Wszystkie wcielenia Borubara

2013.09.06 POLSKA - CZARNOGORA
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Bramkarzem był znakomitym już dekadę temu. Poza boiskiem radził sobie różnie. Kiedy jednak zapytano go jakim jest człowiekiem, dobrym czy zepsutym, odpowiedział bez chwili namysłu: - Zepsutą mam tylko siódemkę…

To będzie jego wieczór - już w piątek, na PGE Narodowym w Warszawie. Bluzę z białym orłem na piersi ubierze po raz ostatni w karierze. Wraca do reprezentacyjnej bramki po blisko roku przerwy. Poprzednim razem stał w niej 14 listopada 2016 roku, w meczu ze Słowenią rozegranym we Wrocławiu.

 

Piątkowe spotkanie z Urugwajem zostanie przerwane w 44. minucie. Oczy wszystkich zwrócone wtedy zostaną na jednego człowieka. Artur Boruc zejdzie ze sceny tak, jak schodzą z niej bohaterowie. Światła, kamery, owacja na stojąco. Może również łzy, choć akurat ta kwestia pozostaje otwarta. Z drużyną narodową żegna się przecież postać niezłomna…

 

Gladiator
Żaden inny bramkarz nie rozegrał w reprezentacji Polski więcej meczów niż on (64). Zaufaniem pięciu kolejnych selekcjonerów cieszył się w sumie przez 10 lat. Debiut w kadrze zaliczył wiosną 2004 roku u Pawła Janasa. Dwa lata później dowiedział się, że jedzie na mundial do Niemiec zamiast Jerzego Dudka, który wtedy – rok po kosmicznym finale Ligi Mistrzów w Stambule – wydawał się kimś nietykalnym. Boruc wracał akurat ze sklepu z reklamówką piwa, gdy z okna radosną nowinę wykrzyczał mu nieżyjący już dzisiaj ojciec.

 

Zarówno na tamtych mistrzostwach świata, jak i dwa lata później podczas finałów Euro 2008 chóralnie pialiśmy z zachwytu nad popisami zawodnika, którego od tej pory nikt nie śmiał nazywać inaczej jak tylko „Król Artur”. Na murawie wyczyniał bowiem cuda, fenomenalnie spisując się zwłaszcza w sytuacjach sam na sam. To wtedy ówczesny prezydent, Lech Kaczyński, przejęzyczył się zabawnie, chwaląc fantastyczną postawę… Borubara. Po kontynentalnym czempionacie Zbigniew Boniek oznajmił, że mieliśmy w ekipie tylko jednego piłkarza klasy światowej - Boruca. Nie było to odkrycie epokowe, bowiem już rok wcześniej włoska „La Gazetta dello Sport” obwołała go trzecim bramkarzem świata.

 

Muskuły prężył jednak nie tylko na murawie. Wiosną 2007 roku skutecznie stanął w obronie trojga Polaków zaatakowanych w Glasgow przez grupę pijanych chuliganów. Wśród uratowanych przez niego osób była kobieta w zaawansowanej ciąży. Za ten czyn został uhonorowany specjalnym wyróżnieniem przez Polski Komitet Olimpijski.

 

Agresor
Jego biografia nie jest jednak cukierkowa. W rolę anioła wcielał się bowiem tylko sporadycznie. Rogaty skrawek swojej duszy zaczął demonstrować właśnie w Szkocji, gdzie przeprowadził się w 2005 roku po podpisaniu kontraktu z Celtikiem (za jego transfer Legia Warszawa zarobiła wówczas 1,5 mln euro). Najczęściej wdawał się w konflikty z fanami lokalnego rywala, czyli ekipy Rangers. Miały ono tło wyznaniowe – oni protestanci, on katolik z zespołu dopingowanego przez katolików. Prowokował na różne sposoby – demonstracyjnie wykonywany znak krzyża, wysunięty środkowy palec - ale któregoś dnia przekroczył rubikon, pokazując w trakcie derbów koszulkę ze zdjęciem Jana Pawła II i napisem „God bless the Pope”. Kolejne kary finansowe nie robiły jednak na nim większego wrażenia.

 

Zdarzało się, że nie oszczędzał też kolegów z drużyny. Jego najsłynniejsza boiskowa scysja to ta z udziałem Lee Naylora. Tuż po gwizdku na przerwę Polak złapał partnera za gardło, niezadowolony z jego boiskowej postawy. Sytuację uratowała interwencja pozostałych zawodników, którzy uwolnili nieszczęśnika ze stalowego uścisku. Przy innej okazji nikt nie zdążył jednak pomóc Aidenowi McGeady’emu, któremu w szatni Boruc podbił oko w odpowiedzi na zarzut nadmiernej tuszy.

 

Kiedy jednak zapytano go jakim jest człowiekiem, dobrym czy zepsutym, odpowiedział bez chwili namysłu, niczym znudzony pacjent na fotelu u dentysty: - Zepsutą mam tylko siódemkę…

 

Z tej samej kategorii