Punkt nadziei piłkarek ręcznych Sośnicy

W piątym I-ligowym spotkaniu gliwicki beniaminek zremisował z SMS ZPRP Płock. Pierwsza zdobycz pozwoliła mu opuścić ostatnie miejsce w tabeli.

Pawelska
 źródło: Materiały prasowe

Przed meczem z płocką szkołą liczyliśmy na więcej, ale i ten wynik nie jest zły. To dla nas punkt nadziei - mówi trener Sośnicy Maciej Haupa, który prowadzi gliwicką siódemkę od dwóch sezonów. W ubiegłym jego podopieczne przeszły przez drugą ligę jak burza, nie dając rywalkom szans. Zaplecze Superligi to już jednak inna bajka. Zetknięcie się z pierwszoligowymi realiami było na początku bolesne, ale widać, że idzie ku dobremu.

 

- Dziewczęta ochłonęły po pierwszych porażkach i wzięły się w garść - zapewnia Haupa dodając, że wcale nie było to takie proste. - Po 20 zwycięstwach z rzędu w drugiej lidze, porażki na starcie w wyższej klasie zostawiają ślad na psychice. Ale idziemy do przodu. Wszystko zaczyna się zazębiać. Naszymi przeciwnikami są zespoły ograne w pierwszej lidze, ale już w poprzednim meczu z akademiczkami w Warszawie przy odrobinie szczęścia byliśmy w stanie wygrać. Prędzej czy później to nastąpi. Oczywiście Ruch Chorzów lub zespoły z Kielc czy Olkusza są poza naszym zasięgiem, dlatego naszym priorytetem jest utrzymanie. Jeśli jednak wreszcie zagramy w pełnym składzie, a do tej pory jeszcze nam się to nie udało, to powinniśmy zacząć wygrywać.

 

Korzenie w Opolu

 

Trener Haupa był przed laty zawodnikiem Gwardii Opole, jednak kontuzje nie pozwoliły mu rozwinąć skrzydeł. Skończył więc Wydział Wychowania Fizycznego przy Politechnice Opolskiej na kierunku pedagogicznym. Dopiero później zrobił papiery pozwalające pracować w piłce ręcznej. W Gwardii szkolił juniorów - aż pięciu jego wychowanków gra w młodzieżowej reprezentacji Polski. Gdy jednak pojawiła się propozycja pracy w Gliwicach, skorzystał z okazji, by zacząć nowy rozdział życia.

 

- Wciągnęła mnie praca z kobietami, krok po kroku odbudowujemy Sośnicę - zaznacza. - W klubie jest ogrom dzieci. Dziś szkolimy 12 grup młodzieżowych. Z tej mąki będzie sporo dobrego chleba, tym bardziej, że z dziewczynkami pracują tak znakomite w przeszłości zawodniczki (reprezentantki Polski - przyp. red.), jak m.in. Aleksandra Pawelska, Anna Świszcz, Małgorzata Kasprowiak, Katarzyna Łakomska, czy Basia Henne, która jeszcze w ubiegłym sezonie strzegła naszej bramki, a i dziś pewnie dałaby sobie radę w niejednym klubie.

 

Na trzy zmiany

 

Sośnica to trzykrotny mistrz Polski, pięciokrotny wicemistrz, czterokrotny brązowy medalista, trzykrotny zdobywca Pucharu Polski, jednak tak znakomita firma od 2007 roku jest już poza elitą żeńskiego handballu, a i dziś raczej nie widać wielkich szans na powrót do lat chwały. W przyszłości jednak kto wie...

 

- Niestety, stan finansów nie pozwala, by u nas mówić o półzawodowstwie, bo dziś jesteśmy, a jutro może nas nie być. Trenujemy cztery razy w tygodniu plus mecz, ale o zebraniu się w komplecie możemy pomarzyć. Dziewczęta pracują w gliwickiej strefie ekonomicznej, hurtowniach, często na trzy zmiany. Jeśli któraś pracuje na popołudniu lub ma nockę, to nie ma jej na zajęciach przez tydzień. Ale udało nam się niedawno dogadać z Małgorzatą Krzymińską (poprzednio Ruch Chorzów), a także mającą w CV roczną przygodę z Olimpią-Beskidem Nowy Sącz Karoliną Golec, czy bramkarką Patrycją Wróbel, która grała w pierwszoligowym klubie z Dobrzenia. Od dwóch lat jest też Julita Kempa związana kiedyś z „Niebieskimi”. Drużyna stanowi więc swoistą mieszankę rutyny z młodością. Jeśli stan finansów pozwoli, znajdziemy filantropów lub sponsorów i mocniej wesprze nas miasto, to być może za 2-3 lata pomyślimy o czymś więcej niż tylko o obronie pierwszoligowego statusu - kończy szkoleniowiec Sośnicy.

Z tej samej kategorii