Kamil Wilczek: W czerwcu chcę być w Rosji!

- Liczyłem na więcej, drugie pół roku było dla mnie gorsze pod względem występów na boisku. Będę starał się to zmienić, bo muszę więcej grać, strzelać bramki, udowodnić swoją wartość na boisku, chcąc poważnie myśleć o mistrzostwach świata. Wyjazd do Rosji, przeżycie wielu wrażeń na mundialu, jest oczywiście moim marzeniem - mówi napastnik Broendby IF i reprezentacji Polski.

Polska - Urugwaj
 fot. Paweł Jaskółka  /  źródło: Pressfocus

W Polsce Kamil Wilczek pojawił się na początku grudnia. Spędził kilka dni z bliskimi i wraz z żoną oraz 3,5-letnim Mikołajem poleciał do Omanu. Po krótkich wakacjach wrócił na święta do rodzinnego Jastrzębia, żeby zacząć przygotowania do wiosennych rozgrywek SAS Ligaen i ewentualnych występów w reprezentacji Polski. Stan wytrenowania organizmu sprawdzał korzystając z gościnności katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego.

 

- Dostaliśmy z klubu rozpiskę, co mamy robić w trakcie urlopów – mówi napastnik duńskiego Broendby IF - a w Omanie trafiłem na ekipę katowickiej AWF. Było to bardzo miłe spotkanie, tym sympatyczniejsze, że są to ludzie z naszego regionu. Szybko ustaliliśmy termin mojej wizyty na AWF-ie, ponieważ chciałem sprawdzić proporcje wytrenowania moich mięśni i to był strzał w dziesiątkę. Była to doskonała lekcja dla mnie. Ćwiczyłem i testowałem się na najnowocześniejszym sprzęcie, dowiedziałem się o swoim organizmie wiele nowych rzeczy.

 

ZBIGNIEW CIEŃCIAŁA: Czyli gdyby nie Oman... Skąd wziął się pomysł lotu do, co by nie mówić, bardzo egzotycznego kraju na Półwyspie Arabskim, nie tak popularnego turystycznie miejsca, jak chociażby sąsiadujące Zjednoczone Emiraty Arabskie?

KAMIL WILCZEK: - Szukaliśmy z żoną jakiegoś atrakcyjnego, ciepłego miejsca, do którego można bezpośrednio dolecieć. Nie chcieliśmy łączonego dolotu, bo byłoby to za duże obciążenie dla syna. Szybko okazało się, że dokonaliśmy idealnego wyboru. Oman jest krajem godnym polecenia ze względu na klimat, piękną przyrodę, temperatura w okolicach 30 stopni, no i to ciepłe morze... Odpocząłem, zregenerowałem się, jestem naładowany pozytywną energię. Po wyczerpującym sezonie, gdy praktycznie nie miałem przerwy, przydały mi się takie wyluzowane 10 dni.

 

Teraz nadeszła pora ciężkiej pracy?

KAMIL WILCZEK: - 6 stycznia wróciłem do Danii, a już dzień później miałem pierwszy trening. Po kilku dniach w Danii polecieliśmy na zgrupowanie do Dubaju. W planach były sparingi m.in. ze Slavią Praga, jakimś chińskim lub koreańskim rywalem.

 

Z pana informacji wynika, że Broendby jest znakomicie zorganizowanym klubem?

KAMIL WILCZEK: - Zdecydowanie tak. To klub z doskonałą bazą, a 30 boisk do trenowania robi wrażenie. Mamy też znakomitych, wiernych kibiców. Jeżdżą za nami na wyjazdowe mecze w grupie 2-3 tysięcy, a kiedy gramy w pobliżu stolicy, to są w stanie zapełnić nawet połowę stadionu przeciwnika. Muszę też podkreślić, że ludzie są tutaj bardzo życzliwi, od początku nam pomagali. Wszyscy żyją piłką. Rodzina jest zadowolona, ja też, bo to idealne miejsce do życia.

 

Sportowo nie jest już tak dobrze. Po świetnym sezonie podkreślonym 19 bramkami, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, kolejny jest już słabszy. U trenera Alexandera Zornigera mniej pan grywa, częściej będąc w roli rezerwowego.

KAMIL WILCZEK: - Liczyłem na więcej, drugie pół roku było dla mnie gorsze pod względem występów na boisku. Będę starał się to zmienić, bo muszę więcej grać, strzelać bramki, udowodnić swoją wartość na boisku, chcąc poważnie myśleć o mistrzostwach świata. Wyjazd do Rosji, przeżycie wielu wrażeń na mundialu, jest oczywiście moim marzeniem. Moim celem w czerwcu jest być w Rosji.

 

Gdy rozjeżdżaliście się do domów po towarzyskich meczach z Meksykiem i Urugwajem jesienią ubiegłego roku trener Adam Nawałka dał wam jakieś rady na przyszłość?

KAMIL WILCZEK: - Życzył zdrowia i podkreślał byśmy zimą dobrze wykorzystali ten okres przygotowując się do sezonu. Byśmy zwracali uwagę na detale, drobne rzeczy, które mogą mieć wpływ na naszą formę. Wziąłem sobie te uwagi do serca, robię wszystko, by najważniejszym momencie być w optymalnej formie.

 

Jaka jest pana opinia o naszych grupowych przeciwnikach Senegalu, Kolumbii, Japonii?

KAMIL WILCZEK: - Losowanie było OK. Nie trafiliśmy na bardzo silną grupę, za to trudną, wyrównaną, ciekawą. Każdy przeciwnik prezentuje inny styl, dlatego trudno jest wskazać faworyta. Każdy może wyjść z tej grupy. Ważny będzie początek zmagań na mundialu. Na pewno łatwiej losowali Duńczycy, co sami podkreślali, trafiając w grupie C na Francję, Peru i Australię. Ich zdaniem tylko „Trójkolorowych” trzeba się obawiać.

 

Ligę polską pan śledzi? Piast pewnie w ciemno przyjąłby pana ponownie do swego grona?

KAMIL WILCZEK: - Kiedy tylko mam czas i akurat leci mecz, zawsze obejrzę. Patrzę nie tylko na Piasta, również na inne polskie kluby, ale nie będę ukrywał, że to Piastowi kibicuję. Z tym klubem mam wiele wspomnień, w Gliwicach zaczynałem przygodę w ekstraklasie. Później wyjechałem za granicę, już ponad dwa i pół roku nie ma mnie w kraju, ale okres gliwicki był bardzo dobrym czasem w mojej przygodzie z piłką.

Z tej samej kategorii