Stracona szansa Górnika Zabrze. Porażka na własne życzenie

    Gornik Zabrze - MMTS Kwidzyn
     fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

    Szczypiorniści Górnika prowadzili już sześcioma bramkami z MMTS Kwidzyn, ale goście w drugiej połowie zaliczyli udany pościg.

    Planowana wygrana w Lubinie, planowana przegrana – choć po dobrym meczu z Płockiem... Trzeci mecz grany przez zabrzan w tym roku miał pokazać prawdziwą wartość podopiecznych Ryszarda Skutnika. Gdyby spotkanie z MMTS-em trwało 45 minut, to ocena byłaby celująca. Ostatni kwadrans był jednak w wykonaniu zabrzan koszmarny.

     

    Co prawda w 8 min goście prowadzili 6:4, ale potem już do przerwy gra toczyła się pod dyktando zabrzan. Rzucili cztery kolejne gole, a w 17 min było już 13:8. Górnik zdobywał sporo „łatwych” bramek, a Martin Galia, który bronił przez większą część meczu, obronił dwa rzuty karne. Górnik powinien schodzić do szatni z pięciobramkową zaliczką, jednak w ostatniej sekundzie Krzysztof Szczecina był lepszy od Aleksandra Buszoka w sytuacji sama na sam. Czy tej bramki zabrakło w końcówce? Pytanie bez odpowiedzi.


    Pierwsze pięć minut po przerwie to po jednym rzuconym golu i jednym obronionym karnym przez obie ekipy. Wynik więc specjalnie się nie zmienił, za to w ciągu pięciu kolejnych minut gospodarze „odjechali” silnej ekipie z Kwidzyna. W 40 min było 22:16, Górnik miał w ręce wszystkie atuty. Co wtedy się stało? - Na pewno nie „odcięło nam prądu. Chłopcy biegali cały czas bardzo dobrze, ale zamiast spokojnie grać, każdy chciał sam rzucać bramki. Popełnialiśmy głupoty, jedna za drugą – tak grę zespołu ocenił trener Ryszard Skutnik.

     

    Kwidzyn poprawił agresywność obrony, zabrzanom nie wychodziły rzuty z drugiej linii, Marek Daćko z „koła” zdobył po przerwie tylko jednego gola, do tego Szczecina wybronił dwa rzuty z siedmiu metrów. MMTS potrzebował siedmiu minut, by odrobić pięć goli. Trener Skutnik zaczął dokonywać zmian, dwa razy wziąć czas, ale niewiele to dawało. Może poza wejściem Macieja Tokaja, który rzucił dwa ważne gole. Dwa razy piłka zatrzymała się też na słupku bramki gości.

     

    Po przerwie żaden z zabrzan nie zdobył więcej niż dwóch bramek, tymczasem sam Mateusz Seroka, który szalał na prawym skrzydle MMTS-u, w drugich 30 minutach siedem razy trafił do siatki. Obrona Górnika nie potrafiła znaleźć sposobu na zawodnika gości. W 56 min Kwidzyn objął prowadzenie (27:26). Górnik jeszcze na moment je odzyskał, ale dwa ostatnie gole rzucili ponownie zawodnicy Patryka Rombla. Ostatniego Adrian Nogowski niespełna 20 sekund przed końcem gry.

     

    NMC GÓRNIK ZABRZE – MMTS KWIDZYN 28:29 (18:14)

     

    GÓRNIK: Kornecki, Galia – Daćko 5, Tomczak 4, Kryński, Sluijters 5, Buszkow 4, Tatarincew 3, Gliński 1, Tokaj 2, Ścigaj 2, Adamuszek 2. Trener Ryszard SKUTNIK. Kary 12 min.

    KWIDZYN: Kiepulski, Szczecina – Genda 3, Krieger 1, Peret 4, Szpera 5, Klinger, Szczepański 1, Nogowski 3, Seroka 8, Potoczny 4, Janikowski. Trener Patryk Rombel. Kary 10 min.

    Widzów: 800

    Z tej samej kategorii