„Zyga” - czyli górnik z krwi i kości...

W miniony wtorek Zygfryd Szołtysik skończył 75 lat. Legenda Górnika Zabrze, znakomity przed laty reprezentant Polski przy okazji brylantowych urodzin dokonał swoistego bilansu zysków i strat w piłce.

- Dużo osiągnąłem, ale żałuję jednego. Tego, że nie mogłem pojechać na mistrzostwa świata w 1974 roku. Nie zapytam już Kazia Górskiego, dlaczego mnie nie zabrał... - refleksyjnym głosem mówi „Sportowi” popularny „Zyga”.

 

Nie odda medalu do muzeum...

Jerzy MUCHA: Nie ciągnie wilka do lasu? Pański klub jest teraz na ustach całej Polski, mecze w Zabrzu oglądają komplety widzów. Wróciła moda na Górnika?
Zygfryd SZOŁTYSIK: - Cały czas kibicuję Górnikowi. Jak jest dobrze i jak było wcześniej źle. Jak byłem na otwarciu nowego stadionu, to jeszcze mnie do dzisiaj ta złość trzyma... Górnik przegrał wtedy 0:2 z Ruchem i jakoś nie mogłem się z tym pogodzić. A wtedy była wielka pompa, Krysia Loska przemówiła do prawie 25 tysięcy kibiców i taki klops. Od tej pory nie byłem na meczu w Zabrzu. 10 listopada pojawię się tam znowu na 80-tych urodzinach Staszka Oślizły i wtedy znowu powspominamy. Szkoda tylko, że wtedy nie będzie meczu, bo chciałbym obejrzeć tego nowego Górnika. Chłopakom idzie jak złoto...

75 lat to dobra okazja, by cofnąć zegar czasu i odkurzyć największe sukcesy. Bardziej ceni pan te z Górnikiem czy reprezentacją Polski?
Zygfryd SZOŁTYSIK: - Największy sukces to z pewnością złoto olimpijskie. 10 września było w Warszawie spotkanie naszej paczki olimpijskiej, ale ja nie mogłem pojechać do Polski. Było wiele znakomitych meczów, w których grałem. Chociażby finał Pucharu Zdobywców Pucharów, który był w naszym zasięgu i teraz mam lekki niedosyt. Jakieś trzy lata temu oglądałem pierwszy raz na video ten finał z Manchesterem City i żadnej różnicy w umiejętnościach między nami i Anglikami nie było widać. Młodzi ludzie z pewnością zdziwią się, że dopiero po 44 latach mogłem zobaczyć powtórkę tego meczu, ale wcześniej nie miałem takiej możliwości. Mimo wszystko, złoto olimpijskie cenię najbardziej.

Igrzyska Olimpijskie, na których wywalczył pan z kolegami złoty medal stanowiły apogeum bogatej kariery. Jak wyglądał naprawdę półfinał z ZSRR i pańskie wejście na boisko, po wcześniejszej odmowie gry ze strony Andrzeja Jarosika? Odmienił pan losy wydawało się już przegranego meczu!
Zygfryd SZOŁTYSIK: - Tyle razy już o tym pisano i mówiono, że nie warto do tego wracać. Powiem tylko, że Jarosik nie zachował się jak należy, chyba się wystraszył i odmówił gry. A jak tylko Kaziu Górski kazał mi się rozgrzewać, to jakbym dostał skrzydeł. Wszedłem i... strzeliłem decydującą bramkę. Jarosik złotego medalu nie dostał, natomiast ja ten mój mam w domu w Niemczech. Nie będę jednak mówił o szczegółach, by mi go nikt nie ukradł. Ostatnio dzwoniono do mnie z życzeniami urodzinowymi z Górnika i nawet pytano się, czy bym go nie przekazał do muzeum w Zabrzu. Nie ma takiej możliwości, to dla mnie zbyt cenna pamiątka. Gdyby chodziło tylko o wypożyczenie, to może bym się zastanowił. Dodam tylko, że w finale olimpijskim zagrało aż pięciu graczy Górnika. Ja, Hubert Kostka, Zyga Anczok, Jurek Gorgoń i Włodek Lubański. Górnik to była potęga!

200 marek za złoto!

Pańscy następcy, 18 lat później, po zdobyciu srebra w Barcelonie dostali w nagrodę złote polonezy i olimpijską emeryturę. Wasz sukces wyceniono zdecydowanie taniej…
Zygfryd SZOŁTYSIK: - Tak jak pan powiedział, to było 18 lat później. Świat idzie cały czas do przodu, piłkarze zarabiają gigantyczne pieniądze. Myśmy dostali 200 marek zachodnioniemieckich i złotówki, przeliczane w zależności od liczby występów na olimpiadzie. Nie było natomiast żadnych nagród rzeczowych, samochodów. Ale nie narzekam, moim następcom to się należało. Po igrzyskach w Monachium były mistrzostwa świata w Niemczech i nasi gracze już wtedy sporą kasę zarobili. Jeśli czegoś żałuję to tego, że nie mogłem pojechać na mistrzostwa świata w 1974 roku. Nie zapytam już Kazia Górskiego, dlaczego mnie nie zabrał... A było tyle okazji. Ale w moich czasach trenerzy nie tłumaczyli się w mediach z tego, dlaczego postawili na jednego gracza, a z innego zrezygnowali. Teraz mówi się o tym publicznie, dawniej trener z nie rozmawiał z zawodnikami, nie tłumaczył im dlaczego podjął taką czy inną decyzję.

Wróćmy do korzeni, czyli pańskich początków gry w piłkę. Mistrzostwo Polski juniorów zdobyte w 1960 roku ze Zrywem Chorzów zaowocowało powołaniem do reprezentacji Polski juniorów. Po srebrnym medalu w nieoficjalnych mistrzostwach Europy w Portugalii, niemal wszystkie kluby biły się o Szołtysika…
Zygfryd SZOŁTYSIK: - Ej tam, nikt się o mnie nie bił! No z wyjątkiem dwóch wielkich klubów, czyli Ruchu i Górnika. A jeśli chodzi o te mistrzostwa w Portugalii, to srebrny medal był wtedy największym sukcesem juniorskim. A mieliśmy znakomitą ekipę, oprócz mnie był przecież Jurek Musiałek, Janusz Kowalik czy Krzysztof Hausner. Później w komplecie graliśmy w ligowej piłce i seniorskiej reprezentacji. W finale przegraliśmy wysoko z gospodarzami, kończąc mecz w dziesiątkę. Wtedy nie było możliwości robienia zmian. Dzięki temu sukcesowi staliśmy się od razu znanymi piłkarzami.

Fot. gornikzabrze.pl / źródło: Wisła Kraków

 

Po tym sukcesie był pan już jedną nogą w Ruchu Chorzów, który do wynagrodzenia i mieszkania dokładał… garnitur. Górnik przebił „Niebieskich” pralką. A w tle sporu o „Zygę” były dwa podpisane kontrakty. Wstępny z Ruchem i oficjalny z Górnikiem, co skończyło się trzymiesięczną karencją nałożoną na pana przez PZPN.
Zygfryd SZOŁTYSIK: - Nie miałem wtedy 18 lat, więc mój podpis na umowach z Ruchem i Górnikiem był nieważny z punktu widzenia prawa. Byłem przecież niepełnoletni. Ale i tak zostałem zawieszony. Potem mój ojciec podpisał za mnie tylko jedną umowę, z Górnikiem. W Zabrzu dostaliśmy mieszkanie dla całej rodziny i to przeważyło szalę, nie pralka... A Ruch dokładał garnitur, jednak po co takiemu małolatowi jak ja potrzebne było odświętne ubranie? Szkoda tylko, że przez tę karę nie mogłem zagrać w Pucharze Europy z Tottenhamem. Co prawda w Londynie chłopaki dostali baty, bo było 1:8, ale zebrałbym trochę doświadczenia.

Jedna z anegdotek na pański temat głosi, że podczas pierwszego treningu w Zabrzu, Szołtysik został uznany za… nieletniego syna Ernesta Pohla i potraktowano go jako maskotkę drużyny!
Zygfryd SZOŁTYSIK: - Ha, ha, może tak i było! Dokładnie tego nie pamiętam. Ale pamiętam dobrze mój pierwszy mecz ligowy. Debiut miałem na Cracovii, na tym starym stadionie z torem kolarskim. W przerwie trener kazał mi się rozgrzewać. Wybiegłem na puste boisko i słyszę śmiech na trybunach. Do dzisiaj nie wiem, czy to z mojego wzrostu się śmiali, czy też czegoś innego. Ale chyba ze mnie. Odpłaciłem się bramką zdobytą głową po rzucie rożnym. Byłem najmniejszy na boisku, a główką zdobyłem pierwszego gola w Górniku. Oczywiście, tą bramką uciszyłem stadion Cracovii...

Włodek był tylko jeden!

Kiedyś mówiło się tak o pańskiej współpracy boiskowej z Włodzimierzem Lubańskim: - To co „Mały" zaczynał, Włodek kończył. A korzyść z tego była zawsze obustronna. Jak to było z tą współpracą naprawdę?
Zygfryd SZOŁTYSIK: - To było już widać na naszych treningach. Szukaliśmy się niemal na pamięć, potrafiliśmy sobie dogrywać piłki niemal w ciemno. W innych klubach, chociażby w Górniku Knurów, od razu szukałem sobie kogoś takiego jak Włodek, by wymieniać z nim podania. Ale Włodek był tylko jeden. To był światowej klasy napastnik, prywatnie mój wielki przyjaciel. Wszędzie, na obozach klubowych, zgrupowaniach reprezentacji spaliśmy zawsze w jednym pokoju. Takie papużki-nierozłączki. Jak Włodek miał robioną 70-tkę w polskiej ambasadzie w Brukseli, to oczywiście zostałem na nią zaproszony. Przyjęcie było wysokiej klasy, z dawnego Górnika był jeszcze Józek Kurzeja. Był też Janek Tomaszewski. Grzesiek Lato miał przyjechać, ale się nie pojawił w Brukseli. Szkoda, że takiego duetu, jaki stworzyłem w Włodkiem nie ma w obecnej reprezentacji. Ale jest Robert Lewandowski, który przegonił teraz Lubańskiego w liczbie zdobytych goli.

Obaj panowie macie wspólny mianownik – wielkie sukcesy i jedno niespełnione marzenie...
Zygfryd SZOŁTYSIK: - No tak, z Włodkiem dyskutowaliśmy często o tym, że w Polsce byliśmy najlepsi, ale już nie w Europie czy na świecie. Obaj uważamy, że mogliśmy i powinniśmy byli lepiej grać. Czegoś nam zabrakło. Chociażby w tym finale z Manchesterem City. I nie chodzi o te nieszczęsne zakupy z rodzinami przed meczem, które niby miały nas zmęczyć. To nieprawda, jak wcześniej jechaliśmy na Zachód to pierwszą rzeczą jaką robiliśmy od razu, to lecieliśmy na zakupy. Złą robotę zrobili nasi działacze, którzy wmówili nam, że już tak wiele osiągnęliśmy w tym pucharze, że nic się nie stanie, jak przegramy finał. Nikt nas nie potrafił właściwie zmotywować.

Od wielu lat mieszka pan w Niemczech, a konkretnie w Hamm, gdzie prawie sąsiadem jest kolejna legenda Górnika Stefan Floreński. Pańską pasją jest teraz ogródek działkowy?
Zygfryd SZOŁTYSIK: - Można powiedzieć, że mam życie jak w Madrycie. Jest dobra emerytura, która wystarcza na godne życie, jest rodzina, są przyjaciele. Czego mi więcej trzeba? No i jest ogródek działkowy, o który trzeba dbać, który trzeba remontować. Inaczej Niemcy go zabiorą... Stefan ma 83 lata, ale dzielnie się trzyma. Ostatnio trochę podupadł na zdrowiu. Ale zawsze znajdziemy czas, by w ogródku, przy piwku, powspominać dawne czasy. W Polsce nie mam już praktycznie nikogo, poza kuzynem i kuzynką, więc tak rzadko jeżdżę do rodzinnego kraju.

 

 

„Zyga” - czyli górnik z krwi i kości...
Zygfryd Ludwik Szołtysik (ur. 24 października 1942 roku w Suchej Górze – obecnie dzielnica Bytomia). Wychowanek Zrywu Chorzów, od 1962 r. w Górniku Zabrze, gdzie występował 16 sezonów, grając w 395 spotkaniach ligowych. Jego udziałem stały się ówczesne sukcesy klubu – siedem tytułów mistrza Polski (1963-1967, 1971, 1972), sześć Pucharów Polski (1965, 1968-1972), finał Pucharu Zdobywców Pucharów (1970). Zdobył łącznie 124 bramki jako piłkarz Górnika, w tym 91 w ekstraklasie.

 

 

Fot. gornikzabrze.pl / źródło: własne


Miał także bogatą karierę reprezentacyjną. Występował w kadrze w wielu kategoriach wiekowych (zdobył m.in. wicemistrzostwo Europy juniorów 1961). W reprezentacji Polski rozegrał w sumie 46 spotkań oficjalnych (a także 6 nieoficjalnych). Wraz z kadrą Kazimierza Górskiego zdobył złoty medal na olimpiadzie w Monachium w 1972, wkrótce potem kończąc reprezentacyjną karierę.
Po odejściu z Górnika w 1978 roku przez krótki czas występował w Kanadzie (Toronto Falcons), następnie (1978-1984) w Górniku Knurów. W 1984 wyjechał do Niemiec, gdzie występował jeszcze do 1990 w zespołach niższych lig Eintracht Hamm i SVA Bochum Hoevel. Kibice mówili o nim, że Szołtysik to górnik z krwi i kości…

Jubilat w najważniejszych liczbach
2 - tyle goli zdobył w reprezentacyjnym debiucie przeciwko Norwegii (4 września 1963) w wygranym 9:0 meczu.
7 – tyle tytułów mistrza Polski zdobył w ekipie Górnika Zabrze, w barwach którego zagrał łącznie w lidze, pucharach krajowych i rozgrywkach europejskich 505 spotkań.
10 – liczba bramek zdobytych w reprezentacji Polski w 46 oficjalnych grach. Ta najważniejsza miała miejsce w półfinale turnieju olimpijskiego w meczu ze ZSRR i dała biało-czerwonym przepustkę do finału.
16 – tyle sezonów rozegrał w Górniku Zabrze w latach 1962-78 z roczną przerwą na grę we francuskim Valenciennes.
25 – to liczba występów w lidze francuskiej, gdzie przez jeden sezon reprezentował barwy US Valenciennes.
91 – tyle goli strzelił w ekstraklasie w barwach Górnika Zabrze.

 

Komentarze (7)

Napisz komentarz
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
do ~gregor:
No photo~gregorUżytkownik anonimowy
29 paź 17 10:18 użytkownik ~gregor napisał
Aleś głupi dziś ci młodzi mają 20-30 x wiekszą wydolność i średnio 20 cm i 20 kg więcej więc cudów nie ma. Taki Żurkowski zagoniłby Włodka na śmierć.
Dobrze że w ekstraklasie mają takie warunki że leje już nas kto i jak chce.Od Macedonii po Kazachstan itp.Ci na zdjęciu w swoich czasach nie bali się nikogo to ich się bali.A teraz to z naszych klubików byle kto byle gdzie nabija się i boi się żeby nie paść ze śmiechu.
29 paź 17 10:41 | ocena:78%
Liczba głosów:9
78%
22%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~TeresaUżytkownik anonimowy
~Teresa :
No photo~TeresaUżytkownik anonimowy
Ty glupi Janku, czasowniki w czasie przeszlym piszemy razem z koncowka - zostaw ten komputer przestan wypisywac glupoty i idz zbieraj smieci z ulicy........Analfabeta
29 paź 17 10:21 | ocena:75%
Liczba głosów:8
75%
25%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
Super ekipa w mocnej lidze.Teraz z tym poziomem ekstraklasy zdobywali by mistrza bez treningów.
29 paź 17 09:29 | ocena:56%
Liczba głosów:9
44%
56%
| odpowiedzi: 2
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii