Dla mamlasów nie mamy golonków

Ta scena miałaby w sobie wiele dramatyzmu, gdyby chorzowskiemu Ruchowi - po spadku z ekstraklasy i wskutek organizacyjnych kłopotów - przyszłoby zagrać w IV lidze śląskiej. Jest już w niej przecież Śląsk Świętochłowice: sąsiad zza między „Niebieskich”. Daleko mu do ich chwały i pozycji w polskim futbolu, ale przecież był czas, gdy obie drużyny grały mecze derbowe - i to w elicie!

Losy Śląska i Ruchu - zwłaszcza te u zarania dziejów obu klubów - były ze sobą mocno związane. Brzmi to pewnie wręcz obrazoburczo dla kibiców Ruchu, ale przecież nietrudno argumenty na potwierdzenie tej tezy znaleźć. Choćby administracyjne: przecież Wielkie Hajduki w dwudziestoleciu międzywojennym (po plebiscycie) wchodziły w skład powiatu świętochłowickiego. Ba; siedziba władz powiatu znajdowała się właśnie w Hajdukach, bo ich granice obejmowały ten fragment dzisiejszych Świętochłowic, na którym do dziś stoi budynek świętochłowickiego „ratusza” - siedziby władz miejskich!
Historycznie oba kluby rodziły się w podobnym czasie, na podobnym gruncie i z identycznych pobudek. Świętochłowiczanie o kilka tygodni wyprzedzili nawet hajduczan w działaniach powołujących do życia polski klub. Stało się to 20 lutego 1920 roku, na zebraniu z udziałem blisko 40 osób, w lokalu przy ul. Długiej 37. Miesiąc później Śląsk zagrał swój pierwszy mecz - w Bytomiu pokonał miejscową Polonię 2:1.

 

Futbol i muzyka: buty za skrzypce...

No i jest wreszcie element personalny, wiążący obydwa kluby. Teren świętochłowickiego targowiska był pierwszym „boiskiem” dla wielu dzieciaków z tego miasta. Biegał też po nim - jak pisał po latach we wspomnieniach publikowanych na łamach „Sportu Śląskiego” - nastoletni Teodor Peterek. „Był rok 1926, grałem w drużynie młodzików Śląska. Taką samą drużynę miał Ruch Wielkie Hajduki. (...) Wygrali w sezonie 29 meczów z rzędu i szykowali się po 30. zwycięstwo. (...) W dniu zawodów przymaszerowali do Świętochłowic zwartą grupą w strojach sportowych. Towarzyszyła im liczna grupa zwolenników, a przed drużyną niesiono dumnie proporczyk klubowy. W porażkę Ruchu nikt nie wierzył. Tymczasem stało się inaczej. (...) Zawody po dramatycznym przebiegu zakończyły się naszym zwycięstwem 2:0, a obie bramki były moim dziełem. I to był mój ostatni w barwach Śląska. (...) dałem się łatwo namówić na zmianę barw klubowych, tym bardziej, że ówcześni zawodnicy ligowi (...) obiecali mi za to parę nowych butów piłkarskich” - tak słynny później (a wówczas szesnastoletni ledwie) „Mietlorz” opisywał okoliczności swej przeprowadzki do „Niebieskich”. Owe buty piłkarskie wówczas rzeczywiście były prawdziwym rarytasem i obiektem westchnień młodych chłopaków. Dość powiedzieć, że - wedle tych samych wspomnień - swoje pierwsze futbolowe obuwie „Teo” zdobył na zasadzie wymiany. „Pewnego dnia skrzypce mojego ojca - naturalnie bez jego wiedzy - powędrowały do ówczesnego bramkarza Śląska, który dał mi za nie parę starych butów piłkarskich” - wspominał samą transakcję i jej konsekwencje: próbę „wybicia mu z głowy” (i nie tylko) przez ojca sportowych ciągot...

 

... i „kminkowa” i szmacianka zamiast akordeonu

Swoją drogą - nie tylko w tym przypadku muzyka „przehandlowana” została na - mówiąc kolokwialnie - „kopaną”. Ewald Cebula - kolejny znakomity świętochłowiczanin, który zasilił szeregi Ruchu - też po latach spisał wspomnienia. I też poczesne miejsce w pierwszych rozdziale zajmuje pewien instrument... „Jako siedmiolatek byłem w gronie rówieśników wyjątkiem. (...) Oni znajdowali rozrywkę w szmaciance, ja uparcie marzyłem o swoim akordeonie!” I tak było - czytając dalsze fragmenty pamiętników - do 12. roku życia. Bo wtedy „zamieszaliśmy u Fridla Mrozka, znanego podówczas w Świętochłowicach właściciela sklepu (...). Syn jego obdarzony nieprzeciętnym talentem piłkarskim był (...) energicznym organizatorem (...). Bywało, że zebrał gromadę bajtli i przeprowadzał błyskawiczne turnieje na placach świętochłowickich” - pisał po latach Cebula. Sam dał się namówić do udziału w jednym z nich dzięki nagrodzie dla przyszłych zwycięzców, czyli... porcji kiełbasy „podprowadzonej” przez Mrozka-juniora z magazynów sklepowych ojca. „I tak za 10 dkg kminkowej rozpocząłem karierę piłkarza!”.

Komentarze (6)

Napisz komentarz
No photo
No photo~emisariusz Użytkownik anonimowy
~emisariusz :
No photo~emisariusz Użytkownik anonimowy
Jedyny prawdziwy Górnośląski Ruch Chorzów, nie to co inne twory z komunistycznym wytworem z rusvelta ;-) na kolana przed Niebieskim Panem.
9 lip 15:14 | ocena:60%
Liczba głosów:5
40%
60%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Niebieski Użytkownik anonimowy
~Niebieski :
No photo~Niebieski Użytkownik anonimowy
I znowu gdybanie pseudo redaktorkow sportu..... o 4 lidze niedoczekanie wasze
9 lip 13:50 | ocena:50%
Liczba głosów:2
50%
50%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Waldemar Łazienny StaszicaUżytkownik anonimowy
~Waldemar Łazienny Staszica
No photo~Waldemar Łazienny StaszicaUżytkownik anonimowy
do ~emisariusz :
No photo~emisariusz Użytkownik anonimowy
9 lip 15:14 użytkownik ~emisariusz napisał
Jedyny prawdziwy Górnośląski Ruch Chorzów, nie to co inne twory z komunistycznym wytworem z rusvelta ;-) na kolana przed Niebieskim Panem.
RKS Batory......co sam wiyncy pisać?! Ruch 2008 ?
13 lip 12:13
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii