... a Szymkowiak wali butami w podłogę - czyli nasze boje z Duńczykami

Dania to jeden z najbardziej „niewygodnych” rywali biało-czerwonych w historii. Bilans do tej pory mamy niekorzystny, a do tego - jest na liście (nie)sławne lanie sprzed 68 lat.

„Team inwalidów nie sprostał doskonale usposobionym Duńczykom!” - kiedyś dziennikarze mieli fantazję... I jeszcze: „Największa klęska w historii footbalu polskiego” - właśnie tak wyglądała pierwsza strona „Sportu” z 28 czerwca 1948 roku, w całości poświęcona meczowi Dania - Polska w Kopenhadze. Ów drugi tytuł był po prostu stwierdzeniem faktu. Ba; nie zdezaktualizował się do dziś. 0:8 biało-czerwonych w stolicy, której symbolem też jest syrenka, pozostaje najwyższą porażką polskich piłkarzy w historii spotkań międzynarodowych!

Po kwadransie „się sypnęło”

Piszemy „piłkarzy”, choć - jak widać - nie zawsze nasi koledzy po fachu sprzed dekad byli równie łaskawi. „Inwalidzi” - nikt się nie pieścił w słowach z następującą jedenastką: Henryk Skromny - Henryk Janduda, Tadeusz Parpan, Antoni Barwiński - Tadeusz Waśko, Marian Jabłoński - Jan Przecherka, Mieczysław Gracz, Kazimierz Górski (34. Józef Kohut), Gerard Cieślik, Henryk Bobula.

 

„Już przed meczem niepokój powstał w małej polskiej grupce dziennikarzy. Wystarczyło popatrzeć na duńskich reprezentantów. Wszyscy chłop w chłopa, ani jeden nie miał mniej jak 180 cm. Nasza reprezentacja wyglądała przy nich jak drużyna juniorów” - pisał „Sport” w pomeczowej korespondencji. Niebiesko-biali - w takim zestawie barw graliśmy w tym spotkaniu (gospodarze założyli komplety czerwono-białe) - dobrze prezentowali się przez pierwszy kwadrans; Mieczysław Gracz trafił nawet w poprzeczkę duńskiej bramki.

 

Cóż z tego jednak, że - również za sprawą słabo dysponowanego Skromnego w bramce - już do przerwy wszystko się posypało? „Pierwsza puszczona przez niego w sposób kompromitujący bramka załamała do reszty nasz zespół” - oceniał nasz wysłannik. I cytował ówczesnego kapitana związkowego (czyli selekcjonera; w roli trenera występował Wacław Kuchar. - Skromny ma na sumieniu co najmniej trzy gole - podkreślał na łamach „Sportu” Zygmunt Alfus.

 

Igrzyska? Jakie igrzyska?

Traf chciał, że właśnie ten mecz - historyczny, jako się rzekło - okazał się... jedynym reprezentacyjnym występem „trenera wszech czasów”. „„Nie spełniłem pokładanych we mnie nadziei. Wątpliwym wytłumaczeniem jest fakt, że koledzy nie wypadli lepiej” - napisze wiele lat później Kazimierz Górski w swej książce „Pół wieku z piłką”.

 

„Po kontuzji nie był wartościowym graczem i unikał styczności z rosłymi przeciwnikami. Po 20 minutach czuł już się wykończony” - ta cenzurka wystawiona mu przez nasz dziennik (wówczas jeszcze ukazywał się tylko dwa razy w tygodniu) nie wystawiała mu najlepszego świadectwa...


0:8 było kompromitacją szokującą. Sportowy świat szykował się do igrzysk w Londynie. Kilka dni wcześniej PZPN podjął co prawda decyzję, że polscy piłkarze - którzy ewentualnie zmierzyć się mieli w turnieju olimpijskim z Amerykanami - nad Tamizę nie pojadą, ale... pozostawał cień nadziei, że dobry wynik w Kopenhadze może wpłynąć jeszcze na związkowe władze. „Obserwator meczu kopenhaskiego wyleczył się jednak ze wszelkich złudzeń” - oto „Sport”-owe podsumowanie.

 

Do Londynu pojechali za to Duńczycy i... przywieźli stamtąd brązowe medale. Po drodze pokonali m.in. Włochów, zaś w spotkaniu o trzecie miejsce - Brytyjczyków!

Z tej samej kategorii