Wodzu, prowadź! Przed nami ostatni krok ku finałom mistrzostw świata

Armenia - Polska
 fot. Paweł Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

Jeszcze jeden! - tak wyglądał tytuł na okładce „Sportu” po czwartkowym meczu w Erywaniu. Do pewności wyjazdu na mundial wciąż brakuje nam jeszcze jednego punktu; z dużym prawdopodobieństwem założyć trzeba, że nikt za nas tej sprawy nie załatwi.

Owszem, irracjonalnie liczyć możemy na spektakularny występ Rumunów w Kopenhadze - i urwanie przez nich punktów Duńczykom, czyli jedynej ekipie mogącej nas wyprzedzić w wyścigu do Rosji. Zdecydowanie mądrzej i rozważniej jest po prostu liczyć na siebie. Tym bardziej, że po 6:1 w Armenii reprezentanci są owym wynikiem uskrzydleni. Przede wszystkim zaś na ich czele stoi lider już nie tylko tej drużyny, ale - dla współczesnego pokolenia kibiców - gracz najlepszy w historii rodzimego futbolu!

 

Fantastyczna pięćdziesiątka. Ale dwie - jeszcze lepsze!

Robert Lewandowski - o czym od czwartkowego wieczoru trąbi już nie tylko cała Polska, ale i cały piłkarski świat, witając go - na przykład internetowymi memami - w ekskluzywnym gronie tych snajperów, którzy dla swej reprezentacji narodowej zdobyli co najmniej 50 bramek. A skoro „walnął pięćdziesiątkę” - jak obrazowo zauważył w czwartek Tomasz Hajto - cóż stoi na przeszkodzie, by sięgnął i po „setkę”?! Patrząc na jego dokonania strzeleckie w ostatnich latach i zestawiając je z jego wiekiem, myśl taka całkowicie abstrakcyjna nie jest. - Robert? Wykonuje fantastyczną pracę. Już zapisał się na stałe do historii naszego futbolu. A przecież nie powiedział jeszcze ostatniego słowa! - czyżby Adam Nawałka, wypowiadając te słowa, też sięgał wzrokiem tam, gdzie niewyobrażalne?

 

Radość z podawania

Na razie jednak dla „Lewego” osiągnięcia indywidualne muszą zejść na dalszy plan. Najważniejsza jest niedziela i mecz z Czarnogórą. A nie może być inaczej: oczy 55 tysięcy ludzi na trybunach i kilku milionów wpatrzone będą właśnie w niego i tylko w niego! Zresztą tak naprawdę kapitan mierzyć się z tym wyzwaniem musi w samej kadrze. - Cieszę się, że mogę grać z nim w jednym zespole, podawać mu piłki - mówił po meczu w Erywaniu Kamil Grosicki, który przecież zagrał spotkanie niegorsze od Roberta Lewandowskiego. A jednak „czapkuje” mu nawet w takiej chwili. - Dzień przed meczem porozmawialiśmy sobie w cztery oczy. O czym? Niech to zostanie między nami. Ale było warto...

 

Robert Lewandowski ugrał już w futbolu bardzo wiele. - To profesjonalista w każdym calu, który dokonaniami snajperskimi przewyższa Bońka, Szarmacha czy Deynę - oceniał na naszych łamach Janusz Kupcewicz. Ale on - medalista mistrzostw świata - przypominał zarazem ważną prawdę. - Brakuje mu jednak na razie jeszcze jednego: osiągnięć z reprezentacją.

 

No właśnie; tak jak - by przywołać tu głośny wywiad dla „Spiegla” - kapitan biało-czerwonych wciąż głodny jest sukcesów klubowych i nie waha się krytykować klubowej polityki ograniczającej szansę na owe sukces, tak zapewne „uwiera” go też ów brak w CV mundialowych gier. Nie ma więc żadnych wątpliwości, że w chwili, gdy jesteśmy tak blisko kwalifikacji do finałów MŚ („jeszcze jeden”...), będzie pierwszym, który kolegom z kadry wybije ewentualne chęci przedwczesnego świętowania awansu. Trzeba go najpierw podnieść z murawy PGE Narodowego

 

A zatem: wodzu, prowadź! Najpierw na niedzielną bitwę warszawską, a potem - pod mury Kremla!

 

„Lewy” w liczbach

0,31 - taką średnią gola na mecz w kadrze miał „przed epoką” Adama Nawałki na selekcjonerskim stołku (18 w 58 spotkaniach)

1  - tyle (średnio) goli zdobywa w reprezentacji narodowej za kadencji Adama Nawałki (32 w 32 występach)

62,5 - tyle procent goli zdobytych przez reprezentację Polski w tych eliminacjach jest jego autorstwa (15 z 24)

70 - tyle procent bramek strzelonych dla biało-czerwonych zdobył on w meczach o punkty (35 z 50)

Z tej samej kategorii