Z tarczą, choć... na tarczy - trudne boje Realu Madryt ze Stalą Mielec

Już wiadomo, że piłkarskie święto - czyli wizyta Realu Madryt na Łazienkowskiej - odbędzie się przy pustych trybunach. A czy pamiętacie, że na początku był... Mielec, a raczej - tamtejsza Stal, która jako pierwszy polski zespół w europejskich pucharach zagrała z „wielkim Realem”. Dokładnie 40 lat temu!

Stal - Real
 źródło: You Tube

Ten Real w latach 70. też był wielki! - przekonuje Grzegorz Lato, choć w tamtej dekadzie „Królewscy” akurat ani razu nie sięgnęli po triumf w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych (poprzednik Ligi Mistrzów). Kilku graczy klasy światowej w swych szeregach jednak mieli. Tyle że wtedy jeszcze między polskim a zachodnim futbolem nie było takiej przepaści, jak obecnie. Wspomniany Lato był królem strzelców mistrzostw świata w 1974 roku, a Stal sezon wcześniej w Pucharze UEFA zaszła aż do ćwierćfinału, w którym stoczyła dwa pasjonujące boje z niemieckim HSV (0:1 i 1:1).

 

Do trzech razy sztuka

- Realowi też rady nie daliśmy, ale wcale słabsi nie byliśmy. Tyle że to oni, a nie my, potrafili postawić „kropkę nad i” - wzdycha były prezes PZPN-u. To właśnie on w pierwszym spotkaniu miał jedną z dwóch najlepszych okazji mielczan na gola. „Lato precyzyjnie przymierzył głową po centrze Krawczyka. Publiczność krzyknęła „Gol!”, lecz wspaniałym refleksem popisał się Migul Angel, wybijając piłkę na róg” - pisał „Sport”, przypominając, że chwilę wcześniej „strzał Oratowskiego trafił w poprzeczkę”!

 

Do trzech razy sztuka? Owszem; „z lewej strony ostro strzelił Sekulski, bodaj najbardziej widoczny piłkarz gospodarzy. Piłka trafiła w nogę Benito, zmieniła kierunek i wpadła do siatki”. - Rysiek Sekulski... Jakie on cuda tą swoją lewą nogą wyprawiał - wspomina po latach Lato. - Na zły czas jednak trafił; w kadrze było wtedy tyle gwiazd, że na powołanie nie miał szans.

Z tej samej kategorii