Kiermasz dublerów, czyli królestwo za dżokera

Kto trzecim bramkarzem biało-czerwonych w kadrze na mundial? W selekcjonerskim notesie Adama Nawałki to dzisiaj jeden z największych znaków zapytania. Najnowsza historia uczy, że również jeden z najważniejszych…

Polska - Kazachstan
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

O niebanalnej sile polskiej bramki nikogo przekonywać nie trzeba. Stan posiadania mamy na tyle bogaty, że pozazdrościć nam może selekcjoner w zasadzie każdej ekipy, która w czerwcu przystąpi do finałów mistrzostw świata. Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański to gwarancja niezawodności nawet wobec najbardziej ekstremalnych wyzwań. Pytanie – kto będzie tym trzecim? W tej roli na finały Euro 2016 poleciał Artur Boruc. Po jego pożegnaniu mamy w kadrze wakat.
Grono kandydatów wąskie nie jest. Problem jednak w tym, że nie każdy z nich regularnie wybiega na boisko. Z grupy pięciu proponowanych przez nas golkiperów mianem klubowego numeru jeden cieszy się tylko dwóch. Wydawać by się mogło, że na niewiele ponad cztery miesiące przed godziną zero nie jest to kwestia fundamentalna. Ale tylko z pozoru. Wystarczy przypomnieć, że w dwóch ostatnich wielkich turniejach z udziałem reprezentacji Polski pierwszoplanowe role między słupkami odgrywali nominalni dublerzy…

 

W cieniu Alissona
Łukasz Skorupski, AS Roma, 26 lat. Dlaczego akurat on miałby być tym trzecim? Skupiają się na nim dwa bardzo silne instynkty, które w sporej mierze determinują decyzje selekcjonera. Po pierwsze – jest graczem Serie A, do której Adam Nawałka ma słabość. Po drugie – emigrował z Górnika Zabrze, czyli z klubu darzonego przez szefa kadry wielkim sentymentem. Przy Roosevelta obaj panowie współpracowali przez trzy sezony, znają się zatem doskonale. Nie miałoby to jednak większego znaczenia, gdyby Skorupski nie rozwinął się znakomicie już na Półwyspie Apenińskim, gdzie wybył latem 2013 roku.
Obecnie jest drugim bramkarzem Romy, ustępując miejsca między słupkami znakomicie dysponowanemu Alissonowi. Brazylijczyk w tym sezonie prezentuje taką dyspozycję, że na włodarzach rzymskiego klubu nie robią wrażenia transferowe oferty sięgające 50 mln euro – a taką wystosował niedawno Liverpool. Polak zna jednak swoją wartość i cierpliwie czeka na swój czas. Na zaufanie sztabu szkoleniowego kadry zapracował jeszcze w poprzednim sezonie, gdy jako gracz Empoli niejednokrotnie wybierany był najlepszym golkiperem kolejki. Powołania na mecze eliminacji MŚ odbierał regularnie i nic nie wskazuje na to, by w najbliższych miesiącach miał wypaść z najwęższej orbity zainteresowań selekcjonera.

 

Inwestycja w złoto
Tomasz Loska, Górnik Zabrze, 22 lata. Jeden z najjaśniejszych punktów rewelacyjnego jesienią beniaminka. Kiedy w 2010 roku Adam Nawałka przejmował Górnika Zabrze, on był jeszcze juniorem Gwarka Ornontowice. Dzisiaj broni w młodzieżowej reprezentacji Polski i walczy o tytuł mistrza kraju. Bramkarscy eksperci są zgodni, że tak harmonijnie rozwijającego się golkipera nie mieliśmy na rodzimym podwórku od bardzo dawna. Jeśli dostrzega to również selekcjoner, w maju może nie zawahać się przy umieszczeniu nazwiska Loski w mundialowej kadrze. Potraktuje swój wybór jako doskonałą inwestycję w przyszłość drużyny narodowej – a to jeden z tych argumentów, które obalić najtrudniej.

 

Krok od elity
Bartosz Białkowski, Ipswich Town, 30 lat. Od obecnego sztabu kadry szansy jeszcze nie dostał, ale ma jeden niezaprzeczalny atut – niepodważalne miejsce w wyjściowej jedenastce drużyny klubowej. W tym sezonie opuścił zaledwie trzy spotkania. Gra o stawkę regularnie w silnej lidze, za jaką od lat uchodzi Championship. Poziom rozgrywkowy nie ma tu jednak nic do rzeczy. Na imprezy rangi mistrzowskiej ruszali już przecież zawodnicy, którzy chwilowo znajdowali się poza elitą – Paweł Kryszałowicz, Marek Koźmiński czy ostatnio Thiago Cionek.
Tej zimy Białkowski był zresztą tylko od krok od Premier League. Wydawało się, że jedną nogą jest już w Crystal Palace, ale na przeszkodzie stanęły wymagania finansowe jego obecnego pracodawcy – za Polaka zażądano bowiem okrągłych 4 mln funtów. Tym samym nie spełni się sen, który były reprezentant młodzieżówki zna na pamięć od 13 lat, czyli od momentu pojawienia się na Wyspach Brytyjskich. Znów nie udało mu się wyrwać z bezpośredniego zaplecze angielskiej ekstraklasy, ale przecież… tej wiosny do zrealizowania pozostaje jeszcze jedno wielkie marzenie. Adam Nawałka udowodnił niejeden raz, że widzi więcej niż z pozoru może się wydawać.

 

Skreślony na starcie?
Rafał Gikiewicz, SC Freiburg, 30 lat. Mistrz Polski AD 2012 ze Śląskiem Wrocław dla części kibiców zniknął z radarów jakiś czas temu i nagle… pojawił się w świetle jupiterów Bundesligi. Zadebiutował w niej dwie kolejki wstecz, zastępując kontuzjowanego kolegę w trakcie spotkania z RB Lipsk. W wyjazdowej potyczce z Borussią Dortmund zaliczył już pełne 90 minut. W obu spotkaniach puścił w sumie trzy bramki, ale nikt nie żywił do niego pretensji. Freiburg z nim między słupkami najpierw wygrał, a potem zremisował na bardzo trudnym terenie. Polak okazał się solidnym zmiennikiem i stanął na wysokości zadania. Mimo to panuje przekonanie, że za moment wróci na ławkę rezerwowych. Do zdrowia wraca bowiem wychowanek klubu, Alexander Schwolow. Pozytywny sygnał w stronę selekcjonera został jednak wysłany. A w futbolu jak w życiu – wszystko zaczyna się od zalążka.

 

Bohater (nie)zapomniany
Przemysław Tytoń, Deportivo La Coruna, 31 lat. Jego obecność w tym kwintecie może budzić kontrowersje. Chodzi przecież o zawodnika, który w klubie stał się właśnie bramkarzem… numer pięć. Fatalne notowania w Galicji miał już od dawna, ale cały czas łudził się, że zapracuje choćby na miano pierwszego zmiennika. Otrzymaną szansę skrewił jednak doszczętnie – w tym sezonie zagrał po razie w lidze i krajowym pucharze, w obu spotkaniach wpuszczając po cztery gole.
Deportivo pozyskało właśnie ukraińskiego golkipera, Maksyma Kowala, co najbliższą przyszłość Polaka rysuje w wybitnie czarnych barwach. Próby jego sprzedaży od półtora roku kończą się niepowodzeniem.
Światło nadziei jeszcze jesienią palił tylko selekcjoner, konsekwentnie powołując zawodnika nawet na decydujące spotkania kwalifikacyjne. I kto wie, czy nie pozostanie konsekwentny. Wygląda na to, że nie chce zapomnieć niecodziennego wyczynu z inauguracji Euro 2012. Tytoń wszedł wówczas na murawę w trakcie meczu z Grecją i od razu obronił rzut karny, wprawiając naród w stan euforii. Miał prawo wtedy uwierzyć, że tych kilka magicznych chwil zbuduje jego niezłomność na lata…

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JontekUżytkownik anonimowy
~Jontek :
No photo~JontekUżytkownik anonimowy
Loska hahahaha proste że Białkowski gra itp!
4 lut 10:13 | ocena:67%
Liczba głosów:3
33%
67%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii