz, legenda polskiej piłki ręcznej, zasiądzie na ławce Azotów Puławy w meczu z zabrzańskim NMC Górnikiem. 61-letni szkoleniowiec uważany jest za jednego z najlepszych zawodników w historii polskiej piłki ręcznej, a potem był prawą ręką selekcjonera reprezentacji Bogdana Wenty; obaj zdobyli z biało-czerwonymi dwa medale mistrzostw świata.

    W środowy wieczór dojdzie w Zabrzu do arcyciekawej potyczki w PGNiG Superlidze - niepokonany w tym sezonie NMC Górnik podejmuje Azoty Puławy, brązowych medalistów ligi w trzech ostatnich sezonach.

     

    Klubowi z Lubelszczyzny marzy się teraz medal z cenniejszego kruszcu. Latem na ławce zespołu nastąpiła zmiana. Marcina Kurowskiego (objął funkcję dyrektora sportowego) zastąpił 61-letni Daniel Waszkiewicz, który wrócił do pracy w superlidze po dwuletniej przerwie, gdy rozstał się z Wybrzeżem Gdańsk.
    - Cieszę się, że wróciłem na ligowe parkiety, ale nie chcę do tego dorabiać teorii – po prostu wykonuję swój zawód - mówi szkoleniowiec Azotów.

     

    Waszkiewicz to żywa legenda polskiej piłki ręcznej, wszechstronny rozgrywający, uważany jest za jednego z najlepszych zawodników w rodzimej historii. Był 6-krotnie mistrzem kraju ze Śląskiem Wrocław i Wybrzeżem Gdańsk, trzykrotnie wystąpił w finale Pucharu Europy (1978, 1986, 1987).

    W reprezentacji rozegrał 214 oficjalnych spotkań międzypaństwowych, zdobywając w nich 705 bramek. Zdobył brązowy medal mistrzostw świata w 1982 w RFN, był także 6. na mistrzostwach świata w 1978 w Danii oraz 7. na igrzyskach olimpijskich w 1980 w Moskwie.

    Po zakończeniu gry w Polsce grał i pracował w RFN. Po powrocie do kraju - już jako trener - zdobył dwa tytuły mistrza Polski z Wybrzeżem (2000, 2001). Do kwietnia 2012 r. był asystentem trenera reprezentacji Bogdana Wenty, a biało-czerwoni zdobyli dwa medale MŚ (srebro 2007 i brąz 2009).

     

    - Czy Azoty grają już tak, jak bym chciał? Trzy miesiące pracy to zdecydowanie za krótko, żeby o tym mówić. Zresztą my, trenerzy, nie lubimy, jak stawia nam się długofalowe cele, choć rozumiem, że muszą je planować prezesi. Chcemy po prostu wygrać najbliższy mecz, nawet z teoretycznie mocniejszym rywalem - przekonuje. - To, że zagraliśmy fajnie z Płockiem i byliśmy bliscy zwycięstwa (Azoty przegrały przed tygodniem w rzutach karnych - przyp. red.), nie znaczy, że tak samo będzie w Zabrzu. Górnik to bardzo solidny zespół, mocno walczący, no i będzie miał za sobą publiczność. Wyniki też pokazują, że musimy się spodziewać trudnego wyzwania. Sam jestem ciekaw, jak poradzimy sobie z zabrzańską nietypową obroną 4-2, mało kto tak gra w Europie. Zdecyduje dyspozycja dnia, każdy mecz to inna historia - podkreśla legendarna postać.

    Z tej samej kategorii