Nie rządzę, tylko prowadzę!

    Rozmowa z Magdaleną Drażyk, rozgrywającą Ruchu Chorzów

    KPR Ruch Chorzow - Piotrcovia Piotrkow Trybunalski
     źródło: Pressfocus

    To będzie kolejna reprezentantka Ruchu w kadrze narodowej. I to w niedalekiej przyszłości - trener chorzowskiej drużyny, Jarosław Knopik, wskazywał na niespełna 21-letnią rozgrywającą, jedną z najważniejszych zawodniczek, które przyczyniły się do niedzielnego zwycięstwa z Piotrcovią (33:25). „Niebieskie” znakomicie rozpoczęły drugą rundę fazy zasadniczej, stawiając krok w kierunku utrzymania w superlidze.

     

    ZBIGNIEW CIEŃCIAŁA: Czy to był pani najlepszy występ w karierze na tym szczeblu?
    MAGDALENA DRAŻYK: Tak mi się wydaje. Chyba długa przerwa w rozgrywkach tak dobrze na mnie wpłynęła. Czułam przed meczem pozytywny stres, bo w Piotrkowie miałyśmy duży problem, przegrywając na inaugurację sezonu 10 bramkami. Tym razem obrałyśmy optymalną taktykę. Wiedziałyśmy, że wiele zależeć będzie od gry w defensywie. Znakomicie broniła Karolina Kuszka, a my jej dobrze pomagałyśmy. To głównie zadecydowało o naszym zwycięstwie.

     

    Występuje pani na newralgicznej pozycji - środku rozegrania. Od zawsze tak było?
    MAGDALENA DRAŻYK: Od samego początku chciałam prowadzić grę, choć grywałam też zarówno na prawym, jak i na lewym rozegraniu. Zawsze byłam dobrze zbudowana, nieco wyższa od swoich koleżanek, więc dawałam sobie radę. Może to dziwnie zabrzmi, ale ja zawsze chciałam brać na siebie odpowiedzialność.

     

    Tym występem rozpoczęłyście marsz w górę tabeli? Może nawet do czołowej ósemki, w której aktualnie znajduje się Piotrcovia?
    MAGDALENA DRAŻYK: Mam taką nadzieję. To moje marzenie, by zagrać w play offie, w którym walczy się o inne cele, niż utrzymanie. Zwycięstwo bardzo nas podbudowało. Atmosfera w zespole jest znakomita. Tworzymy zgraną paczkę, a młode dziewczyny nabierają doświadczenia. To wszystko zaczyna procentować.

     

    Pani też z każdym meczem się rozwija, a przywództwo w ekipie beniaminka jest coraz bardziej widoczne...
    MAGDALENA DRAŻYK: Nie, ja nie rządzę! Tylko prowadzę grę zespołu. Duży autorytet ma u nas Karolina Jasinowska. To superkoleżanka. Jeśli mamy jakiś problem, zawsze możemy się do niej zwrócić, porozmawiać. To dobry duch drużyny.

     

    Z Piotrcovią z dobrej strony pokazała się także pani siostra, Agnieszka.
    MAGDALENA DRAŻYK: Bardzo się z tego cieszę. Aga miała w ubiegłym roku problemy zdrowotne. Przeszła operację wyrostka robaczkowego i długo dochodziła do siebie. Teraz już wszystko jest w porządku, więc i forma jest coraz wyższa.

     

    Wspiera was mama Ewa, która jest na każdym meczu, a która również grała w piłkę ręczną. To ona zaprowadziła panią na trening?
    MAGDALENA DRAŻYK: Właściwie to wszystko zaczęło się od... pływania. Po jednym z treningów na basenie pani Danuta Mann (znakomita zawodniczka, a potem trenerka, do dziś zajmująca się utalentowaną młodzieżą w Chorzowie - przyp. red.) zaprosiła nas z siostrą na zajęcia. Chodziłam wtedy do II klasy podstawówki, dostałam się do grupy naborowej, którą prowadził Marcin Księżyk (również były trener Ruchu, dziś pracuje w Olkuszu - przyp. red.). Szybko dowiedziałam się, co chcę robić. Już nie chciałam monotonnego pływania, wybrałam dyscyplinę, gdzie zawsze działo się coś dynamicznego. W końcu trafiłyśmy z siostrą do szkoły sportowej i do Ruchu.

     

    Obecność mamy na trybunach nie deprymuje czasami?
    MAGDALENA DRAŻYK: Nigdy! Wręcz odwrotnie, to że w nas mocno wierzy, bardzo nam pomagało i nadal pomaga. Starszy o 8 lat brat Grzegorz i tata Bronisław, nie mający nic wspólnego ze sportem, też pojawiają się w hali, jednak to mama wszystkim kieruje. Oczywiście, jak się wszyscy spotykamy, to tematem wiodącym jest piłka ręczna. Nie może być inaczej!

     

    Jest pani na początku sportowej drogi. A gdzie będzie jej apogeum?
    MAGDALENA DRAŻYK: Marzeniem każdego sportowca jest pierwsza reprezentacja. Moim także. Przeszłam wszystkie szczeble reprezentacyjne, od juniorskiego do młodzieżówki. Może więc dobrze by było, gdybym dostała powołanie najpierw do kadry B.

     

    Czym jeszcze zajmuje się pani poza sportem?
    MAGDALENA DRAŻYK: Nie mam jeszcze chłopaka (śmiech). Studiujemy z siostrą na katowickiej AWF, nie mamy za wiele wolnego czasu. W szatni lubimy słuchać muzyki dającej kopa, może to być hip-hop, a ja uwielbiam robić zdjęcia w plenerze. To moje hobby.

     

     

    Z tej samej kategorii