„El Chiquito”, „El Polaco”. Jak bramkarz z polskimi korzeniami zaistniał w Urugwaju?

Mazurkiewicz
 źródło: Wikipedia

Jednym z najlepszych bramkarzy w historii urugwajskiej piłki był mający polskie pochodzenie Ladislao Mazurkiewicz. Z reprezentacją z Ameryki Południowej zagrał w trzech kolejnych mistrzostwach świata.

Ojcem świetnego bramkarza reprezentacji Urugwaju (na zdjęciu z lewej) był Henryk Mazurkiewicz, który po I wojnie światowej wyemigrował za Ocean, matką Hiszpanka. Sam Ladislao urodził się w 1945 roku. Po polsku nie mówił, nigdy nie udało mu się też odwiedzić kraju ojca czy zagrać przeciwko biało-czerwonym, choć raz było tego bardzo blisko.

 

Swoją karierę rozpoczął w Racingu Montevideo, ale szybko trafił do słynnego Penarolu. Klub ze stolicy Urugwaju jest jednym z najbardziej utytułowanych w Ameryce. Na swoim koncie ma aż 48 tytułów mistrza kraju, 5 Copa Libertadores i trzy zwycięstwa w Pucharze Interkontynentalnym, obecnych klubowych mistrzostwach świata. W latach 60. Penarol uchodził, razem z Realem Madryt, za najlepszą klubową jedenastkę na świecie. Przez klub przewinęła się plejada wielkich gwiazd, z mistrzem świata z 1950 roku Juanem Alberto Schiaffino na czele. Przez wiele lat barw Penarolu bronił też Mazurkiewicz.

 

Zatrzymał Anglię

Ten mający polskie korzenie bramkarz szybko zrobił reprezentacyjna karierę. W kadrze zadebiutował jako 20-latek, żeby w 1966 roku zagrać na mundialu w Anglii. W meczu otwarcia przeciwko gospodarzom „błysnął” już na przedmeczowej prezentacji. Kiedy na boisko zeszła królowa Elżbieta II i osobiście witała się z każdym z graczy, Mazurkiewicz ucałował ją w dłoń okrytą białą rękawiczką i powiedział po hiszpańsku: „Wygląda pani jak malowana, ale to my dzisiaj wygramy!”.

 

Scena tak rozbawiła jego kolegów, że później zagrali fantastyczne spotkanie remisując z Anglikami 0:0. Było to jedyne spotkanie na mistrzostwach świata 1966, którego zmierzający do tytuły gospodarze nie zdołali wygrać.

 

Apogeum formy Mazurkiewicza był kolejny mundial na boiskach w Meksyku cztery lata później. „Urusi”, w dużej mierze dzięki swojemu bramkarzowi, wybranemu potem na golkipera turnieju, doszli do półfinału, gdzie ulegli późniejszym mistrzom świata Brazylijczykom 1:3. Ostatecznie skończyli na 4 miejscu.

 

Najlepszy w swoim fachu

Po meksykańskich mistrzostwach tułał się po świecie. Grał w Brazylii, Hiszpanii, Chile, Kolumbii, żeby na zakończenie kariery wrócić do swojego Penarlolu, gdzie potem pracował jako szkoleniowiec.

 

„El Chiquito” (Mały) nie był wysoki, mierzył 179 cm wzrostu, ale był niezwykle skoczny i świetnie przygotowany gimnastycznie. W swoim czasie, razem z Lwem Jaszynem i Gordom Banksem, uważany był za najlepszego na świecie w swoim fachu. Ten pierwszy mianował go nawet swoim następcą i zaprosił na pożegnalny mecz.

 

Miał szansę zagrać przeciwko reprezentacji Polski w 1974 roku, ale wtedy Urugwajczykom poszło znacznie gorzej niż na wcześniejszych mundialach. Tym razem nie wyszli z grupy, a zamiast nich z Polakami mierzyli się potem Szwedzi, którzy w meczu o wyjście z grupy pokonali Latynosów 3:0. Mimo słabej gry eksperci i tak docenili Mazurkiewicza, wybierając go, po Seppie Maierze i Janie Tomaszewskim, trzecim bramkarzem mundialu. „Mazurka”, albo „El Polaco”, jak na niego wołano z powodu długiego i trudnego w wymowie dla obcokrajowców nazwiska, zmarł w Montevideo 2 stycznia 2013 roku w wieku 67 lat.

 

Z tej samej kategorii