Monika Ciesiółka: Piłka ręczna to tu priorytet

    Sobotni mecz siódemki z Kobierzyc w Chorzowie będzie miał sentymentalny podtekst dla 27-letniej bramkarki.

    MKS Perla Lublin - KPR Gminy Kobierzyce
     fot. Wojciech Szubartowski  /  źródło: Pressfocus

    Pierwsza bramkarka KPR-u Gminy Kobierzyce jest wychowanką Ruchu i to właśnie w gronie „Niebieskich” zadebiutowała w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dwa lata temu przeniosła się do Jeleniej Góry, a w tym sezonie trafiła do klubu z niespełna 20-tysięcznej wioski leżącej nieopodal Wrocławia. - Zadzwoniła do mnie trener Edyta Majdzińska z pytaniem, czy nie byłabym zainteresowana grą w Kobierzycach. Chciałam być bliżej domu, a z Kobierzyc do Chorzowa to 200 km, bo czteroletnia Lenka mało mnie widuje, a opiekę nad nią sprawuje głównie tata. Nie zastanawiałam się więc długo i szybko podpisałam roczny kontrakt - opowiada Monika Ciesiółka.

     

    Kobierzyce są od niedawna w elicie. Piłka ręczna jest tam dyscypliną numer jeden?

    MONIKA CIESIÓŁKA: - Jest na pewno priorytetowa. A gmina jest dość bogata, podobno to jedna z trzech najbogatszych w Polsce. Hala jest nowa, niewielka, widownia mieści się po jednej stronie, ale na naszych meczach jest zwykle komplet 600 widzów. Warunki do trenowania mamy idealne, siłownia jest tuż obok. Klub jest bardzo dobrze zorganizowany, supermiejsce do rozwoju. Mamy wszystko, czego potrzeba, więc nie narzekamy, tylko ciężko pracujemy. Większość dziewcząt mieszka we Wrocławiu, ja wynajmuję mieszkanie niedaleko, w Wysokiej.

     

    Aktualnie zajmujecie 9. miejsce, lokatę wyżej od Ruchu. Aspiracje klubu sięgają utrzymania się w superlidze?

    MONIKA CIESIÓŁKA: - Po udanym pierwszym sezonie w elicie, w klubie postawiono na stabilizację. Wzmocniono zespół czterema zawodniczkami (obok Ciesiółki dołączyły rozgrywająca z Lublina Edyta Charzyńska, skrzydłowa z Lubina Mariola Wiertelak oraz po grze we Francji wychowanka KPR-u Marta Dąbrowska - przyp. red.). Z każdym meczem idzie nam coraz lepiej. Po słabym początku zaczęłyśmy się zgrywać i wreszcie punktować. Na razie jesteśmy w dolnej części tabeli, ale liczymy na środek, może nawet uda się wskoczyć na miejsce w czołowej szóstce.

     

    W realizacji ambitnych planów pomóc może zwycięstwo w Chorzowie.

    MONIKA CIESIÓŁKA: - Dla mnie będzie to fajna i... niefajna wyprawa. Z jednej strony czeka mnie sentymentalna podróż do hali, gdzie tyle lat występowałam, z drugiej rzeczywiście jedziemy do Chorzowa po zwycięstwo. W ubiegłym sezonie grałam tu z zespołem z Jeleniej Góry w barażu o awans do superligi i przegrałyśmy jedną bramką. Mam nadzieję, że teraz mojej nowej drużynie lepiej się powiedzie.

     

    W minionej kolejce pokonałyście wyżej notowaną Piotrcovię, a Ruch przegrał z będącą do tego momentu bez punktu Koroną. Zaskoczyła panią ta porażka „Niebieskich”?

    MONIKA CIESIÓŁKA: - Nie, bo w Kielcach zwykle ciężko się gra. My prowadziłyśmy tam do przerwy 6 bramkami, a z trudem wygrałyśmy jedną. Jestem jednak przekonana, że morale Ruchu nie poszło w dół, wręcz odwrotnie. Czeka nas trudne zadanie, bo „Niebieskie” są w swojej hali bardzo groźne. Przekonało się o tym walczące o tytuł Zagłębie Lubin, które wygrało ledwie jedną bramką.

     

    W środę grałyście zaległe spotkanie z Vistalem Gdynia, przegrane 19:31. To był dobry pomysł z tym meczem?

    MONIKA CIESIÓŁKA: - Termin narzucił nam związek, bo gdynianki grały w Lidze Mistrzyń. W ciągu tygodnia zaliczymy trzy mecze, więc ta nasza dawka może być handicapem dla Ruchu. Z drugiej strony - może akurat będzie odwrotnie?

     

    Z tej samej kategorii