Ignacy Bąk: Nie było na co czekać

    - W tej hali zawsze dobrze mi się grało i mam wielką nadzieję, że teraz swoją grą pomogę chłopakom wywalczyć medal, a w przyszłym sezonie zagramy z powodzeniem w rozgrywkach Pucharu EHF - mówi nowy rozgrywający NMC Górnika Zabrze.

    PGE Vive Kielce - MMTS Kwidzyn
     fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

    To może być najtrudniejszy wyjazd siódemki ze Śląska, ale w odniesieniu 9. zwycięstwa może pomóc już nowy nabytek, Ignacy Bąk. Były rozgrywający MMTS-u Kwidzyn, a w poprzednim sezonie Gwardii Opole, być może zadebiutuje dziś w barwach zabrzańskiego zespołu. Górnik ogłosił w poniedziałek podpisanie z 22-letnim leworęcznym graczem kontraktu do 2020 roku.

     

    TOMASZ MUCHA: To był niespodziewany transfer, trafił pan do MMTS-u ledwie latem, a już po 9 kolejkach sezonu zmienia klub. Proszę przybliżyć okoliczności.

    IGNACY BĄK: - Po rozmowie z prezesem Górnika, Bogdanem Kmiecikiem, nie zastanawiałem się długo. Nie było na co czekać. Górnik gwarantuje wysoki poziom i stabilizację, czyli sytuację, w której zawodnik nie musi martwić się niczym innym poza swoją formą i grą zespołu.

     

    Nie jest tajemnicą, że Kwidzyn ma problemy finansowe, czy to znaczy, że nie płacił pensji i dostał pan wolną rękę?

    IGNACY BĄK: - Nie chcę tego tematu rozwijać. Zdarza się, że kluby co innego obiecują, a co innego przynosi życie, ale MMTS jest wobec mnie OK.

     

    W hali przy Wolności w marcu pozwolił się pan dobrze zapamiętać, gdy praktycznie przypieczętował pan wygraną Gwardii w arcyważnym meczu.

    IGNACY BĄK: - W tej hali zawsze dobrze mi się grało i mam wielką nadzieję, że teraz swoją grą pomogę chłopakom wywalczyć medal, a w przyszłym sezonie zagramy z powodzeniem w rozgrywkach Pucharu EHF. Byłoby fajnie; to spełnienie także moich marzeń.

     

    Górnik pod wodzą czeskiego trenera Rastislava Trtika radzi sobie bardzo dobrze - wygrał 8 z 9 meczów i jest wiceliderem ligi.

    IGNACY BĄK: - Oczywiście zrobiłem rozeznanie wśród chłopaków, są bardzo zadowoleni, a wyniki świadczą o wszystkim. Ja traktuję przyjście tutaj jako szansę także osobistego rozwoju.

     

    Pan sobie chyba więcej obiecywał na starcie sezonu?

    IGNACY BĄK: - To prawda, mogło być lepiej. W sierpniu na konsultacji kadry doznałem kontuzji palca i straciłem trochę czasu. Ale teraz mam nadzieję, że moja dyspozycja będzie rosła.

     

    Pochodzi pan z Mysłowic, ale musiał pan zaliczyć kilka innych klubów, żeby trafić w końcu do śląskiego jedynaka w superlidze.

    IGNACY BĄK: - Tak się potoczyło. Jestem wychowankiem MOSiR-u Mysłowice i pani Marii Ryś. Potem poszedłem uczyć się do gdańskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, w jednej klasie byłem zresztą z Wojtkiem Matuszakiem, który od tego sezonu też jest w Górniku. Pierwszym klubem w superlidze był Chrobry Głogów, potem Gwardia, no i MMTS. Ale cieszę się, że po sześciu latach będę znów bliżej rodzinnego domu. Pewnie wkrótce wynajmę gdzieś mieszkanie, ale na razie nie muszę się śpieszyć, bo rodzice się cieszą.

     

    Kłopotów z aklimatyzacją w Zabrzu być nie powinno?

    IGNACY BĄK: - W żadnym wypadku nie czuję się wyobcowany. Znam wielu chłopaków, z różnych reprezentacji, m.in. Mateusza Korneckiego, Maćka Tokaja, Marka Daćkę czy Rafała Glińskiego. Tak więc łatwo mi było wejść do szatni.

     

    Nie tak dawno, bo 18 października, pan już grał w Piotrkowie. Co czeka tam Górnika?

    IGNACY BĄK: - Mój wtedy MMTS wygrał jedną bramką, 31:30 (Bąk trafił 2 razy - przyp. red.). Tam zawsze gra się ciężko, spora grupa kibiców żywo reaguje. Hala też jest specyficzna, a Piotrkowianin jest zespołem bardzo trudnym. Ale liczę, że wygramy.

     

    Liczba

    1 - tylko raz w tym sezonie Piotrkowianin przegrał przed własną publicznością po 60 minutach - 30:31 z MMTS-em; Azoty Puławy wygrały w Piotrkowie dopiero po rzutach karnych (był remis 28:28), a na tarczy wyjechały stamtąd MKS Kalisz (33:26), Zagłębie Lubin (29:26) i Meble Elbląg (31:26).

    Z tej samej kategorii