Między pochodem a pogrzebem, czyli niedoceniany sukces „Niebieskich”

18 lat temu Ruch - bardziej bawiąc się rywalizacją, niż napinając na wynik - dotarł do finału jednego z europejskich pucharów!

Mariusz Śrutwa
 /  fot. Jerzy Kleszcz  /  źródło: SPORT

Przyzwyczailiśmy się - jako polscy kibice - do myśli, że jedynym polskim klubem piłkarskim, który zagrał w finale któregoś z europejskich pucharów, był zabrzański Górnik; w 1970 roku w Wiedniu uległ on w decydującym boju Pucharu Zdobywców Pucharów ekipie Manchesteru City. Co bardziej wnikliwi zwolennicy przeglądania futbolowych archiwów przypominają jednak, że w pięć lat wcześniej bytomska Polonia sięgnęła po triumf w Pucharze Lata, nazywanym również Pucharem Intertoto.

 

Co prawda nigdy nie zyskał on takiej renomy i popularności, jak pozostałe rozgrywki klubowe „animowane” przez UEFA, ale przecież - w pewnym okresie - też grano w nim przez 12 miesięcy, też angażował wszystkie kraje europejskie i też gromadził na trybunach dziesiątki tysięcy widzów. Nieprzypadkowo więc Polonia - która w drodze po efektowny puchar pokonała aż sześciu rywali, w tym m.in. Schalke, Lens i Standard Liege - owo zwycięstwo z 1965 roku (0:3 i 5:1 w finałowym dwumeczu z Lokomotive Lipsk) wpisuje w „złotą księgę” swych największych i najwspanialszych osiągnięć.


Z biegiem lat ewoluowała formuła Pucharu Intertoto. W pewnym momencie porzucono fazę play off, następującą po fazie grupowej; wskutek tego triumfatorów PI w każdym sezonie bywało 8-10 (w zależności od liczby grup). Spadała też ranga rozgrywek, więc w II połowie lat 90. europejska federacja - próbując ratować umierającą ideę - powiązała Puchar Lata z Pucharem UEFA. Grano już bez fazy grupowej, wyłącznie systemem dwumeczów „przegrywający odpada”, a triumfatorzy trzech potyczek finałowych przechodzili bezpośrednio właśnie do Pucharu UEFA.

 

„Teraz już wstyd odpuścić”

Latem 1998 roku w rozgrywki owe „wplątany” został chorzowski Ruch - szósta ekipa ekstraklasy poprzedniego sezonu. Początkowo działacze „Niebieskich” wielkiej wagi do tego startu nie przywiązywali. - Nikt nie tworzył atmosfery „ciśnienia” w drużynie. Zawodnicy wrócili z urlopów, a boje pucharowe - grane na dobrze pojętym dużym luzie - posłużyć miały jako pożyteczne sparingi w okresie przygotowań ligowych. Kiedy jednak w I rundzie udało się wyeliminować Austrię Wiedeń, w chorzowianach nie tylko obudziła się świadomość: „można wygrać z każdym”, ale i swoiste zobowiązanie wobec licznych kibiców w kraju. „Teraz już wstyd odpuścić” - pomyśleli zapewne - wspomina po latach Rafał Zaremba, który 18 lat temu towarzyszył Ruchowi w kolejnych europejskich peregrynacjach i relacjonował je na łamach „Sportu”.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~ex trampkarzUżytkownik anonimowy
~ex trampkarz :
No photo~ex trampkarzUżytkownik anonimowy
Pamiętam jakby to było wczoraj.Do dziś mam wszystkie bilety z tych meczów.Niezapomniane chwile i emocje.
10 lip 16 16:35 | ocena:100%
Liczba głosów:3
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~NiebieskiUżytkownik anonimowy
~Niebieski :
No photo~NiebieskiUżytkownik anonimowy
Bylem na meczu w Debreczynie. Dobre zawody.
10 lip 16 17:43 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii