Władysław Żmuda: Z Deyną lubiliśmy sobie pogadać!

Rozmowa z Władysławem Żmudą, który na czterech mundialach rozegrał 21 meczów.

Zmuda
 fot. fundacja.lexnostra.pl  /  źródło: Materiał prasowy

Jako piłkarz grał na czterech mundialach, z dwóch przywiózł medale. A potem był działaczem podczas Italia ’90 i asystentem Jerzego Engela na World Cup’02.


Adam GODLEWSKI: Który mundial był w pańskiej ocenie najsympatyczniejszy?
Władysław ŻMUDA: - Na pewno największą niespodzianką był mój występ w Niemczech, w 1974 roku (Żmuda miał wówczas 20 lat, i nie grał w eliminacjach – przyp. red.). Zresztą legendarny mecz z Anglią na Wembley, oglądałem z trybun jako kibic, bo byliśmy akurat na Wyspach z młodzieżówką Andrzeja Strejlaua. Potem wraz z Andrzejem Drozdowskim zostaliśmy na towarzyskie spotkanie z Irlandią, które reprezentacja rozgrywała 4 dni po historycznym remisie. Wówczas zadebiutowałem u trenera Kazimierza Górskiego. Nawet jednak biorąc to pod uwagę, nie przypuszczałem, że znajdę się w szerokiej kadrze na mistrzostwa. I nawet nie marzyłem o wyjściowym składzie. Zresztą specjaliści rezerwowali dla nas walkę o trzecie i czwarte miejsce, ale… w grupie. O honor mieliśmy powalczyć z Haiti, a później grzecznie i szybko wrócić do domu. Przygoda była o tyle nieoczekiwana, że nie tylko grałem w podstawowej jedenastce, ale i do końca turnieju.

Z kim mieszkał pan w Niemczech w pokoju? Od razu z Kazimierzem Deyną?
Władysław ŻMUDA: - Akurat w Murrhardt z Romanem Jakóbczakiem. Musiało upłynąć trochę czasu, zanim zapracowałem na stałe towarzystwo Kazia, choć przed debiutem w Irlandii, ale zupełnie przypadkowo, po raz pierwszy znalazłem się w pokoju z Deyną. Każdy miał wtedy swoją parę, a on – z racji zasług i pozycji w zespole - był sam. A że nie było dodatkowego lokum, zostałem dokwaterowany…

… i z miejsca przeżył pan podobno szok.
Władysław ŻMUDA: - Lekki na pewno, byłem przecież młodym zawodnikiem, a trafiłem do największej gwiazdy. A wtedy czasy były takie, że z szacunkiem podchodziło się do piłkarzy z dorobkiem. Hierarchia była prawie wojskowa, choć do Kazika nigdy nie zwracałem się per pan. To chyba już wówczas ktoś dorobił teorię, że jestem małomówny. A co ja miałem opowiadać? Żeby w ogóle się odezwać, to najpierw trzeba było dobrze zagrać.

Mówiąc o szoku, miałem na myśli towarzystwo, które zastał pan w pokoju słynnego Kaki.
Władysław ŻMUDA: - Gdy wszedłem do pokoju, już po godzinie 22, byłem mocno zaskoczony, ponieważ zastałem nie tylko głównego lokatora, ale i… panie. „Władziu, speak English?” – zapytał Kazio na dzień dobry, pewnie dla rozładowania atmosfery. Później nie było zresztą wielkich baletów, wypiliśmy – towarzysko – po drinku i impreza się skończyła. Właściwie od tego czasu wszyscy w kadrze śmiali się, że wystarczy, że jeden tylko mrugnie do drugiego – bo Deyna też uchodził za niegadatliwego – i bez zbędnych słów się zrozumiemy.

Był pan zniesmaczony, gdy po latach Grzegorz Lato upublicznił fakt, że Robert Gadocha przyjął od Argentyny premię motywacyjną za pokonanie Włochów i nie podzielił się z nikim z zespołu?
Władysław ŻMUDA: - Dziadostwo i świństwo zawsze wyjdzie na jaw. Wcześniej lub później... Prawda jest zresztą taka, że premię przed meczem z Włochami wziął jeden zawodnik i… znacznie większa grupa działaczy. O tym jednak nikt tak głośno jak o Gadosze nie mówi. Nie wiem, jaka to była kwota, bo żaden z ówczesnych oficjeli oczywiście nie poinformował nas o dodatkowej gratyfikacji od Argentyńczyków, tylko rozdzielili tę pulę między siebie.

Kiedy Polska miała najsilniejszą reprezentację – podziela pan zdanie, że w Argentynie w 1978 roku?
Władysław ŻMUDA: - To kwestia bardzo trudna do oceny. W moim odczuciu najmocniejsza była jednak mimo wszystko ta z 1974 roku z Niemiec. Pokonaliśmy przecież z wielkie firmy – Brazylię, Włochy, Argentynę, czy Jugosławię. A przy okazji graliśmy naprawdę efektownie. Dlatego przeszliśmy do historii futbolu. Z drugiej strony nie mam wątpliwości, że bliżej awansu do wielkiego finału byliśmy w Hiszpanii w 1982 roku.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~pilkarzykUżytkownik anonimowy
~pilkarzyk :
No photo~pilkarzykUżytkownik anonimowy
Bardzo dobry solidny obronca.Cóż w piłce jest takie powiedzenie UMIESZ PIĆ TO MUSISZ UMIEC GRAĆ TO NAS CECHOWALO PILKARZY Z LAT 80 ktorych pozdrawiam
5 lut 07:34
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii