To jest droga w dobrym kierunku

Kamil Wilczek
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Jest spora szansa, że pochodzący z Wodzisławia Śląskiego Kamil Wilczek, pojedzie do Rosji na mistrzostwa świata.

W historii polskiego futbolu raz się złożyło, że na mundial pojechał piłkarz z Wodzisławia. Przed turniejem w Korei i Japonii sensacyjne powołanie otrzymał czołowy piłkarz Odry i ekstraklasy, Paweł Sibik. Wszedł na boisko pod koniec wygranego 3:1 spotkania z USA, które kończyło przygodę biało-czerwonych z MŚ 2002. Śladem jednego z najlepszych piłkarzy Odry może pójść wychowanek Wodzisławskiej Szkoły Piłkarskiej, Kamil Wilczek.
Na początku sezonu 29-letni napastnik miał trudny moment. Stracił bowiem miejsce w wyjściowej jedenastce czołowego klub Danii. Teraz ponownie gra w wyjściowym zestawieniu Broendby, trafiając do siatki lidze i w rozgrywkach o puchar kraju.
- Moja sytuacja jest lepsza niż przed poprzednim zgrupowaniem kadry, kiedy nie grałem regularnie. Wywalczyłem miejsce w pierwszym składzie, więc wszystko idzie w dobrym kierunku. Muszę pokazywać selekcjonerowi, że zasługuję na powołanie. Robię wszystko, by ponownie znaleźć się na zgrupowaniu kadry. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko pokazywać się w rozgrywkach ligowych i ciężko pracować - podkreśla Wilczek.
Doświadczony piłkarz ma na koncie dwa występy w narodowych barwach. Jesienią zeszłego roku zagrał przeciwko Armenii (2:1) oraz w towarzyskim spotkaniu ze Słowenią (1:1). W niedzielę, wraz z kolegami z reprezentacji, cieszył z awansu na mundial. - Wygraliśmy z Czarnogórą, jedziemy do Rosji i jest wielka euforia. Jest czas na świętowanie, ale zaraz przyjdzie czas na pracę, bo przecież przed nami mecze ligowe. Muszę w nich robić wszystko, by grać, strzelać bramki i otrzymać kolejne powołanie - podkreśla.
Być może Wilczek swoją szansę dostanie w listopadowych meczach towarzyskich przeciwko Urugwajowi w Warszawie i Meksykowi w Gdańsku. Na razie jednak musi się skupić na najbliższym ligowym spotkaniu przeciwko Silkeborg IF.
W Broendby bardzo liczą na śląskiego napastnika, o czym mówił nam przed miesiącem Kim Vilfort, jeden z najlepszych piłkarzy w historii klubu z przedmieść Kopenhagi, który grał w nim przez 12 lat, a w sezonie 1990/91 awansował do półfinału Pucharu UEFA.
- Wilczek dał się poznać jako zawodnik ze zmysłem do zdobywania bramek. Pokazał to choćby w poprzednim sezonie. Świetnie potrafi się znaleźć w polu karnym rywala. Myślę, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. W Broendby jest w tej chwili trzech dobrych napastników, więc trener ma spory wybór i w zależności od tego, jaki jest rywal, może zdecydować się na jednego czy drugiego piłkarza - tłumaczył nam mistrz Europy z 1992 roku.

 

Z tej samej kategorii