Oszczędzajcie serca kibiców, panowie! Oceny po meczu z Czarnogórą

Polska - Czarnogora
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Nie po raz pierwszy w tych - minionych już! - eliminacjach sami sobie skomplikowaliśmy życie. Strasznie nierówne mieliśmy momenty zwłaszcza w grze defensywnej - i trzeba odnotować, nawet jeśli „zwycięzców się nie sądzi”.

Przez 75 minut wydawało się, że bramy mundialu sforsujemy z przytupem i bez dodatkowych skoków ciśnienia. A jednak biało-czerwonym znów przydarzyła się - powtarzalna, niestety, w minionych miesiącach - drzemka, która mogła nas kosztować bardzo wiele. Bogini Fortuna w decydujących momentach uśmiechnęła się jednak do - co tu dużo gadać - lepszych!

 

Wojciech Szczęsny (90 minut) - 7

O ile w Erywaniu nawet niespecjalnie wybierał się po meczu pod prysznic, o tyle w Warszawie już w pierwszym kwadransie napocił się niemiłosiernie. Trzykrotnie w tym okresie koledzy z obrony zafundowali mu „rozgrzewkę”, dopuszczając rywali w najbliższe sąsiedztwo jego bramki. Czujny, z błyskawicznym refleksem i odwagą nurkowania pod nogi rywali. Przy pierwszym golu dla gości - bez szans; za blisko miał Mugosza do jego bramki. Przy drugim - zbyt precyzyjne (przy samym słupku) było uderzenie rywala.

 

Łukasz Piszczek (45 minut) - 6

Czarnogórcy zdecydowanie nie odrobili „zadania domowego”, czyli analizy meczu Armenia - Polska. W tej sytuacji nasz obrońca znów w pierwszych minutach mógł pognać „autostradą” pod bramkę rywali, zaliczając - jak w Erywaniu - asystę tym razem „drugiego stopnia”. Współpraca z Jakubem Błaszczykowskim w zadaniach defensywnych - też niemal wzorcowa, raz w I połowie przeciwnicy zdołali z tej strony zacentrować. Pechowa kontuzja uniemożliwiająca wyjście na drugą część gry to z kolei wynik nieustępliwości przy stałym fragmencie gry Czarnogórców.

 

Kamil Glik (90 minut) - 5

To zdecydowanie nie jest jego jesień w kadrze; zbyt często to za jego sprawą w naszej „szesnastce” rozlegały się dzwonki alarmowe. Zadziwiające momentami bywały jego zachowania, mogące kosztować nas stratę gola już przed przerwą. Kiks z 29 minuty - po centrze Stojkovicia - pewnie równie dobrze można zapisać na karb katastrofalnej murawy, jak i jego dekoncentracji. Potem jeszcze zwodem „na raz” w samej końcówce tej odsłony ograł go Jovović, co też skończyło się „młynem” w naszej „szesnastce”.

 

Michał Pazdan (90 minut) - 8

Jeśli wcześniej zastanawialiśmy się „kto u boku Glika?”, tak teraz trzeba by zapytać „kto u boku Pazdana?”. W niedzielę to on grał pierwsze skrzypce w defensywie. Nie wszystkie dziury był w stanie załatać, nie każdej piłki przelatującej nad jego głową mógł sięgnąć. Ale trudno wytknąć mu jakikolwiek błąd, jakiekolwiek spóźnienie. Zdecydowany, pewny, z właściwą koncentracją od pierwszej do ostatniej minuty.

 

Bartosz Bereszyński (90 minut) - 6

Wciąż „beniaminek” tej jedenastki, ze zdecydowanie najmniejszą liczbą występów reprezentacyjnych w formacji defensywnej. I do tego przez 45 minut grający na „nie jego” stronie tejże obrony. Było ciężko, bo też wsparcie Kamila Grosickiego miał niewielkie. Czarnogórskie zagrożenie (zwłaszcza w pierwszym kwadransie) przychodziło więc głównie z jego strony. Kiedy po zmianie stron dane mu było zagrać w roli prawego obrońcy, procent udanych interwencji i zażegnanych niebezpieczeństw w jego osobistym „arkuszu ocen” zdecydowanie poszybował w górę. I nawet w ofensywne „szarpnięcia” włączył się raz czy dwa...

 

Jakub Błaszczykowski (90 minut) - 7

Wciąż niezbędny element podstawowej jedenastki; Pan Piłkarz - z pełnym prawem do używania tego terminu. Mocniej niż zwykle skupiony w niedzielę na destrukcji, ale przecież ciągle z charakterystyczną „żądzą ataku”. W sytuacji „jeden na jeden”, po kilkudziesięciu metrach biegu z piłką, najwyraźniej „zabrakło pary”. Nic to jednak dla Kuby; znalazł w końcu i swoją akcję bramkową; to jego wstrzelenie piłki w „piątkę” wymusiło „samobója” Stojkovicia.

 

Grzegorz Krychowiak (90 minut) - 6

W kontekście finałowego dwumeczu tych eliminacji, powrót do reprezentacji jej niegdysiejszego „lidera mentalnego” ocenić trzeba pozytywnie. Pewnie, że część kibiców i tak zapamięta go z kapelusza, w jakim przyjechał na zgrupowanie. Ci z odrobiną wrażliwości taktycznej docenią jednak robotę wykonaną przezeń w środku pola. Do odtrąbienia pełnej „reaktywacji” potrzeba mu teraz regularnej gry w lidze. No i mocnego akcentu - ot, choćby w postaci gola w kadrze. Miał w niedzielę piłkę na „swojej kępce trawy” - tej, z której trafił w meczu z Irlandią, pieczętującym nasz wyjazd na Euro. Pewnie i tym razem - gdyby nie stracił roku na siedzenie na trybunach - oszczędziłby nam dramatycznych emocji w końcówce.

 

Krzysztof Mączyński (90 minut - zszedł w doliczonym czasie) - 7

Walczy nie tyle o miejsce w kadrze na mundial - bo w przeszłości dał selekcjonerowi wystarczająco dużo argumentów, by nie obawiać się o podzielenie losu np. Tomasza Iwana z 2002 roku - co o pozycję w wyjściowej jedenastce. Korespondencyjną rywalizację z Karolem Linettym (grał w Erywaniu) wygrał przez... zejście konkurenta z ringu. Najpierw inicjacja akcji w 6 minucie wygraną „przebitką” z dwoma rywalami, potem jej finalizacja... Bez fajerwerków, ale solidnie - czegóż więcej wymagać od gracza na jego pozycji?

 

Piotr Zieliński (90 minut) - 6

Asysta przy bramce na 1:0, asysta „drugiego stopnia” przy trafieniu na 2:0... „Ochy” i „achy” sypnęły się po kwadransie gry - jakby bez analizy, że pierwsze zagranie to być może „najszczęśliwszy kiks” całych naszych eliminacji (zdecydowanie chciał strzelać, a nie podawać), drugie zaś - równie szczęśliwie wygrana „przebitka” po zbyt dalekim wypuszczeniu sobie piłki. Potem było jeszcze „ciasteczko” - czyli lob za plecy obrońców do „Grosika”, odnotowaliśmy też strzał w poprzeczkę, ale i irytujące straty w środku pola. Nie sposób też nie zauważyć, że był niby blisko - a jednak za daleko.... - obu strzelców bramek dla Czarnogóry!

 

Kamil Grosicki (89 minut) - 6

Nie tak efektowny występ, jak w Erywaniu, ale przecież kocha się go właśnie za takie zachowania i takie wykończenia akcji, jak to z 15 minuty; z zimną krwią, w sam róg, poza zasięg bramkarza. Nie sposób też zapomnieć jego udziału w akcji, która przyniosła nam czwartego gola. Na pewno natomiast Bartosz Bereszyński parę razy przeklął pod nosem, gdy w pierwszej połowie „Grosik” zostawiał go samego w defensywnych starciach z dwójką rywali...

 

Robert Lewandowski (90 minut) - 8

Stan jego ducha - ową nieposkromioną potrzebę wygrywania i wydłużania listy sukcesów - doskonale zilustrowało zachowanie po bramce na 3:2; w owym kopnięciu reklamowej kostki, stojącej za linią końcową, znalazły upust wszelkie skondensowane w nim emocje i oczekiwania. W niedzielę był wszędzie; szukał piłki na lewym i prawym skrzydle, odbierał ją rywalom na linii środkowej, a w 24 minucie - przy dwóch kolejnych rzutach rożnych rywali - był „pierwszym broniącym”; tym, który dogrywaną przez nich z kornera piłkę wybijał głową w pole. Najwyraźniej mundial oglądany do tej pory wyłącznie w TV mocno go uwierał. W końcu jednak sam postawił osobistą pieczęć na owym wymarzonym awansie! Dobry moment do rozpoczęcia kolekcjonowania drugiej „pięćdziesiątki” reprezentacyjnych trafień!

 

Maciej Rybus (45 minut) - 4

Najwyraźniej nie bez powodu dwukrotnie w ostatnich w dniach Adam Nawałka decydował się wystawić na lewej obronie nieprzyzwyczajonego do tej pozycji Bartosza Bereszyńskiego, niż zawodnika Lokomotiwu Moskwa. To nie przypadek, iż właśnie po jego stronie zaczęły się w końcówce nasze (chwilowe na szczęście) problemy. Wierzyć trzeba, że jeśli podczas kolejnych zgrupowań przedmeczowych uniknie kłopotów zdrowotnych, będzie mocną opcją rozwiązania problemu lewej obrony.

 

Maciej Makuszewski (1 minuta) - niesklas.

Trudno o ocenę za - w sumie - 250 sekund na murawie. Ale odnotować trzeba, że w sytuacji „sam na sam” z golkiperem gości powinien zachować więcej zimnej krwi. Miałby wyjątkową kropkę nad „i” w swym CV...

 

Rafał Wolski (wszedł w doliczonym czasie) - niesklas.

Z tej samej kategorii