Włodzimierz Gąsior: 40 lat temu Breitner nie mógł zrozumieć „socrealu”!

Włodzimierz Gąsior w Stali Mielec rozegrał ponad 300 spotkań. Dwukrotnie sięgał z nią po mistrzostwo Polski. Grał też w pucharowym dwumeczu Stali Mielec z Realem Madryt, o których opowiada barwnie w długiej rozmowie.

DARIUSZ LEŚNIKOWSKI: Każdy przyjazd Realu Madryt do Polski na mecz pucharowy to wielkie wydarzenie. Właśnie szykuje się czwarty. Wcześniej „Królewscy” grali w Krakowie z Wisłą i na Stadionie Śląskim z Górnikiem Zabrze. Ale pierwszy był Mielec!
WŁODZIMIERZ GĄSIOR: Czyli 40-tysięczne miasto, w którym zwykle 75 procent mieszkańców przychodziło na mecz.


Na tym z Realem ponoć było właśnie 40 tysięcy (patrz zdjęcie)! Pewnie każdy z piłkarzy po losowaniu otrzymał kilkadziesiąt zamówień na bilety od znajomych i przyjaciół...
WŁODZIMIERZ GĄSIOR: Breitner nie mógł zrozumieć „socrealu”! Niekoniecznie. Mielec wtedy funkcjonował głównie wokół Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego. Każdy pracownik przyjmowany do WSK podpisywał deklarację przekazywania 1 procenta swych dochodów na klub. W zamian za to dostawał legitymację członkowską, dzięki której - tego już nie pamiętam w szczegółach - albo wchodził na mecze za darmo, albo miał prawdo do dużej zniżki na bilety. To sprawiało, że na naszych spotkaniach bardzo często był komplet ludzi. Myśmy przed domowymi meczami jeździli zazwyczaj na zgrupowania do Baranowa Sandomierskiego. Kiedy 2-3 godziny przed pierwszym gwizdkiem przyjeżdżaliśmy na stadion, on już tętnił życiem. A w dniu konfrontacji z Realem - zaczynała się o 17.00 - widzowie zaczęli się schodzić na trybuny już w południe!


Ta 17.00 okazała się ryzykowną godziną...
WŁODZIMIERZ GĄSIOR: Rzeczywiście. Najpierw była koszmarna ulewa, a potem gęste chmury wisiały nad stadionem przez cały mecz. W II połowie trzeba by było chyba z latarką biegać, żeby zobaczyć dobrze piłkę (śmiech). A już na ekranach telewizorów ponoć nie było widać niczego!


Jak przyjęliście w Mielcu wylosowanie właśnie Realu?
WŁODZIMIERZ GĄSIOR: Paniki nie było; raczej duma, że będzie szansa zmierzenia się z tej klasy przeciwnikiem. Wie pan, od momentu awansu do I ligi aż do zdobycia drugiego tytułu, w 1976 roku, 75 procent składu się nie zmieniło. Znaliśmy swoją siłę i wartość. Przecież mieliśmy już za sobą starty pucharowe, często wyjeżdżaliśmy na zagraniczne turnieje na zachodzie czy południu Europy. W jednym z nich jak równy z równym graliśmy np. z Barceloną, z samym Cruyffem w składzie. Oczywiście Real to był klasowy zespół, ale w latach 70. różnica między piłką polską a zachodnią była dużo mniejsza, niż obecnie. Co zresztą potwierdzały i wyniki pucharowe, i osiągnięcia reprezentacji.

Z tej samej kategorii