„Polok poradzi!”, czyli o krok od wojny polsko-ruskiej

Zwycięstwo nad aktualnym mistrzem Europy ma wartość dla każdej drużyny Starego Kontynentu. W 1961 roku tym mistrzem była „Sborna”; nie trzeba zaś tłumaczyć, że pokonanie akurat tej reprezentacji dla polskich kibiców w tamtych latach i tamtej epoce miało szczególne znaczenie.

Choć więc ze starć biało-czerwonych z reprezentacją Związku Radzieckiego pamięta się przede wszystkim legendarne 2:1 na Stadionie Śląskim z 1957 roku, wiktoria na Stadionie Dziesięciolecia, odniesiona niespełna cztery lata później, była triumfem może nawet cenniejszym sportowo! A jednak dziś nieco zapomnianym... No więc - w 55. jego rocznicę - przypominamy tę konfrontację, będącą doskonałą ilustracją powiedzenia „Polak potrafi” lub - po śląsku - „Polok poradzi”.


Odwołanie do śląskiej gwary nie jest przypadkowe; wśród 12 desygnowanych do gry kadrowiczów, aż siedmiu reprezentowało zespoły z Górnego Śląska, dwóch kolejnych tutaj się urodziło (Engelbert Jarek - w Rokitnicy, dzisiejszej dzielnicy Zabrza; Lucjan Brychczy - w Nowym Bytomiu, obecnie dzielnicy Rudy Śląskiej). Na dodatek bohaterem 90 minut okazał się Kazimierz Polok - chorzowianin z urodzenia, „Niebieski” z wyboru i uczucia.

 

„Mały łącznik” i... jeszcze mniejszy skrzydłowy

Nie sposób nie odwołać się w tym miejscu raz jeszcze do wspomnianego starcia z 1957 roku z Chorzowa. Tam bohaterem był oczywiście Gerard Cieślik; to przede wszystkim dwa gole w siatce Lwa Jaszyna zbudowały legendę „małego łącznika” z Cichej. Do Poloka określenie „mały” pasuje... jeszcze lepiej; był przecież o 10 centymetrów niższy od Cieślika!

 

- Za to wyróżniała go dynamika, świetna kiwka i niezwykła szybkość. Trenował też lekkoatletykę, konkretnie - sprinty oczywiście. I ponoć miewał bardzo obiecujące rezultaty na 100 metrów - wspomina po latach kolega Poloka z szatni Ruchu, Eugeniusz Lerch.

 

„Wal w pole karne i kładź się”

Wszystkie te jego wrodzone cechy postanowili wykorzystać polscy trenerzy. - „Kaziu, jak dorwiesz piłkę, to wal z nią w pole karne. A gdy tam poczujesz oddech rywala na plecach - natychmiast kładź się” - mówił na odprawie przedmeczowej Ryszard Koncewicz do Kazika. I on sobie wziął te słowa do serca - opowiadał nam niegdyś Stanisław Oślizło, wspominając mecz z „Ruskimi”. Dla obu tych panów z rocznika 1937 - Poloka i Oślizły - to było wyjątkowe spotkanie: oznaczało debiut z „orzełkiem” na piersi.


- Potwierdzam. Na pomeczowym bankiecie z udziałem obu ekip, „Faja” Koncewicz wręcz chełpił się tym, że „wymyślił” Kazka na ten mecz i dał mu zadania, które ten wypełnił w stu procentach - dodaje cytowany już „Elek” Lerch.

Z tej samej kategorii