Marek Daćko: poniosłem niezasłużoną karę

    KPR Legionowo - Gornik Zabrze
     fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

    Obrotowy NMC Górnika został zawieszony na trzy miesiące zawieszenia. - Czuję się jakbym został złapany na dopingu albo popełnił inne poważne wykroczenie, choć w niczym nie zawiniłem - mówi zawodnik z Zabrza.

    Trzy miesiące zawieszenia? To jakaś przesada... Czuję się jakbym został złapany na dopingu albo popełnił inne poważne wykroczenie, choć w niczym nie zawiniłem - mówi Marek Daćko, obrotowy NMC Górnika Zabrze i najlepszy zawodnik poprzedniego sezonu PGNG Superligi.


    - Górnik bez pana w składzie rozpoczął sezon od obiecującej wygranej w Kwidzynie 26:24. Gdzie oglądał pan mecz z MMTS-em?
    Marek DAĆKO: - W telewizji, w domu rodzinnym w Bartoszycach, w województwie warmińsko-mazurskim, przy samej granicy.

    - Stres był większy niż na boisku?
    Marek DAĆKO: - Denerwowałem się oczywiście, ale wierzyłem w chłopaków. Jak widać ani moja absencja, ani ta Mateusza Korneckiego nie załamały zespołu, a może nawet jeszcze bardziej go zmobilizowały. I wszyscy zagrali super zawody zakończone cennym zwycięstwem na starcie sezonu na tak trudnym terenie. Mentalnie jeszcze bardziej podbuduje drużynę.

    - Widać było w tym meczu rękę nowego trenera, Rastislava Trtika?
    Marek DAĆKO: - Sam trener rywali przyznał, że byli zaskoczeni, zwłaszcza naszą obroną 4-2. Dwa tygodnie wcześniej graliśmy z MMTS-em sparing w Piotrkowie, ale nie ujawnialiśmy jej. Z niej wzięły się błędy w ataku rywali, straty piłki, z tego szły nasze kontry. Fajnie to wyglądało.

    - Serce bolało, że pana nie ma?
    Marek DAĆKO: - Trochę kłuło, ale nie miałem wpływu na to, że nie mogę grać. Nawet jeden mecz to już byłoby dla mnie bardzo dużo, a tu mam nie grać trzy miesiące... No cóż, szkoda, że omija mnie już początek sezonu, bez mojej winy. Staram się myśleć, że gdybym złapał kontuzję też bym nie grał. W każdym razie mam nadzieję, że to pierwsza taka i ostatnia sytuacja w moim życiu.

    - Ale wy zostaliście zawieszeni przez Związek Piłki Ręcznej w Polsce za odmowę przyjazdu na zgrupowanie kadry, wykonując tylko polecenie klubu. Czuje się pan ofiarą?
    Marek DAĆKO: - Trzy miesiące? To jakaś przesada... Czuję się jak jakiś przestępca, który został złapany na dopingu albo popełnił inne poważne wykroczenie. Nie wiem, w czym ja i Mateusz zawiniliśmy, w każdym razie konsekwencje dotknęły nas.

    - Związek chciał ukarać klub, a najbardziej dotkliwie mógł to zrobić właśnie poprzez odsunięcie ważnych zawodników, tym samym osłabiając zespół. A pan był najskuteczniejszym graczem Górnika w poprzednim sezonie i MVP superligi...
    Marek DAĆKO: - Prezes Górnika Bogdan Kmiecik rozmawiał ze mną i z Mateuszem, przepraszał nas za tę sytuację. Czuję złość, ale myślę sobie, że co mnie nie zabije, to mnie wzmocni.

     

    Więcej w dzisiejszym "Sporcie"

    Z tej samej kategorii