30 lat temu finał PP GKS Katowice - Górnik Zabrze obejrzało blisko 55000 widzów.

1 maja 1986 roku Jan Furtok strzelił Górnikowi trzy gole na Stadionie Śląskim. GKS wygrał z mistrzem Polski 4:1.

GKS Katowice
 fot. monografia GKS Katowice  /  źródło: Materiał prasowy

Kiedy rok temu w finale Pucharu Polski Legia wygrała z poznańskim Lechem, na Stadionie Narodowym zasiadło 45322 widzów. 2 maja będzie podobnie, bilety na kolejny mecz z udziałem tych drużyn rozeszły się błyskawicznie.
Do rekordowej frekwencji na finale tych rozgrywek trochę jednak brakuje. Trzydzieści lat temu, 1 maja 1986 roku, finału PP na Stadionie Śląskim obejrzało blisko 55000 kibiców. Od tego czasu żaden mecz z udziałem dwóch polskich klubów nie miał takiej widowni. I niewiele wskazuje na to, by w najbliższych latach ten wynik został poprawiony.

 

Faworyt był jeden
Los sprawił, że w meczu decydującym o trofeum spotkały się dwa górnicze kluby, Górnik Zabrze i GKS Katowice. W tej sytuacji podjęto decyzję, że finał Pucharu Polski po latach wróci na największy i - wtedy - najważniejszy polski stadion, oddalony od Zabrza o 15 km, a od obiektu na Bukowej o... kilometr. Był to rok mistrzostw świata w Meksyku, więc rozgrywki ligowe zostały zakończone już w kwietniu. GKS skończył ligę na piątym miejscu, mistrzem po raz dwunasty w historii został Górnik Zabrze. - Tytuł wywalczyliśmy w Poznaniu po wygranej z Lechem. Nie było jednak mowy o balowaniu. Trener Kostka na to nie pozwolił, poza tym byliśmy najlepsi i chcieliśmy sięgnąć po dublet. Miejsce rozegrania meczu też działało na wyobraźnię, bo każdy z nas wychował się na wielkich meczach Górnika rozgrywanych na Stadionie Śląskim. Była okazja uczestniczyć w czymś wyjątkowym... - wspomina Marek Majka, wtedy pomocnik drużyny z Roosevelta, który w finale PP grał trzy razy. I zawsze przegrywał. Dwa razy w barwach Piasta Gliwice i raz z Górnikiem.

 

Faworyt finału był jeden. Górnik wtedy „rządził i dzielił” w lidze. W 1985 roku wywalczył mistrzostwo, a w kolejnym – po transferach Jana Urbana i Andrzeja Iwana - był jeszcze silniejszy. W pięciu ostatnich meczach ligowych drużyna z Roosevelta nie straciła nawet gola, a w spotkaniu w zasadzie rozstrzygającym o mistrzostwie nie dała szans Legii, wygrywając 3:0 w Zabrzu w obecności blisko 30000 kibiców. - Po tym meczu już nic nie mogło nas zatrzymać, choć tego dnia straciliśmy Andrzeja Iwana, który doznał poważnej kontuzji – dodaje Józef Dankowski, w 1986 środkowy defensor Górnika. Klub z Roosevelta wygrywał mecz za meczem, a GKS w lidze się męczył. Trzy ostanie mecze to remis i dwie porażki – Bałtyk Gdynia strzelił „GieKSie” cztery gole, lepsza była też przeciętna Stal Mielec. Nic nie wskazywało na to, że klub z Bukowej może zagrozić wielkiemu rywalowi, choć warto odnotować, że rok wcześniej GKS też grał w finale, który przegrał po rzutach karnych z silnym Widzewem Łódź.

Komentarze (8)

Napisz komentarz
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
30 lat temu liga miała pewien poziomi grali prawie sami Polacy a teraz to zgliszcza.
1 maja 16 10:14 | ocena:92%
Liczba głosów:12
92%
8%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~GregUżytkownik anonimowy
~Greg :
No photo~GregUżytkownik anonimowy
To były piękne czasy,początek wielkiej GieKSy
1 maja 16 15:00 | ocena:86%
Liczba głosów:14
86%
14%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Boloadam75Użytkownik anonimowy
~Boloadam75
No photo~Boloadam75Użytkownik anonimowy
do ~Ts:
No photo~TsUżytkownik anonimowy
1 maja 16 10:47 użytkownik ~Ts napisał
A kogo to wogóle interesuje.
Zapewne Ciebie.Przecież przeczytałeś ten artykuł i dodałeś komentarz.Co prawda prostacki,ale jest ! :)
2 maja 16 10:15 | ocena:100%
Liczba głosów:5
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii