Ostatni wielki mecz Rapidu Wełnowiec

Chwilę przed tym, nim dzisiejsza GieKSa stała się GKS-em właśnie, piłkarze z Bukowej - jeszcze pod „starym szyldem” - sprawili swym fanom niezwykły prezent barbórkowy.

„Z drużyny Górnika tylko Gawlik, Olszówka i Kobzik zasłużyli na pochwałę. Pozostali prawie w ogóle nie starali się walczyć, grali bez ambicji, a końcowy gwizdek sędziego przyjęli z wyraźną ulgą” - ostre były słowa dziennikarza „Trybuny Robotniczej”, opisującego „wyczyny” piłkarzy... mistrza kraju w pewne grudniowe popołudnie na boisku przy ulicy Bukowej. Na mecz 1/16 finału Pucharu Polski „górnicy” zjechali do Katowic w górnicze święto. I byli murowanym faworytem. Ale 3500 osób, zgromadzonych tego dnia wokół linii bocznych, cieszyło się z niespodziewanego, acz całkowicie zasłużonego sukcesu beniaminka II ligi!

Zanim „uprawomocnił się” GKS

- 11 umywalek na dworze, z 11 kurkami, z których leciała zimna woda... Przebieraliśmy się wtedy w Biurze Konstrukcji w Rapidzie, a na stadion dowoził nas „Romek”, słynny autobus zakładowy - tak rzeczywistość pierwszej dekady klubu założonego przez pracowników tegoż zakładu opisywał Gerard Rother. A jednak zahartowani tymi warunkami piłkarze dość szybko awansowali do III ligi, zaś latem 1963 znaleźli się już na zapleczu ekstraklasy. To wtedy właśnie zaczął rodzić się pomysł, by - trochę wzorem Górnika Zabrze - właśnie ta branża objęła patronatem cały sport w stolicy województwa katowickiego. W listopadzie 1963 zapadła decyzja o utworzeniu - na bazie sześciu klubów działających w mieście - Górniczego Klubu Sportowego Katowice. Ale że uprawomocniła się dopiero 27 lutego 1964 (to oficjalna data powstania GKS-u), końcówkę jesieni piłkarze z Bukowej rozgrywali jeszcze pod szyldem Rapidu. I to wtedy właśnie zanotowali ów sukces w postaci pucharowego triumfu nad Górnikiem!

Mistrzowski poślizg

Zwycięstwo katowiczan w barbórkowym starciu oczywiście było wielką sensacją. Jej źródła - poza dostrzegalnym już (i opisanym na wstępie) braku zaangażowania zabrzan - trzeba również upatrywać w warunkach atmosferycznych. Grano przecież na zmrożonej nawierzchni (trudno nawet mówić o trawie...). „Dla całości obrazu należy jeszcze powiedzieć, że piłkarze Rapidu trzymali się doskonale na bardzo śliskiej płycie boiska”. Przeciwnie działo się w szeregach górniczych. Piłkarze z Zabrza zostali zaskoczeni śliskim terenem i nie dobrali odpowiednich korków. W takim stanie rzeczy walczyli nie tylko z przeciwnikiem, ale też o... zachowanie równowagi na boisku” - donosił „Sport”. Nic dziwnego zatem, że - jak donosiły media - bramkarz Górnika „znajdował się niemal bez przerwy pod obstrzałem wełnowieckiej ofensywy”. Za utratę goli - oceniali dziennikarze - winy jednak nie ponosił. „Obrońcy Górnika byli często bezradni wobec dokładnych podań i szybkich zmian pozycyjnych gospodarzy” - oceniano.

Z tej samej kategorii