Antoni Piechniczek: Losowanie? Bez emocji

- Dziennikarze i kibice ekscytują się losowaniem grup mistrzostw świata, ale trenerzy muszą podchodzić do tego w sposób wyważony, racjonalny i każdy wynik przyjąć ze spokojem. Ja nigdy się tym nie emocjonowałem - mówi były selekcjoner reprezentacji Polski.

Antoni Piechniczek - polski pilkarz, trener pilkarski, szkoleniowiec reprezentacji Polski.
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Leszek BŁAŻYŃSKI: Pierwszy raz brał pan udział w losowaniu grup MŚ na początku 1982 roku w Hiszpanii. W Polsce był wtedy stan wojenny. Nie miał pan problemów z wyjazdem?
Antoni PIECHNICZEK: - W kraju było wtedy bardzo ciężko, ale władze nie robiły mi żadnych przeszkód, nikt nie miał zamiaru zabierać mi paszportu. Reprezentacja zapewniała narodowi dobrą rozrywkę. Zresztą nasz występ na mundialu w Hiszpanii to był najwspanialszy serial stanu wojennego - siedem spotkań i na końcu medal. Powracając do czasu sprzed mistrzostw, bez problemów poleciałem na losowanie, ale stan wojenny wpłynął na to, że żadna drużyna narodowa nie chciała rozgrywać z nami meczów towarzyskich. Musieliśmy grać sparingi z drużynami klubowymi, pojechaliśmy wtedy do Włoch, Hiszpanii, Francji i Niemiec, tam rywalizowaliśmy z bardzo silnymi teamami (m.in. z AS Roma 2:2, Athletic Bilbao 4:1, Racing Lens 3:0, VfB Stuttgart 2:1 - przyp. red.). Na 13 spotkań 11 wygraliśmy, strzeliliśmy 64 bramki, tracąc 12. Okazało się, że w ten sposób mieliśmy najlepsze z możliwych przygotowania do mundialu.

W Madrycie podczas losowania początkowo doszło do pomyłki i w pierwszej grupie pierwotnie przydzielono Włochom Belgię. Był pan tym bałaganem zaskoczony?
Antoni PIECHNICZEK: - Nie pamiętam tej sytuacji, nigdy nie przykładałem dużej wagi do losowania. Był wtedy na nim obecny ówczesny prezes PZPN-u, Włodzimierz Reczek, oraz grupa dziennikarzy z Michałem Listkiewiczem, który reprezentował „Sport”. Byłem wtedy młodym trenerem, pełnym optymizmu, ale nie ekscytowałem się wcale tym, kogo nam przydzieli los. Okazało się, że będziemy grać z Włochami, Peru i Kamerunem. Na pewno nie była to łatwa grupa. Włosi w 1978 roku zajęli czwarte miejsce na mundialu, Peru po Brazylii i Argentynie było trzecim zespołem w Ameryce Południowej a Kamerun należał do nieobliczalnych rywali - oglądałem ich na żywo w Libii podczas Pucharu Narodów Afryki. Dziennikarze i kibice ekscytują się losowaniem grup mistrzostw świata, ale trenerzy muszą podchodzić do tego w sposób wyważony, racjonalny i każdy wynik przyjąć ze spokojem. Ja nigdy się tym nie emocjonowałem. Najważniejsze jest to, jak drużyna zagra, jakie osiągnie rezultaty. Często zbyt powierzchownie ocenia się dane zespoły, grupy. Tak było w Hiszpanii, gdy po pierwszych meczach w naszej grupie były same remisy. My bezbramkowo zremisowaliśmy z Włochami i Kamerunem. Taki sam wynik był w starciu Peru – Kamerun. Dziennikarze zgodnie pisali, że to najsłabsza grupa mundialu, bo drużyny nawet nie strzelają goli. Później Włosi zostali mistrzami świata, a my zajęliśmy trzecią pozycję.

Cztery lata później w Meksyku los przydzielił biało-czerwonym Portugalię, Anglię i Maroko, czyli losowanie było nawet gorsze niż to z 1982 roku. Zgodzi się pan z tą opinią?
Antoni PIECHNICZEK: - Bardzo porównywalne. Byłem na tej ceremonii, ale nie poleciałem do Meksyku tylko z tego powodu. Według mnie to nie miałoby sensu. Szukaliśmy także bazy dla reprezentacji i wybraliśmy Monterrey. W Meksyku już nam się nie powiodło, zdobyliśmy za mało punktów w grupie i trafiliśmy na Brazylię. Powracając do losowania, podszedłem do niego znowu bez emocji. Jestem także przekonany, że tak samo spokojny będzie w piątek Adam Nawałka.

Przed mistrzostwami w Niemczech w 2006 roku wszyscy byli pewni w Polsce, że biało-czerwoni awansują do dalszej fazy, bo w grupie poza gospodarzami były Ekwador i Kostaryka. Ale Ekwador szybko sprowadził nas na ziemię, wygrywając 2:0.
Antoni PIECHNICZEK: - Tak jak mówiłem, liczą się rezultaty w grupie, a nie wynik losowania. Nie można żadnego przeciwnika lekceważyć, to są mistrzostwa świata. Jeśli okaże się, że mamy przykładowo grać z Senegalem, to nie powinniśmy nagle przypisywać biało-czerwonym trzech punktów. Jaką siłą dysponuje Senegal, tego nie wiem, podobnie jak większość rodaków, ale skoro dostał się do mundialu w Rosji, na pewno nie jest to słaba drużyna.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Kibic Użytkownik anonimowy
~Kibic :
No photo~Kibic Użytkownik anonimowy
Tak jest panie Piechniczek zawsze będę powtarzać jeśli pan Nawalka osiągnie tyle co pan i Górski to wtedy powiem że to dobry trener
30 lis 17 21:04 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii