Górnik - Azoty, czyli wyścig dwóch prędkości

    Aleksandr Tatarincew
     /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

    NMC Górnik Zabrze o godzinie 13.00 podejmuje Azoty Puławy. Obie drużyny jeszcze dwa tygodnie temu sąsiadowały w tabeli grupy pomarańczowej - potem, po wygraniu w Zabrzu, rozdzieliła je Gwardia Opole - ale różnica między nimi jest znacznie większa. Dzisiaj wynosi 19 punktów na korzyść drużyny z Lubelszczyzny.

    Niespełna trzy lata temu wyżej był Górnik, który właśnie w Puławach świętował brązowy medal mistrzostw Polski, wygrywając rywalizację play off 3-0. Zabrzanie nie cieszyli się jednak długo mianem trzeciej siły ligi za plecami dwójki potentatów z Kielc i Płocka.

     

    Sponsor nierówny


    W kolejnym sezonie wygrali jeszcze dwie pierwsze wzajemne potyczki, ale potem górę zaczęły brać większe możliwości sponsorowanego przez państwowe Zakłady Azotowe klubu z Puław, czego najbardziej dotkliwym dla zabrzan dowodem było „podkupienie” wiosną 2015 roku - tuż przed ćwierćfinałową rywalizacją obu drużyn - trzech graczy Górnika, Michała Kubisztala, Patryka Kuchczyńskiego i Roberta Orzechowskiego. W tym wyścigu właściciel Górnika i firmy NMC Bogdan Kmiecik oddał pole.

     

    Atak na Płock


    Azoty wygrały batalię o półfinał z Górnikiem 2-0, a potem zdobyły brązowy medal, który obroniły w poprzednim sezonie. Co ciekawe, jednym z autorów tych sukcesów był obecny trener Górnika, Ryszard Skutnik. Ambicje klubu z Puław sięgają jednak wyżej. Przed tym sezonem prezes Jerzy Witaszek otwarcie zapowiadał atak na 2. pozycję, okupowaną przez Orlen Wisłę. Na razie dwukrotnie górą byli jeszcze „Nafciarze”, ale puławianie ostatniego słowa jeszcze nie powiedzieli, a z Vive przegrali dopiero po dogrywce.

     

    Unikają wpadek


    W listopadzie w Puławach zespół Marcina Kurowskiego (przejął schedę po Skutniku) pewnie pokonał Górnika 34:26, sprawę przesądzając już do przerwy (19:10). Kubisztal, Kuchczyński i Orzechowski odgrywają w zespole role drugoplanowe - Kurowski dysponuje szeroką ławką i umiejętnie rotuje składem; ma w nim byłych (Bartosz Jurecki) i obecnych reprezentantów Polski (Przemysław Krajewski, Rafał Przybylski, Krzysztof Łyżwa), Rosji, Czech i Bośni. Jego podopieczni unikają wpadek - we wtorek w Opolu nie dali szans Gwardii (30:24).
    - W Zabrzu musimy uważać zwłaszcza na koło, bo Marek Daćko jest w świetnej formie (w środę gracz Górnika trafił 14 razy do bramki Legionowa - przyp. red.). Ale generalnie chcemy skupić się na własnej grze, bo czekają nas jeszcze trudniejsze mecze - mówi Patryk Kuchczyński.

     

    Powtórzyć Kielce


    Zabrzanie przegrali w tym sezonie już 10 meczów i prawdopodobnie czekają ich baraże, by w ogóle załapać się do play offu. Mają jeszcze szanse na wyprzedzenie Gwardii, ale każda kolejna porażka oznacza pożegnanie z nadziejami na 3. miejsce wśród „pomarańczowych”. Z drugiej strony 3 punkty za wygraną z Azotami mogłyby być na wagę złota. Czy jednak Marka Daćkę i kolegów stać na podjęcie rękawicy Azotów przed własną publicznością?


    - Zawsze powtarzam: wygrać staramy się z każdym. W Kielcach pokazaliśmy (Górnik przegrał tylko 29:33 - przyp. red.), że przez całe spotkanie z tak cenionym rywalem jesteśmy w stanie walczyć jak równy z równym. Dlaczego inaczej miałoby być z Puławami? - zastanawia się skrzydłowy Andrzej Kryński.
    - Grają bardzo ciekawą piłkę ręczną. Każdy z nich wie, co ma robić na boisku. Ale nie patrzmy na nich. Jeśli zagramy tak, jak w meczu z Kielcami, to możemy liczyć na lepszy wynik - deklaruje kolejny skrzydłowy Aleksandr Buszkow.


    To ostatni mecz Górnika we własnej hali w sezonie zasadniczym; kolejne trzy zabrzanie zagrają - kolejno - w Gdańsku, Piotrkowie i Szczecinie.
    Transmisję ze spotkania przeprowadzi Canal+ Sport.

    27
    Tyle miesięcy temu po raz ostatni Górnik pokonał Azoty. 13 grudnia 2014 roku śląski zespół wygrał w Zabrzu 36:31; od tamtej pory puławianie wygrali 5 kolejnych konfrontacji: 2 mecze w play offie 2014/15, 2 w sezonie 2015/16 i pierwszy w bieżących rozgrywkach.

    Z tej samej kategorii