Trójka zamiast czwórki

Polska - Czarnogora
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Ilość straconych bramek w eliminacjach pokazuje, że nasza gra w defensywnie wymaga korekt, a pomysłem na uszczelnienie obrony reprezentacji Polski jest dodanie do wyjściowego ustawienia jednego środkowego obrońcy.

Od czasu, kiedy cztery lata temu selekcjonerem reprezentacji Polski został Adam Nawałka, ustawienie naszego narodowego zespołu jest – praktycznie – niezmienne. Wszystko zależy od tego, czy... zdrów jest Arkadiusz Milik. Kiedy piłkarz Napoli i ulubieniec trenera jest obecny na zgrupowaniach i gra, wówczas współtworzy parę napastników z Robertem Lewandowskim, a Nawałka posługuje się klasycznym ustawieniem 4-4-2. Kiedy jednak Milika brakuje, a w ciągu ostatniego roku przytrafiły mu się dwie bardzo poważne kontuzje, gramy 4-2-3-1. Która z tych opcji jest lepsza? Trudno powiedzieć, chociaż wiadomo, że lepiej, kiedy Milik jest do dyspozycji trenera. Przed meczami z Urugwajem i Meksykiem poważną dyskusję w mediach wzbudziło jeszcze jedno rozwiązanie.

 

Trzeba wzmocnić tyły
Z pomysłem na inne niż zwykle ustawienie Adam Nawałka nosił się, podobno, od dłuższego czasu. Na konferencji prasowej przed dzisiejszym starciem potwierdził przypuszczenia dziennikarzy. - Widać było ostatnio, w niektórych fazach naszej gry, błędy. Nad tym będziemy pracować. I dlatego przygotowaliśmy materiał z trójką obrońców. Chcemy pracować nad bardzo płynnym przejściem z trójki na czwórkę – powiedział nasz selekcjoner, co oznacza, że będzie testował ustawienie 3-5-2, czyli z trójką środkowych defensorów i wahadłowymi zawodnikami w bocznych sektorach boiska. O tym, że z grą defensywną naszej drużyny nie jest najlepiej mogliśmy się przekonać w eliminacjach. Straciliśmy w nich bowiem aż 14 bramek, a lepsze pod tym względem były trzy drużyny z naszej grupy: Dania, Czarnogóra i nawet Rumunia. Tylko w dwóch meczach, z Rumunią na wyjeździe i Kazachstanem u siebie, zachowaliśmy czyste konto. W przeciwieństwie do Euro 2016, podczas którego straciliśmy jedynie dwa gole z gry, nasza defensywa nie stanowiła monolitu, mimo kilku rozwiązań personalnych. Spośród wszystkich zwycięzców grup straciliśmy zdecydowanie najwięcej bramek. Na drugim miejscu w tej niechlubnej klasyfikacji znaleźli się Serbowie, którym wbito 10 goli. W sumie aż trzydzieści drużyn europejskich kwalifikacji do mundialu straciło mniej bramek, niż nasza drużyna. Bezwzględnie trzeba coś z tym zrobić i stąd rozwiązanie na grę z trzema środkowymi obrońcami. Mniejsza, przynajmniej na razie, o personalia. Na początek zawodnicy muszą pojąć i przyswoić nową taktykę.

 

„Lewy” da sobie radę
Dlaczego teraz, po czterech latach od objęcia stanowiska, Nawałka decyduje się na rewolucyjną zmianę? Bo wcześniej nie było czasu. Najpierw trener poznawał specyfikę pracy na stanowisku selekcjonera. Później przyszło nam się długo i wytrwale bić o awans na Euro 2016, a każdy punkt był na wagę złota, bo jeden stracony mecz mógł skończyć się przykładowo barażami. Następnie przyszedł sam turniej, a tuż po nim bój o wyjazd na mistrzostwa świata. W ten sposób dotarliśmy do listopada 2017 roku i za nieco ponad pół roku jedziemy do Rosji. A tam nie będzie zespołów, z którymi łatwo będzie można wygrać mecz tracąc w nim dwie lub więcej bramek. Dlatego trzeba coś wymyślić.

 

Z pewnością ktoś w tym miejscu zapyta, a co z atakiem? Bo skoro wzmacniamy defensywę, to – siłą rzeczy – musimy osłabić się ofensywę. Wydaje się, że nie można w ten sposób stawiać sprawy. Bo wystarczy, że po bokach obrony biegać będą dobrze usposobieni Maciej Rybus i Łukasz Piszczek. Obaj doskonale wiedzą, o co chodzi w grze do przodu, bo przecież „Piszczu” był niegdyś napastnikiem, a „Rybka” grał we wstępnym etapie swojej seniorskiej kariery jako skrzydłowy. Nie trzeba się zatem zamartwiać również z tego powodu, że doskonale wszyscy zdajemy sobie sprawę, że atak naszej reprezentacji, to Robert Lewandowski. A on, z pewnością, da sobie radę, czego już nie raz byliśmy świadkami.

 

Z tej samej kategorii