Kazachstan na przełamanie, czyli jak w Polakach budził się lew

Polska - Kazachstan
 /  fot. Tomasz Markowski  /  źródło: newspix.pl

Dziesięć lat temu drogę na Euro 2008 zaczynaliśmy wyjątkowo słabo. Trzeba było kadrze Leo Beenhakkera dopiero wyprawy na stepy Azji środkowej, by wejść na właściwą ścieżkę.

On nie wykonuje swej pracy na „sialala”. Dzięki niemu jest nadzieja, że ten wózek pojedzie we właściwą stronę... - Radosław Matusiak dekadę temu miał 24 lata i na jednej z konferencji prasowych poprzedzających inaugurację eliminacji do Euro 2008, wespół ze swym rówieśnikiem, Sebastianem Milą, pełnił rolę „młodego” w polskiej reprezentacji. Cytowane zaś słowa odnosiły się do Leo Beenhakkera, który - po nieudanym dla Pawła Janasa i jego podopiecznych mundialu w Niemczech - okazał się w oczach Michała Listkiewicza „pomarańczową alternatywą” dla rodzimej piłki.

 

Przed planowanymi na początek września meczami z Finlandią w Bydgoszczy i Serbią w Warszawie (a mieliśmy jeszcze w grupie Portugalię, Belgię, Armenię, Azerbejdżan i Kazachstan!) życzyliśmy wtedy Holendrowi równania do wielkich rodaków z przeszłości. „Niech prowadzi polski zespół jak Cruyff Barcelonę, niech wykaże się mądrością jak Erazm z Rotterdamu, niech maluje sukcesy polskiego drużyny jak van Gogh słoneczniki” - pisaliśmy w ostatnich dniach sierpnia, machając ręką na porażkę naszej kadry w meczu z Danią w Odense (debiut Leo w roli selekcjonera). Ech, serce kibica...

 

Lato z paterą

Beenhakker zaczął od pewnych porządków organizacyjnych. Zabrał kapitańską opaskę Jackowi Bąkowi, przekazał - Maciejowi Żurawskiemu. Nowego kapitana od razu skłoniło to od razu do laurki wystawionej selekcjonerowi: „Teraz treningi trwają krócej, niż u Pawła Janasa, ale są bardziej intensywne. Schodzimy z nich bardziej zmęczeni” - mówił jeszcze we Wronkach, gdzie biało-czerwoni szykowali się do obu „domowych” meczów.

 

Właśnie we Wronkach Beenhakker po raz pierwszy też wpadł chyba na Grzegorza Latę, który trzy lata później - pod autokarem, w duszną słoweńską noc - już jako prezes PZPN-u zwolni go z posady selekcjonera reprezentacji... Wówczas król strzelców niemieckiego mundialu'74 był „tylko” szefem Klubu Wybitnego Reprezentanta i przyjechał na zgrupowanie kadry, by w tym szacownym gremium oficjalnie powitać Michała Żewłakowa, wręczając mu srebrną paterę.

Z tej samej kategorii