„Rzetelny w piłkarskiej robocie” - mówił o nim sam Kazimierz Górski

Zygmunt wracał do domu ze spaceru. Na skwerku jakiś gość podbijał sobie piłkę; ot tak, dla zabawy. Spojrzał na męża, przerwał na chwilę popisy. „Pan się nazywa Maszczyk, prawda?” - zapytał. Po polsku. A kiedy uzyskał potwierdzenie, skinął głową i... wrócił do swojego zajęcia - ta opowieść pani Krystyny, żony Zygmunta Maszczyka, pokazuje dobitnie, że pamięć o jego piłkarskich wyczynach - przecież już sprzed ponad czterech dekad - jednak przekroczyła granice krajów i pokoleń.

Rzecz cała miała bowiem miejsce ledwie parę lat temu, tysiąc kilometrów od rodzinnych stron państwa Maszczyków, w niemieckim miasteczku Schalksmuehle. To tutaj od ponad 30 lat mieszka złoty i srebrny medalista igrzysk w Monachium i Montrealu, który do sukcesów olimpijskich dołożył jeszcze trzecie miejsce na mundialu w 1974 roku.

 

Ten ostatni...

Do postaci jednego z najwybitniejszych piłkarzy „Niebieskich” w historii wracamy nieprzypadkowo. „Lekkomyślna zabawa Błachny przy linii autowej zakończyła się odebraniem mu piłki, boczny sędzia sygnalizował pozycję spaloną chorzowian, lecz główny słusznie nie przerwał akcji i Maszczyk wolejem, znów ze sporej odległości, strzelił tak, że piłka odbiła się od wewnętrznej części słupka, lądując nieuchronnie w siatce”... - to cytat z relacji meczowej po potyczce Ruchu z Widzewem, rozegranej 21 sierpnia 1976 roku.

 

W niedzielę upływa 40 lat od ostatniego trafienia „Zygi” dla „Niebieskich”! Ogólnie dobył dla chorzowian - jak wyliczył skrupulatnie Andrzej Gowarzewski w encyklopedii piłkarskiej FUJI - 41 goli ligowych, zagrał w ekstraklasie - w ciągu ponad 12 lat - 310 spotkań. Miał niebagatelny wkład w trzy tytuły mistrzowskie, jakie w tym okresie zdobyli chorzowianie (1968, 1974, 1975). Nieco w cieniu klubowych kolegów, zwłaszcza tych od zdobywania goli; również i w reprezentacji nie rzucający się w oczy.

 

Siedmiu wspaniałych

Słowem - facet od czarnej roboty, którego jednak wspomniany Kazimierz Górski cenił szalenie. „Ma tę przewagę nad swoimi młodszymi kolegami, że jest solidny. Rzetelny w piłkarskiej robocie. Wiem, jakie zadania mogę mu powierzyć i wiem również to, że choćby się miał podpierać rzęsami, to je zrealizuje” - te słowa „trenera wszech czasów” w polskim futbolu przywoływano wielokrotnie zarówno w okresie największej chwały polskiej piłki, jak i wiele lat później.

 

Stanowią chyba najpiękniejszy pomnik, wystawiony Maszczykowi. Był zresztą Górski w swym zaufaniu do chorzowianina konsekwentny. Tylko siedmiu piłkarzy uczestniczyło w wymienionych wcześniej trzech „medalodajnych” imprezach: Kazimierz Deyna. Jerzy Gorgoń, Antoni Szymanowski, Lesław Ćmikiewicz, Grzegorz Lato, Kazimierz Kmiecik i właśnie Zygmunt Maszczyk. Ten ostatni z 20 meczów rozegranych podczas tych turniejów, zaliczył aż 17.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~ex trampkarzUżytkownik anonimowy
~ex trampkarz :
No photo~ex trampkarzUżytkownik anonimowy
Genialny piłkarz genialnych drużyn Ruchu i Polski.Szkoda,że często pomijany przy wspominaniu podstawowej jedenastki Górskiego.To wielki błąd i niesprawiedliwość.Człowiek od czarnej roboty.I te wspaniałe długie podania-wrzutki.Prawdziwa legenda w panteonie sław.Wszystkiego najlepszego Panie Zygmuncie.
21 sie 16 12:17 | ocena:100%
Liczba głosów:4
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii