Zegar z kukułką

h
 fot. nieznany  /  źródło: własne

W lutym 80. urodziny obchodził Henryk Peszke, jeden z najstarszych śląskich ligowców. A pewnie w całej Polsce starszych już wielu nie ma.

Informacje dotyczące jego danych są... wielotorowe i często mocno się różniące. Choćby imię. Na klubowym tableau z 1965 roku jest przedstawiony jako Jan, a w innym miejscu jako Helmut, jednak najlepiej będzie, gdy wyjaśni to sam.


- Urodziłem się na Bobrku 10 lutego 1936 roku jak Heinz Peschke. Dokładnie tak jest w metryce, ale chyba trzeba dodać, że wówczas Bobrek był niemiecki. Skąd mogły się wziąć imiona Jan czy Helmut nie mam pojęcia, bo po wojnie już nazywałem się Henryk Peszke, ale to nie koniec. Wkrótce komuniści bez pytania zmienili mi nazwisko na Peszka, bo e na końcu kojarzyło się z Niemcami. Do dziś w dowodzie mam Peszka, ale wiele dokumentów jest na Peszke. Często z małżonką mamy problemy przy załatwianiu urzędowych spraw, bo ciągle trzeba coś udowadniać. A przed laty, gdy z Szombierkami jechaliśmy do Austrii na mecz w Pucharze Rappana, z tego powodu dwie godziny staliśmy na granicy, bo nie chciano mnie wypuścić, tym bardziej że pytany o imię ojca, zgodnie z prawdą podałem Alfred, a w dowodzie miałem syn... Jerzego! Tak to się pomieszało. A mam jeszcze pseudonim - „Wicek”. Skąd? Miałem zawsze dobry humor i opowiadałem dowcipy, a dowcipy po śląsku to wice...


JACEK BŁASIAK: Kiedy pan po raz pierwszy kopnął piłkę?
HENRYK PESZKE: Hm, tego nie pamiętam, ale może nie kopnąłem tylko... rzuciłem, bo mając 16 lat, w barwach Sparty Bobrek zostałem mistrzem Polski juniorów w piłce ręcznej jedenastoosobowej. Chodziłem wtedy na Bobrku do podstawówki.


To skąd się wzięły Szombierki?
HENRYK PESZKE: Ojciec, górnik kopalni „Bobrek”, który najpierw wywieziony wgłąb Rosji chyba tylko cudem stamtąd powrócił, po wojnie z kopalni dostał fiński domek na Szombierkach. To było wspaniałe miejsce, a na treningi na stary stadion Szombierek, blisko bytomskiego dworca, chodziłem piechotą. „Na fińskich” za sąsiadów mieliśmy rodzinę Wilimów. Widziałem jak Jurek, nazywany Jorgusiem, i Jasiu, który w zasadzie był Wilhelmem, doskonale radzą sobie ze szmacianką, bo kto wtedy miał prawdziwą piłkę?, więc zaprowadziłem ich na trening, choć sam byłem dopiero juniorem. To też zaliczam sobie do zasług dla mojego klubu.

 

W 1952 roku na olimpiadzie w Helsinkach zagrało trzech piłkarzy Szombierek - Hubert Banisz, Paweł Sobek i Jerzy Krasówka. Nie pomyślał pan: ja pojadę na następne igrzyska?
HENRYK PESZKE: Nie, zupełnie tak nie myślałem, natomiast miałem niewątpliwy zaszczyt grać potem z tymi olimpijczykami w jednej drużynie. Oczywiście w Szombierkach. To bardzo wiele dla mnie znaczyło. A w kadrze grałem - juniorskiej, a do seniorskiej, tak zwanej szerokiej, dostawałem powołania, jednakże nigdy nie zadebiutowałem. Jako junior właśnie zdobyłem z Szombierkami na turnieju we Wrocławiu tytuł wicemistrzów Polski, za Unią Racibórz. O miejsce w seniorskiej drużynie musiałem walczyć, aż zadebiutowałem w meczu z Wartą Poznań wygranym 2:0, jednak w tym sezonie... spadliśmy z II ligi. Potem doszło do zespołu jeszcze pięciu moich kolegów, juniorskich wicemistrzów, i rok po roku awansowaliśmy do ekstraklasy, w której w 1965 roku zdobyliśmy srebrne medale mistrzostw Polski.

 

Ale najpierw był słynny mecz z Legią Warszawa, wygrany 5:4, choć na 5 minut przed końcem było 2:4!
HENRYK PESZKE: Dla mnie ten mecz był szczególny też z innego powodu - dzień wcześniej, w sobotę, z Krystyną, z którą jesteśmy ponad 50 lat razem, braliśmy cywilny ślub, a po południu pojechałem do Świerklańca na przedmeczowe zgrupowanie! W niedzielę z Legią oczywiście zagrałem, a słynny redaktor Jan Ciszewski powiedział do mikrofonu, że „ten starszy pan z łysiną brał wczoraj ślub”. Starszy pan! Miałem wtedy 28 lat, choć włosów rzeczywiście niewiele. Redaktor Ciszewski potem mnie przeprosił.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Edward AmbrosiewiczUżytkownik anonimowy
~Edward Ambrosiewicz :
No photo~Edward AmbrosiewiczUżytkownik anonimowy
Kochany Trener i przyjaciel Szombierek Miałem z nim dobry kontakt zawsze Wprowadził mnie do dużej piłki po ciężkiej kontuzji w 1983 roku Teraz grając w Oldboys Szombierek gram również dla niego Jego powiedzenia w stylu " jak nie masz komu podać to podaj komu innemu" lub" ty gamoniam" przeszły do historii . Przykład Wspaniałego Trenera Dobrego człowieka ,który do końca życia będzie zakochany w piłce . Wiele dobrego by o Panu Peszke opowiadać Dziękuję za wszystko
8 mar 16 21:33 | ocena:67%
Liczba głosów:3
67%
33%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Synek z Metropolii Bobrek(Hajna).Użytkownik anonimowy
~Synek z Metropolii Bobrek(Hajna). :
No photo~Synek z Metropolii Bobrek(Hajna).Użytkownik anonimowy
Znam pana Henryka(Heinza)juz od40-tu lat kiedy sam gralem w "Oranvitach" na Bobrku.to chodzaca legenda Szobmbierek.Wspanialy czlowiek ktory razem z zona Krystyna teorza wspanialy taem.Zawsze jak jestem na Szombierkach z zona,to obowiazkowo do Krysi i Heinza na sniadanko i opowesci z naszej mlodosci.To wspaniale chwile i jak dlugo sie da bedziemy to kontynuowac.Pozdrowienia dla redakcji....pa.
6 mar 16 21:22 | ocena:100%
Liczba głosów:3
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~AndrewZielonyUżytkownik anonimowy
~AndrewZielony :
No photo~AndrewZielonyUżytkownik anonimowy
z panem Peszke widzimy się na każdym szpilu Zielonych, zawsze swoich rozmówców częstuje bombonami...czasem się zastanawiam jakie musi mieć głebokie kapsy bo każdy się z Nim wita i zamieni kilka słów
7 mar 16 08:37 | ocena:100%
Liczba głosów:3
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii