Henryk Kasperczak: Nie ma co kalkulować

- Pierwszy koszyk nie musi oznaczać, że jest się w bardzo dobrej sytuacji. Wystarczy tylko popatrzeć, jakie reprezentacje są w pozostałych. Lepiej uniknąć gry z takimi zespołami, jak Hiszpania czy Anglia - mówi były reprezentant Polski, a do niedawna selekcjoner reprezentacji Tunezji.

GERMANIA - WISLA
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

MICHAŁ ZICHLARZ: Ma pan przed dzisiejszym losowaniem jakąś grupę marzeń?

HENRYK KASPERCZAK: - Marzenia... trzeba odłożyć na bok, a powiedzieć sobie wprost, że każde losowanie jest trudne. Mamy do czynienia z najlepszymi drużynami na świecie, wśród których nie ma słabeuszy.

 

Wśród najlepszych nie zobaczymy wielu silnych drużyn, jak choćby mistrzów kontynentu: Chile czy Kamerunu…

HENRYK KASPERCZAK: - I Włochów! Te wymienione przez pana kraje to rzeczywiście reprezentacje, które mają swoją piłkarską tradycję i nieraz z dobrej strony pokazały się w mistrzostwach. Zresztą jeżeli chodzi o Afrykę, to nie ma też paru innych silnych zespołów, jak Ghana, Algieria czy Wybrzeże Kości Słoniowej. Niespodzianki zawsze są i będą.

 

Czy - patrząc na to, że awansowały takie reprezentacje, jak Islandia czy Panama, a nie ma wielu uznanych piłkarsko nacji - można powiedzieć, że przyszłoroczny mundial będzie mundialem niespodzianek?

HENRYK KASPERCZAK: - Islandia owszem, ale Panama??? Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że Panamczycy awansowali kosztem USA! To naprawdę niesamowita sprawa. Mnie przypomina się reprezentacja Haiti, z którą graliśmy na mistrzostwach w 1974 roku i wysoko wygraliśmy, no ale oni baty zbierali wtedy od wszystkich. Takie reprezentacje mogą sprawić niespodziankę w jednym meczu, ale na dłuższą metą - już nie.

 

Kogo w takim razie w takim losowaniu lepiej uniknąć? Reprezentacji ze Starego Kontynentu czy tych pozaeuropejskich?

HENRYK KASPERCZAK: - Pierwszy koszyk nie musi oznaczać, że jest się w bardzo dobrej sytuacji. Wystarczy tylko popatrzeć, jakie reprezentacje są w pozostałych. Lepiej uniknąć gry z takimi zespołami, jak Hiszpania czy Anglia. Jeśli miałbym wybrać jakiś wariant, patrząc na podział drużyn na poszczególne koszyki, to wybrałbym grupę z Peru, Iranem i Panamą.

 

Pana oczekiwania względem biało-czerwonych w Rosji?

HENRYK KASPERCZAK: - Trzeba się cieszyć z udanych eliminacji, ale... teraz to już zamknięta karta. Z pokorą trzeba podejść do wszystkiego i jak najlepiej przygotować się do samego turnieju. Dwa ostatnie towarzyskie mecze z Urugwajem i Meksykiem pokazały, że trzeba robić wszystko, żeby kluczowi zawodnicy reprezentacji - oczywiście z Lewandowskim na czele - byli zdrowi. Grosicki, który ostatnio zrobił wielkie postępy; przeżywający drugą młodość Błaszczykowski;dochodzący do siebie Krychowiak czy Glik - wszyscy muszą latem być w pełni zdrowia i formy. Co do bramkarzy - tu akurat nie ma problemów. To baza tego zespołu, na tych piłkarzach trzeba wszystko oprzeć. Owszem, rezerwy narodowego zespołu mogą się jeszcze „dotrzeć”, ale polegać trzeba na sprawdzonych graczach. Ja mam nadzieję, że pokażą się tacy zawodnicy, jak Zieliński czy Wolski, bo to piłkarze, którzy mają papiery na granie; wiem, bo też byłem pomocnikiem. Muszą się jednak dobrze przygotować, być w formie, no a przede wszystkim zdrowi.

 

Czy reprezentacja prowadzona przez Adama Nawałkę może nawiązać do waszych sukcesów z lat 70.?

HENRYK KASPERCZAK: - To inne czasy, inne wymogi, inna sytuacja. Nie da się tego porównać. Ja myślę tak: celem najważniejszym jest wyjście z grupy. To też słyszy się od trenera, prezesa, takie sygnały idą z mediów. A jak już się awansuje do kolejnej fazy, to... nadzieje wzrastają. Tak było podczas ostatnich mistrzostw Europy, gdzie... mogliśmy nawet wygrać cały turniej! Bo po wyjściu z grupy wszystko może się zdarzyć. Liczy się forma, jakie kto ma samopoczucie w danym dniu. Nie powiem, że jest łatwiej, bo jakość zespołów na kolejnych etapach jest coraz wyższa. Ale decyduje już tylko jedno spotkanie, a w nim - czasem szczęśliwy przypadek.

 

Jak wy, piłkarze, przed mundialem w 1974 roku, przyjęliście wyniki losowania?

HENRYK KASPERCZAK: - To media tworzą swoje prognozy. Nie za bardzo wtedy kalkulowaliśmy, nie zastanawialiśmy się na tym, z kim przyjdzie nam zagrać. Jak okazało się, że na mundialu 1974 zagramy z Włochami i Argentyną, to wszyscy mówili, że nie mamy najmniejszych szans. Jak się jednak okazało, piłka na boisku wszystko zweryfikowała. Generalnie zawodnicy wiedzą, co ich czeka w takim turnieju, i nie „gdybają”. Ci obecni - też. Pewnie lepiej byłoby im zagrać z Iranem niż Danią czy Szwecją, ale... to też przecież niewygodny rywal. Kibice nie patrzą przecież na to, jakie rozgrywki są w Iranie, ilu piłkarzy z tego kraju gra w Europie.. Z pokorą trzeba podejść do każdego rywala i każdego meczu.

 

Wróćmy do przeszłości. W mistrzostwach świata w Argentynie w 1978 roku trafiliście do grupy m.in. Meksykiem i Tunezją. Jakie było nastawienie?

HENRYK KASPERCZAK: - Wszyscy myśleli, że będzie łatwo, a potem okazało się, że Tunezja była bliska pokonania Niemców, a mogła też wygrać z nami. Jak powiedziałem: nie ma słabeuszy w takim turnieju, jak mundial.

 

Chciałem jeszcze zapytać o losowanie MŚ 1998 roku, gdzie przecież pojechał pan jako szkoleniowiec z reprezentacją Tunezji. Trafiliście do grupy z Anglią, Kolumbią i Rumunia. Jak przyjęto wtedy wyniki losowania?

HENRYK KASPERCZAK: - Wiadomo była, że grupa jest silna i nie będzie łatwo. Anglia - wiadomo; do tego silna jak zawsze Kolumbia i Rumunia, jeszcze z Hagim.

 

Realistycznie można było założyć, że ciężko będzie z takiej grupy wyjść, tymczasem po dwóch porażkach - z Anglią 0:2 i Kolumbią 0:1 - działacze podziękowali panu za pracę...

HENRYK KASPERCZAK: - Już przed mistrzostwami świata podpisałem kontrakt z Bastią. Dlaczego? Bo obawiałem się o pracę. Nie chciałem czekać na okres po mistrzostwach, a tymczasem Tunezyjczycy chcieli przedłużać umowę ze mną ewentualnie już po mundialu - zależnie od wyniku. Z Anglią przegraliśmy zasłużenie, natomiast z Kolumbijczykami niewiele brakowało, żebyśmy zwyciężyli. Była wtedy szansa, ale potoczyło się inaczej i w kolejnym spotkaniu z Rumunią kadrę prowadził już mój asystent.

 

Nie sposób nie zapytać pana o reprezentacje z Afryki, które zagrają w Rosji. Kto z kwintetu: Nigeria, Senegal, Maroko, Egipt, Tunezja jest najmocniejszy?

HENRYK KASPERCZAK: - Cały czas myślę o Nigerii. To zespół o niesamowitym potencjale. Mieli trudniejszy okres przez kilka lat, ale wychodzą z tego. Mają teraz nową generację piłkarzy i mogą coś zrobić. Jest też mocny Senegal. Piłkarze stamtąd grają w dobrych europejskich klubach, a perspektywiczny zespół ma też Maroko. Te drużyny mogą sprawić niespodziankę.

 

W zakończonych eliminacjach mistrzostw świata zdobył pan 6 z 14 punktów, które wywalczyli Tunezyjczycy. Ktoś z federacji podziękował panu za awans?

HENRYK KASPERCZAK: - Na razie nie, ale… może ktoś podziękuje? Mam bardzo wielki żal o to, co się wydarzyło. Miałem w planach wyjazd na mundial w roli trenera, stało się jednak inaczej. Nie chcę i nie mogę jednak o tym mówić. Co do ewentualnych szans Tunezyjczyków; uważam, że... będzie im trudno.

 

Kto jest faworytem przyszłorocznego mundialu? Ponownie zatriumfuje Europa?

HENRYK KASPERCZAK: - Tak, ale myślę, że dołączą się też do tego silne reprezentacje z Ameryki Południowej. Zawsze mocna jest Brazylia. Argentyna miała swojej problemy, ale w końcu też zagra w finałach. Do tego nie można zapomnieć o Kolumbii czy Meksyku. Dobrych zespołów nie brakuje.

Z tej samej kategorii