Były selekcjoner: Defensywa wciąż niepokoi. „Ale dajmy się im nacieszyć wygranymi”

Paweł Wszołek, Filip Starzyński
 /  fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus
29-03-2016 | 07:50

Autor: Dariusz Leśnikowski

O meczach z Finlandią i Serbią rozmawialiśmy z Pawłem Janasem.

DARIUSZ LEŚNIKOWSKI: To my byliśmy tacy mocni w sobotę, czy Finowie tacy słabi?

PAWEŁ JANAS: Jest trochę prawdy i w jednym, i w drugim stwierdzeniu. Finlandia najwyraźniej jest w kryzysie - Serbia w środę z pewnością była dużo lepszym zespołem. Ale nie odbierajmy naszym tego, co im należne: naprawdę zagraliśmy dobrze, tworząc fajne widowisko.


Teoretycznie tzw. skład pierwszego wyboru zagrał w środę; w sobotę wystąpili ci, którzy walczą nie tyle o jedenastkę, co w ogóle o znalezienie się w kadrze na Euro. Tymczasem wynik - a przede wszystkim gra - zdecydowanie przemawia za drużyną z Wrocławia. Czemu?
PAWEŁ JANAS: Odpowiedź jest prosta. Przed Serbią nasza drużyna nie grała ze sobą przez cztery miesiące. A potem wybiegła na mecz z silnym przecież rywalem ledwie po jednym wspólnym treningu. Nie da się w tak krótkim czasie przypomnieć wszystkich wypracowanych schematów, zagrań. Dwa kolejne treningi - w czwartek i piątek - już pozwoliły natomiast selekcjonerowi popracować nad tym i owym.


Pewnie coś w tym jest. Ale najlepiej we Wrocławiu - poza Kamilem Grosickim oczywiście - zagrali ci, którzy z tą kadrą nigdy wiele nie trenowali: Paweł Wszołek, Filip Starzyński. Ma „nosa” Adam Nawałka; jak wtedy, gdy „reaktywował” dla reprezentacji Sebastiana Milę, czy Sławomira Peszkę...
PAWEŁ JANAS: Przede wszystkim ma dobre rozeznanie w aktualnej formie i możliwościach poszczególnych zawodników. Owszem, Starzyńskiego możemy oglądać co tydzień w naszej ekstraklasie. Ale już Wszołka nie widzieliśmy bardzo dawno. A trener musiał go obserwować, wiedzieć, co może wnieść do jego drużyny. Okazuje się, że regularna gra - jak w przypadku Pawła w Weronie - daje zawodnikowi bardzo dużo. Generalnie wypada sobie życzyć, by nasi kadrowicze przez te półtora miesiąca - bo przecież tyle zostało do końca sezonu ligowego w Europie - grali jak najwięcej. To im da pewność taką, jaką prezentowali w sobotę.


Nie przesadzamy z tymi pochwałami? „Podbijanie bębenka” przed wielkimi turniejami nie wychodziło nam XXI wieku na zdrowie...
PAWEŁ JANAS: Czemu mamy martwić się tym, że zawodnicy czują się mocni, skoro potrafią to udwodnić na boisku? Wygrali przecież dwa mecze, w tym bardzo przekonująco z Finami, którzy przecież przyjechali w najmocniejszym zestawieniu. Gdyby coś poszło nie tak w tych spotkaniach, moglibyśmy narzekać. Ale nie poszło - więc dajmy się im nacieszyć tymi wygranymi.


Cytat z pomeczowej wypowiedzi Kamila Grosickiego: „Trener powiedział, że selekcja w reprezentacji się zakończyła”. To dobry moment na takie słowa selekcjonera?
PAWEŁ JANAS: Podstawowy skład i spore grono dublerów trener Nawałka już ma - to fakt. Ale nie sądzę, by nie brał już pod uwagę możliwości jakichś retuszy w szerokiej kadrze.


A pan jeszcze widzi potrzebę poszukiwań?
PAWEŁ JANAS: Cały czas z odrobiną niepokoju spoglądam na defensywę. Takiego przeciwnika, jakim w sobotę była Finlandia, raczej na Euro spodziewać się nie możemy, więc postawa obrony będzie kluczowa dla naszych wyników. Oczywiście pewniakiem w niej jest Kamil Glik, ale dziś wciąż nie podjąłbym się wytypowania partnera dla niego.


W marcowym dwumeczu próbowani byli Bartosz Salamon i Michał Pazdan. Przy czyim nazwisku plusik?
PAWEŁ JANAS: Salamon miał zdecydowanie trudniejsze zadanie, bo Serbowie chcieli i potrafili atakować. Wielkiego błędu nie popełnił, choć nie był w stu procentach skuteczny w swych interwencjach. Ale podobał mi się. Może mu ktoś zarzucić, że jest tylko drugoligowcem włoskim. Nic to; najważniejsze, że gra regularnie. W przeciwieństwie - na przykład - do Łukasza Szukały.


Idźmy dalej w analizie pańskich niepokojów...
PAWEŁ JANAS: Wciąż nie mamy rozwiązanej kwestii lewej obrony. Niby jest Maciek Rybus - ale to przecież nie klasyczny boczny defensor. Do tego Kuba Wawrzyniak - i właściwie wybór się kończy.


W tej reprezentacji nie ma też playmakera, jakim kiedyś był Kazimierz Deyna...
PAWEŁ JANAS: Bo ktoś taki jak Deyna nie rodzi się w każdym pokoleniu... Zadatki na rasowego playmakera mają Starzyński oraz Piotr Zieliński, ale oni sporo czasu - z własnej winy - stracili. Ich wyjazdy za granicę wiązały się przecież z siedzeniem na ławie, co im umiejętności nie przydawało. Przy czym ja bym akurat sprawy tego rozgrywającego nie demonizował. Wykorzystajmy po prostu potencjał, jaki jest. Z mocnymi rywalami można zagrać na dwóch defensywnych pomocników - na przykład Grzegorza Krychowiaka i Tomasza Jodłowca, z dwójką napastników Milik-Lewandowski. I obaj - wymiennie - cofaliby się do linii środkowej po piłkę. Jest jednak jeden warunek takiego grania: mocne skrzydła. Na szczęście dwa ostatnie mecze pokazały, że na zawodników grających na tej pozycji możemy liczyć. Błaszczykowski, Grosicki, Wszołek... Oby tylko - jak powiedziałem - grali regularnie w klubach w kwietniu i maju.


A nasza ekstraklasa kogoś jeszcze kadrze w ostatniej chwili przed turniejem we Francji może dać?
PAWEŁ JANAS: Prawdę mówiąc, nie sądzę...