Paweł PACZKOWSKI: - Nie księgowaliśmy punktów przed wyjazdem na północ Europy

Paweł Pczkowski
 /  fot. z  /  źródło: Pressfocus
16-02-2016 | 21:01

Autor: Zbigniew Cieńciała

Beniaminek z Legionowa nieprzypadkowo zajmuje 4. miejsce. Dziś czeka nas solidne przetarcie przed sobotnią wizytą „Lwów” z Rhein-Neckar - uważa rozgrywający Vive

Zbigniew CIEŃCIAŁA: - Wróciliście już do równowagi po zaskakującym remisie w Szwecji w Lidze Mistrzów z IFK Kristianstad?

Paweł PACZKOWSKI: - Jeśli chodzi o nasze zdrowie psychiczne, to aktualnie wszystko jest w najlepszym porządku... Wiedzieliśmy, że w Szwecji czeka nas niełatwe zadanie, że mistrz tego kraju jest groźnym zespołem, zwłaszcza u siebie, gdzie wygrał z Rhein-Neckar Loewen. Na pewno nie księgowaliśmy punktów przed wyjazdem na północ Europy.

 

- Trener Tałant Dujszebajew wyraził jednak opinię, że był to wasz najgorszy występ w Champions League, że ma nadzieję, iż już nigdy więcej tak nie zagracie.

Paweł PACZKOWSKI: - Nie ma co ukrywać, że w żadnym aspekcie nie było to nasze dobre spotkanie. Poza tym cel był inny i... nasze oczekiwania również. Podeszliśmy do tego pojedynku bardzo skoncentrowani i oczywiście liczyliśmy na wygraną.

 

- Trener Dujszebajew rozlicza was w żołnierskich słowach, czy raczej jego przekaz ma wymiar stonowanej perswazji?

Paweł PACZKOWSKI: - Różnie to bywa... Trener zawsze wyciąga bardzo trafne wnioski i dokonuje rzeczowej analizy meczu. Poza tym jesteśmy na tyle doświadczonym zespołem, że sami wiemy, co zawaliliśmy, gdzie musimy szukać poprawy.

 

- Minione rozdanie w Lidze Mistrzów dla polskich drużyn nie było udane. Wicemistrzowie Polski z Płocka sprawili sobie lodowaty prysznic, przegrywając u siebie z Celje Pivorarna Lasko, zespołem, który spokojnie wypunktowali na wyjeździe. Myśli pan, że wychodzi nam bokiem zmęczenie mistrzostwami Europy?

Paweł PACZKOWSKI: - Nie. Moim zdaniem nie ma tego problemu. W składzie mamy wielu reprezentantów, podobnie jak Orlen Wisła, czy inne europejskie teamy. Wszyscy jesteśmy profesjonalistami, gra co kilka dni i dalekie podróże nie są więc czymś nadzwyczajnym.

 

- A propos kadry - Paweł Paczkowski jest gotowy do ponownego podjęcia reprezentacyjnych wyzwań?

Paweł PACZKOWSKI: - Fizycznie mam jeszcze sporo do poprawy, ale naturalnie jeśli nowy selekcjoner będzie mnie widział w drużynie narodowej, zauważy, że jestem gotowy do gry w reprezentacji, to będzie to dla mnie wielki zaszczyt.

 

- Faworytem numer jeden polskich kibiców do objęcia schedy po Michaelu Bieglerze jest Tałant Dujszebajew, pański klubowy szkoleniowiec. Co w kieleckiej szatni mówi się o tej kandydaturze?

Paweł PACZKOWSKI: - Nie chciałbym odnosić się do tych spekulacji. Od wyznaczania selekcjonera są specjaliści w związku. Myślę jednak, że trener Dujszebajew jest tak dobrym i doświadczonym szkoleniowcem, że nie zawiódłby oczekiwań.

 

- Liga Mistrzów jest priorytetem, co jest oczywiste w przypadku mistrzów Polski. Krajowe podwórko, na którym do tej pory straciliście raptem „oczko” w 18 meczach, to poligon doświadczalny przed meczami w Europie?

Paweł PACZKOWSKI: - Nie. Do każdego meczu podchodzimy tak samo, choć z założenia zawsze mówimy o dwóch punktach, bo tylko zwycięstwa nas interesują. Mam nadzieję, że tak będzie zawsze.

 

- Dzisiaj w Kielcach podejmiecie siódemkę z Legionowa. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że beniaminek jest rewelacją tego sezonu i „czarnym koniem” rozgrywek, to jest to tak naprawdę mecz do zaliczenia? Przetarcie przed sobotnią wizytą w Kielcach lidera Bundesligi z Rhein-Neckar Loewen?

Paweł PACZKOWSKI: - O konfrontacji z „Lwami” będziemy myśleć dopiero po meczu z Legionowem. Na pewno nie zlekceważymy beniaminka. Ekipa z Legionowa nieprzypadkowo zajmuje 4. miejsce w PGNiG Superlidze i zbiera bardzo dobre recenzje. To zespół bazujący na bardzo solidnej, twardej obronie. To ich siła. Zresztą ich trener, były reprezentacyjny kołowy, Robert Lis, był wielkim walczakiem i te cechy zaszczepił swoim chłopakom. Nie będzie to więc spotkanie do „odhaczenia”. Ten przeciwnik na pewno nie pozwoli nam na spacerek.