Ostatni wielki mecz Szombierek

Osiem tysięcy kibiców na trybunach, pięć wspaniałych goli, zwycięstwo nad mistrzem kraju - już nigdy później na stadionie przy ul. Modrzewskiego nie było takiego widowiska!

III liga. Szombierki Bytom - Polonia Bytom. 25.10.2014
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

Dziś obiekt „zapomnianego mistrza” z 1980 roku - mimo starań kilku zapaleńców, próbujących „ciągnąć wózek” w IV lidze - straszy kikutami wyrwanych ławek; uszczerbki w betonowych stopniach, na których niegdyś owe ławki zamontowano, jako żywo przypominają zaś dziury w uzębieniu pacjenta od lat unikającego gabinetu stomatologicznego. Każde spotkanie rozgrywane na owym „estadio da gruz” jest jak krótkotrwały zastrzyk adrenaliny, ożywiający na chwilę staruszka dożywającego swych lat... Energii dodaje mu jeszcze grupa zielonych „ultrasów” - z wielką sektorówką, czasem zestawem rac i... datą urodzenia w dowodzie osobistym, sięgającą u niektórych wspomnianego mistrzowskiego sezonu.

 

Kierowca z misją specjalną


Stadion przy Modrzewskiego zawsze bywał pustawy; w przeciwieństwie do wcześniejszego, „kultowego” obiektu niedaleko bytomskiego dworca kolejowego. 7 maja 1988 tętnił jednak życiem. „Torcidy” jeszcze wówczas formalnie nie było, ale „chłopcy z Zabrza” już jeździli na wyjazdy i tego dnia stanowili połowę widzów na trybunach. Miejscowych zaś ściągnęła oczywiście sława rywala; Górnik w trzech poprzednich sezonach zasiadał na mistrzowskim tronie, a i w tym momencie - po 23. kolejkach - pewnie liderował , z dorobkiem 39 „oczek” i siedmiopunktową przewagą nad Legią. Szombierki - ósme w tabeli - punktów miały 20 - ledwie cztery więcej niż zajmujący pozycję spadkową Bałtyk Gdynia. Faworyta wskazać nie było trudno, choć bytomianie - beniaminek ligi - wcześniej mieli „przebłyski”. Pokonali u siebie późniejszego wicemistrza z Katowic oraz właśnie legionistów. Ten drugi mecz miał zresztą swój smaczek. - Prowadził go Zbigniew Przesmycki, obecny szef Kolegium Sędziów. Podyktował w nim rzut karny dla nas, za faul - ewidentny „bodiczek” - Dariusza Wdowczyka na Bogusiu Cyganie. Warszawscy dziennikarze opisali tę decyzję w kategorii skandalu. A myśmy mieli nagranie z tego meczu. Skontaktowaliśmy się z panem Przesmyckim, a on po tę kasetę z Łodzi przysłał kierowcę „z misją specjalną”. Potem zaś - na jej podstawie - wymógł na jednej ze stołecznych redakcji przeprosiny za wcześniejsze artykuły! - wspomina ówczesny trener Szombierek, Zbigniew Myga.
- Prawdę mówiąc, przeglądania kasety nie pamiętam. Karnego - i owszem. I jeszcze jedną sytuację: Darka Dziekanowskiego, „wyciętego” od tyłu przez Jana Woźnicę. Jedną nogą bytomianin trafił w piłkę, drugą - w legionistę. Ale wtedy przepisy były inne i w takiej sytuacji nie dawało się nawet żółtej kartki. A dziś byłaby czerwona! - wspomina wywołany do tablicy Zbigniew Przesmycki.

 

„Pobór” zabrzański


Zbigniew Myga dwa lata wcześniej kuszony był przez zabrzan po odejściu Huberta Kostki. - Najpierw jechałem do Rzeszowa po Leszka Ćmikiewicza, a potem - na życzenie ministra Szlachty - właśnie po trenera Mygę. Ale ten drugi nie wyobrażał sobie pracy w duecie - wspomina ówczesny kierownik sekcji piłkarskiej Górnika, Janusz Oster.
- Rzeczywiście - potwierdza szkoleniowiec. - Nawet nie pojechałem na tę rozmowę do ministra.
Tym większą więc miał satysfakcję, gdy - po powrocie Szombierek do ekstraklasy - jego podopieczni ograli zabrzan! Choć „górnicy” z Zabrza gospodarzy w majowym meczu wcale nie zlekceważyli! - Gdyby moi piłkarze włożyli we wcześniejsze spotkania tyle ambicji, co w ten mecz, mielibyśmy dziś 10 punktów przewagi - mówił po końcowym gwizdku opiekun ekipy z Roosevelta, Marcin Bochynek. Pretensje miał nie o zaangażowanie, ale o błędy w defensywie. Fakt; drugie trafienie dla bytomian to „zasługa” Jacka Grembockiego, który podarował piłkę Cyganowi. Ale przy pierwszej bramce Zenona Lisska trudno winić kogokolwiek: uderzenie w „okienko” było nie d obrony. Obaj autorzy goli później wylądowali w Górniku. - Choć jedną nogą byli już w GKS-ie Katowice - przypomina Zbigniew Myga. - Dla Lisska byłoby to lepsze rozwiązanie; był klasycznym kreatorem gry, a Górnik takich już miał, potrzebował za to chłopa w środku pola tylko do biegania. W GKS-ie Zenek by miał więcej swobody na boisku... Ale ostatecznie dał się przekonać Bogusiowi.
Zresztą... - Od Jana Szlachty usłyszałem: „Albo będziesz grał w Górniku, albo do roboty na dół” - opowiadał parę lat temu na naszych łamach Zenon Lissek.

 

„Marynarz” trochę samolubny


Trzeciego - zwycięskiego - gola dla bytomian strzelił Wiesław Krauze, jeden z nielicznych „nieswoich” w ekipie. Pochodził z Gdyni, miał na koncie „brąz” mistrzostw świata U-20 z 1983 roku. - Przyszedł do nas z poczuciem „gwiazdy”. Nie był przez to specjalnie lubiany przez kolegów. Chciał narzucać reszcie swoją grę; a był w niej... trochę samolubny. W pewnym momencie odsunąłem go nawet do rezerw, żeby drużyna zrobiła postęp - wspomina jeszcze drugoligowe czasy trener Myga. Ostatecznie Krauze okazał się przydatnym ogniwem drużyny. No i dał zwycięstwo nad Górnikiem!

 

Upadek „systemu powszechnej szczęśliwości”


Ostatecznie w sezonie 1987/88 zabrzanie zostali mistrzem - po raz czwarty z rzędu! - z przewagą 11 pkt nad GKS-em, choć parę dni po porażce w Bytomiu równie sensacyjnie przegrali u siebie 2:3 z drugim beniaminkiem, Jagiellonią. Szombierki z kolei zajęły siódmą pozycję, w kolejnych rozgrywkach spadając jednak z ekstraklasy. Wróciły do niej na sezon 1992/93 - i to był „łabędzi śpiew”. Upadek „systemu powszechnej szczęśliwości”, zamknięcie KWK „Szombierki” i pozostałych bytomskich kopalń, ekonomiczna degradacja miasta - to wszystko zepchnęło zasłużony klub w otchłań niskich szczebli rozgrywkowych...

 

24. kolejka ekstraklasy, 7.05.1988


Szombierki Bytom - Górnik Zabrze 3:2 (2:1)
1:0 - Lissek (11), 1:1 - Baran (18), 2:1 - Cygan (35), 2:2 - Majka (61), 3:2 - Krauze (79). Sędziował Tadeusz Stępień (Częstochowa). Widzów 8000.
SZOMBIERKI: Karpiuk - Woźnica, Gruszka, Książek, Mirek (59. Skiba niesklas.) - Szewczyk, Potempa, Lissek, Krauze - Łuczak, Cygan. Trener Zbigniew MYGA.
GÓRNIK: Wandzik - Grembocki, Piotrowicz, Leśnik, Warzycha - Majka, Klemenz niesklas. (26. Orzeszek), Komornicki, Urban - Cyroń, Baran. Trener Marcin BOCHYNEK.
Żółte kartki: Leśnik, Majka.
(„Sport”, 9.05.1988)

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~NociekUżytkownik anonimowy
~Nociek :
No photo~NociekUżytkownik anonimowy
Dzięki za ten artykuł. Łza się w oku kręci komuś, kto pierwszy raz był na I-ligowym (wówczas) meczu Szombierki-Śląsk Wrocław, w którym na 15 min. przed końcem było 0:1, a skończyło się na 4:1. Potem były mecze m.in. z Legią (6:0) i z Trabzonsporem (3:0). A teraz mogę na wszystkie wyjazdy pojechać rowerem :)
14 maja 16:15 | ocena:83%
Liczba głosów:12
83%
17%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii