Nie wieszać się na bance! - II część opowieści o kuźni talentów z Lipin

Kilka tygodni temu przypomnieliśmy na naszych łamach losy „wielkiej piłki w małej osadzie”, czyli historię Naprzodu Lipiny, który w dwudziestoleciu międzywojennym parokrotnie „ocierał się” o ówczesną I Ligę Państwową, wychowując też paru reprezentantów kraju, na czele z uczestnikiem igrzysk olimpijskich 1936 w Berlinie oraz finałów mistrzostw świata 1938 we Francji, Ryszardem Piecem.

Do dziś najstarszy z trójki zdolnych piłkarsko braci (drugi, Wilhelm, również był reprezentantem) jest otaczany w tej „zapomnianej przez Boga i ludzi” dzielnicy Świętochłowic czcią szczególną: jego imię nosi stadion Naprzodu, dziś będący świadkiem meczów jedynie A-klasowych. Stadion kameralny, ale przecież z chlubną przeszłością; nie tylko przed, ale i po wojnie lipinianie - grając właśnie tutaj - pukali do bram ekstraklasy, a spotkania tu rozgrywane odbijały się szerokim echem w całym kraju. Szerokim, aczkolwiek... nie zawsze pozytywnym.

Zawrócony z dworca

Naprzód do ówczesnej II ligi - właśnie tworzonej - przebił się w roku 1948, zostając wicemistrzem Śląska, a potem skutecznie walcząc w barażach z Legią-Karpatami Krosno. Po wyjazdowym remisie 2:2, klasą dla siebie w rewanżu był wspomniany olimpijczyk, Ryszard Piec, aplikując gościom z Podkarpacia wszystkie cztery gole (było 4:0). A miał już wtedy 35 lat! Pograł jeszcze na drugoligowych boiskach prawie dwa pełne sezony, by potem „przejść na drugą stronę barykady”, podejmując wyzwanie trenerskie. Czasem w roli pierwszego szkoleniowca, częściej - jako asystent pracujących w Naprzodzie trenerów. - Ojciec nigdy nie był przebojowym człowiekiem. Wolał pozostać w cieniu. Kiedyś wybierał się do Poznania na specjalny kurs trenerski, który pozwoliłby mu być może w przyszłości pracować z najlepszymi klubami. Był już na dworcu z walizką, ale... machnął na to ręką i zawrócił do domu - wspomina syn Ryszarda, Jerzy Piec.

 

PIERWSZA CZĘŚĆ OPOWIEŚCI O HISTORII NAPRZODU LIPINY


Dworzec... Kilka lat później, gdy Naprzód grał swój najlepszy sezon w tej klasie rozgrywkowej, i bliski był awansu do elity, właśnie to słowo stało się kluczem do niepowodzenia w owych zmaganiach. - Nasi działacze usłyszeć mieli w Warszawie: „Jak możecie grać w ekstraklasie, skoro nawet dworca kolejowego u siebie nie macie” - wspomina Antoni Piechniczek.

Antek snajper

Późniejszy gracz Legii i Ruchu, a ostatecznie - trener wielu ligowców i przede wszystkim selekcjoner, po mistrzostwie Polski juniorów z kolegami ze Zrywu Chorzów, właśnie w Lipinach stawiał pierwsze kroki w seniorskiej piłce. Miał co prawda konkurencyjną ofertę z Rapidu Wełnowiec, ale tenże grał wówczas w III lidze. A Naprzód - piętro wyżej. No i miał łatkę kuźni talentów. To przecież z Lipin startowali (i do Lipin po latach wracali) m.in. ligowcy w barwach ŁKS-u i Górnika Radlin: Józef Kokot (także w Legii) i Joachim Kubocz. - Za moich czasów już ich nie było w Naprzodzie. Ale byli inni świetni zawodnicy, którzy często po prostu nie chcieli się z rodzinnych stron ruszać: Gerard Bitner (najlepszy strzelec lipinian na arenach II ligi); niewysoki, ale niezwykle waleczny pomocnik Jurek Halemba, świetny stoper Józek Duda, lewoskrzydłowy Edward Spyra, po centrach którego niejedną bramkę strzeliłem... - wylicza Piechniczek.
To ostatnie zdanie brzmi ciut zaskakująco dla tych, którzy na fotkach z meczów Legii czy Ruchu kojarzą jego sylwetkę z numerem 5 na plecach. Rosły i skoczny niespełna 19-latek, przychodząc do drugoligowca, ustawiany był bowiem w sparingach na środku ataku! Wspomnianego bramkostrzelnego Bitnera w składzie już nie było, więc trener Eugeniusz Kubicki (były ruchowiec, trzykrotny mistrz Polski z „Niebieskimi) szukał dlań następcy. - W końcu jednak uznano, że lepiej sprawdzę się w pomocy - dodaje nasz rozmówca. Rolę egzekutora przejął zaś Roman Kasprzyk, młodszy odeń jeszcze o kilka miesięcy!

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
Orły lipiny the best
17 gru 17 17:33 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii