Wbrew przeciwnościom, czyli nowe otwarcie Szombierek

SZOMBIERKI BYTOM
 /  fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

W kontekście pojawiających się tu i ówdzie sugestii medialnych (i kibicowskich), że przy Cichej być może jedynym wyjściem z obecnej sytuacji (i zawirowań w Komisji ds. Licencji Klubowej) jest całkowity „reset”, czyli start od zera, „odgrzewamy” historie tych piłkarskich firm, które - po dramatycznych zwrotach - odrodziły się, choć nie zawsze już na takim poziomie, na jakim działały niegdyś.

Historia mistrza Polski z roku 1980 jest smutniejsza niż ta Piasta czy GieKSy, bo tutaj momentami brakowało dobrej woli „możnych”. W grudniu 2006 roku Szombierki Bytom zdecydowały się wycofać zespół z... okręgówki. - Był pomysł odbudowy seniorskiej piłki, ale zacząć chcieliśmy od młodzieży. Sprawy potoczyły się jednak zupełnie inaczej - mówi Andrzej Kajzer, ówczesny prezes TS Szombierki, a więc zarówno „grabarz” jednego zespołu, jak i „ojciec chrzestny” nowej drużyny.

 

W tym przypadku nie zakładano nowego klubu; dotychczasowe stowarzyszenie zredukowało jedynie koszty utrzymania ekipy w klasie okręgowej i rozpoczęło proces spłacania zadłużenia (ok. 500 tys. zł). - Nie myśleliśmy wtedy o „dorosłym” futbolu. Ale nagle... pojawiła się okazja, by do B-klasy zgłosić gotowy zespół - mówi nasz rozmówca.

 

Latem 2007 roku rozpadał się GKS Bobrek Karb, a Krzysztof Górecko i jego podopieczni - grający dotąd w okręgówce - szukali nowej „przystani”. A że był wśród nich (nieżyjący już dziś) Adam Smutek, członek zarządu Szombierek, „zaprosił” kolegów na Modrzewskiego. Tak silny team przez klasę B i A przeszedł jak burza. - Jakoś spinaliśmy budżet - dodaje Kajzer. - Czasem z własnych pieniędzy, częściej - z administrowania dwoma parkingami w dzielnicy, a także z prac zlecanych nam przez ówczesne władze miasta.


Te ostatnie wkrótce „dorzuciły” jeszcze klubowi „Jarmark Staroci”, który okazał się najlepszym źródłem finansowania. Prowadząc oszczędną politykę, bytomianie zawędrowali aż do III ligi (kilka lat wcześniej, po reaktywacji drużyny, Śląski ZPN odrzucił ich wniosek o przydział do IV ligi). - Ale kiedy stała się ona szczeblem centralnym, zadanie zapewnienia dalekich wyjazdów na Dolny Śląsk czy w Lubuskie było już ponad nasze siły - tłumaczy Andrzej Kajzer.

 

Dlatego niedawny spadek do IV ligi śląskiej nie był dla bytomian wielkim dramatem. Ważne, że Szombierki nie zginęły ze sportowej mapy kraju... - Ale wie pan, że nigdy nikt za ten fakt nam nie podziękował? Ani w mieście, ani z Śląskim ZPN-ie - nie bez goryczy mówi cytowany już były prezes bytomskiego klubu...

 

Z tej samej kategorii