Miłość bierze się nie z serca, ale ze... śledziony!

Wszystko, co ważne w życiu Mirosława Dreszera, działo się zwykle późną jesienią. To wtedy „zaliczył” trzy poważne urazy; ale i w tymże miesiącu poznał swą "drugą połówkę”. Oto opowieść o „listopadowym mężczyźnie”.

Mirosław Dreszer otwiera gablotkę z trofeami, medalami, sportowymi pamiątkami. Najpierw sięga po medal. - To najcenniejsze, co mam - pokazuje z dumą brązowy krążek z napisem „Championnat d'Europe des Juniors A”. W 1984 roku - jako podopieczny Mieczysława Broniszewskiego - stanął przecież na podium juniorskich mistrzostw Starego Kontynentu. Ale i tamten sukces - o czym na koniec - miał jednak swój słodko-gorzki smak...

 

21 miesięcy na wirażu

Zaraz po medalu wychowanek GKS-u Tychy wyciąga z oszklonej witrynki okazałą statuetkę. To dwie ręce - zapewne bramkarskie - wyciągnięte w kierunku spadającej w ich kierunku piłki. Tabliczka przytwierdzona do podstawki ma nieco zaskakującą treść: „Nagroda Telewizji Katowickiej dla Pechowca Roku. Fortes Fortuna Adiuvat - Śmiałym Szczęście Sprzyja”. I data - 27.08.1988. - W tamtym momencie wciąż jeszcze w piłkę nie grałem. I nie wiedziałem, czy w ogóle w przyszłości zagram - dodaje bohater tej opowieści.


Dziś ma 51 lat, za sobą całkiem udaną przygodę piłkarską, w której był wicemistrzem Polski i sięgał po krajowy puchar. Wtedy jednak przyszła kariera 23-letniego wtedy golkipera naprawdę stała pod znakiem zapytania. Miał za sobą trudnych 21 miesięcy, w czasie których wiele dni i tygodni spędził na szpitalnych łóżkach. Ale też przeszedł w tym czasie drogę od kawalera po szczęśliwego - i świeżo upieczonego - ojca. Uczucie zaś - które wykiełkowała 30 lat temu pod Alpami, a dziś wciąż płonie - w tym wyjątkowym przypadku wzięło się wcale nie z serca, a ze... śledziony.

 

Kolanami w brzuch


Dreszer wyskoczył do górnej piłki niemal jednocześnie z szarżującym Dominique Ciną i w tym samym momencie obaj upadli na murawę. Szwajcar mógł po krótkiej interwencji lekarza wznowić grę, z Dreszerem było gorzej” - to krótki fragment relacji Józefa Jelenia w „Piłce Nożnej” z rewanżowego meczu II rundy Pucharu Zdobywców Pucharów. 5 listopada 1986 roku FC Sion - po remisie 2:2 w Polsce - podejmował katowicki GKS. Przez prawie godzinę podopieczni Alojzego Łyski w stolicy kantonu Valais trzymali się dzielnie; aż nastąpiło wydarzenie opisywane powyżej...


Wspomnianej relacji trudno cokolwiek zarzucić; autor nie miał przecież w tamtym momencie wiedzy, jak poważne będą skutki owego zderzenia. Zresztą Mirosław Dreszer w pierwszych chwilach też nie... - To było dośrodkowanie z prawej strony. Wypiąstkowałem piłkę, a napastnik rywali wszedł we mnie kolanami. Dostałem w tułów; zatkało mnie, padłem na ziemię. Bardzo szybko dobiegł do mnie Wojtek Spałek; zaczął mnie naciągać, abym odzyskał dech. „Dobra, spoko, gramy dalej” - powiedziałem za moment, choć czułem ból w jamie brzusznej. Wznowiłem grę, ale dosłownie kilkadziesiąt sekund później Szwajcarzy przeprowadzili kolejną akcję, po której sędzia podyktował rzut karny dla nich (za zagranie ręką Wiktora Morcinka - dop. DL). I wtedy poczułem, że już nie będę w stanie dłużej bronić - wspomina nasz rozmówca.

 

Z pomocą wspomnianego fizjoterapeuty GieKSy, opierając się na jego ramieniu, bramkarz - jak sam mówi - „doczłapał” do ławki rezerwowych. - Ból był już taki, że nie byłem w stanie na niej usiąść, więc wysłano mnie do szatni. Tam się położyłem; czułem jeszcze, że doktor mnie bada i... ocknąłem się dopiero w szpitalu.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~jarocinUżytkownik anonimowy
~jarocin :
No photo~jarocinUżytkownik anonimowy
Świetny artykuł dziękuję warto bylo poświęcić czas.. Ksiazka byla by ciekawą perspektywą . Pozdrawiam pana Mirka
6 lis 16 12:39 | ocena:100%
Liczba głosów:3
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~parUżytkownik anonimowy
~par :
No photo~parUżytkownik anonimowy
Janusz Jeleń, a nie Józef. To niegdyś zastępca redaktora naczelnego Sportu, legendarny śląski dziennikarz, więc trochę wstyd przekręcać jego imię.
11 lis 16 15:51
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii