Z Manchesterem City w życiorysie

Piłka zdominowała moje życie. Skupiam się tylko na niej. Jest najważniejsza. Jest dla mnie numerem jeden, to nie podlega dyskusji – przyznaje Miłosz Mleczko, bramkarz reprezentacji U-19, który przygodę zaczynał w Górniku, potem grał w Ruchu i Stadionie Śląskim, a teraz jest w Lechu.

Pilka nozna. Reprezentacja U19. Trening. 02.10.2017
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

Niespełna 19-letni golkiper przygodę z piłką zaczynał w Górniku w wieku... trzech lat, jednak w klubie z Roosevelta nigdy nie zagrał nawet w trampkarzach. Dlatego bliżej mu z tego względu do chorzowskiego Ruchu, gdzie zaczynał grać. Barwną ciekawostką z życiorysu nastolatka jest też fakt, że w wieku lat sześciu zainteresował się nim... Manchester City, więc skorzystał z zaproszenia. Dzisiaj Miłosz jest bramkarzem poznańskiego Lecha z profesjonalnym kontraktem, i reprezentantem Polski do lat 19. - Zaczynałem uganiać się za piłką w Górniku, gdzie tata był dyrektorem – opowiada [Miłosz Mleczko]. - Miałem trzy latka, ale już wtedy ciągnęło mnie do bramki, do bronienia piłek. Tą bramkarską pasją zaszczepił mnie trener Jerzy Machnik, jednak moim idolem był wówczas grający w Barcelonie... Ronaldinho. Barca do dziś jest klubem, któremu kibicuję. Zmienili się natomiast z czasem moi piłkarscy ulubieńcy. Dziś są nimi bramkarze: Manuel Neuer, David de Gea, Thibaut Courtois...

 

Sześciolatek... na eksport!
Ojciec bardzo szybko przeniósł małego Miłosza z Roosevelta do klubu w miejscu zamieszkania, czyli do Ruchu. Tu uczęszczał do szkoły sportowej, ale nauczyciele w podstawówce nie chcieli pozwolić mu na grę ze starszym rocznikiem, więc - im na przekór - przeniósł się do innego chorzowskiego klubu, Stadionu Śląskiego. W międzyczasie prasę obiegła sensacyjna jak na owe czasy informacja, że sześciolatek podpisał kontrakt z City!
- Miłosz jeszcze nie chodził do przedszkola, gdy Jurek Machnik zaraził go bramkarską profesją. To akurat prawda. Natomiast z tym kontraktem w wieku sześciu lat zdarzyło się dziennikarskie nieporozumienie - wspomina [Stefan Mleczko]. - A jak było w rzeczywistości? Otóż na turnieju w Starej Lubowli na Słowacji pojawił się skaut z Serbii, pracujący przy okazji dla Manchesteru City. Miłosz grał na Słowacji z kolegami z rocznika 96, czyli trzy lata starszymi od niego. Uznano go najlepszym bramkarzem oraz zawodnikiem zawodów, został te zarekomendowany do City. Anglicy byli jednak pewni, że zapraszają do siebie dziewięciolatka, a nie dzieciaka o trzy lata młodszego. Zgodziliśmy się jednak na pobyt syna w Manchesterze, pod warunkiem jednak, że nie będzie mieszkał w internacie, a u angielskich wolontariuszy współpracujących z klubem. Jeździliśmy potem co tydzień do Anglii, ale wówczas wszedł w życie ów nieszczęsny przepis, że kontrakt może podpisać dopiero 16-latek, więc wróciliśmy do kraju.

 

Z „Kolejorzem” po złoto
Anglicy jeszcze długo monitorowali polski bramkarski talent. Miłosz zaś - jak rzekliśmy - trenował u „Niebieskich”. - Stadion na Cichej znajdował się najbliżej naszego domu. Dopiero później pojawił się Stadion Śląski, z którego znowu wróciłem do Ruchu. Dzięki temu chorzowskie derby stały się dla mnie czymś wyjątkowym – uśmiecha się 18-latek, który regularnie grywał także w reprezentacji Śląska, między innymi z Kamilem Grabarą. Z kadrą prowadzonej przez Henryka Papieroka i Seweryna Siemianowskiego zdobył brązowy medal mistrzostw Polski. Wówczas szef skautów Lecha zaprosił go na testy do Poznania. - Trener Andrzej Dawidziuk uznał, że się nadaję – ciągnie opowieść Miłosz. - Testy odbyły się we wrześniu, lecz do Akademii Piłkarskiej Lecha przeprowadziłem się dopiero zimą, na początku 2014 roku. Rok później finały mistrzostw Polski juniorów młodszych w Zielonej Górze zakończyły się zdobyciem przez nas złotego medalu, a ja zostałem najlepszym bramkarzem turnieju.

 

Najważniejsze jest moje dziecko
Krótko potem szesnastolatek zadebiutował w III lidze, by z czasem już regularnie grywać w rezerwach Lecha. Tatę, który jest obecnie szefem podokręgu Katowice w Śląskim ZPN, często pytano w tym okresie, dlaczego zgodził się, by syn kontynuował karierę w klubie z Wielkopolski. - Wielu miało mi za złe tę jego przeprowadzkę. A ja zawsze kierowałem się w życiu nadrzędną zasadą: najważniejsze jest moje dziecko. Liczy się tylko dobro syna – tłumaczy Stefan Mleczko. - Lech ma najlepszą szkółkę bramkarską w Polsce; przywiązywał i nadal przywiązuje ogromną wagę do szkolenia bramkarzy, a trener Dawidziuk jest jednym z najlepszych fachowców w kraju. Śladami Miłosza powędrował też Bartosz Mrozek - którego tata jest trenerem w Tychach – i też świetnie się rozwija. Na 14 treningów Miłosza w Lechu, 12 ma specjalistyczny charakter, a z młodzieżą pracują tacy fachowcy jak znany chociażby z występów w Legii, czy „Kolejorzu” Zbigniew Pleśnierowicz, a teraz do sztabu szkoleniowego ma dołączyć Krzysztof Kotorowski, którego przedstawiać nie trzeba. W Ruchu z młodzieżą też pracuje znakomity ongiś ligowy bramkarz, fachowiec dużej klasy, fajny chłopak i nasz kolega, Piotr Lech. Tylko jakie Piotrek ma na Cichej warunki do pracy w porównaniu z tymi na Bułgarskiej? Trudno o cierpliwość...

 

Trochę szczęścia i trochę pecha
Dla bramkarza w wieku Miłosza najważniejsze są regularne występy w meczach o stawkę. - Bardzo często z synem rozmawiam na temat przyszłości, bo wiadomo, że w tak młodym wieku trudno o cierpliwość – to znów Stefan. - Jest w Lechu i czeka na swoją szansę, choć - moim zdaniem ma jednocześnie - trochę szczęścia i trochę pecha. Bramkarzami „Kolejorza” są Jasmin Burić i Matusz Putnocky - moim zdaniem dwaj najlepsi bramkarze grający w polskiej lidze, więc Miłosz ma okazję uczyć się i podpatrywać na co dzień najlepszych golkiperów w kraju. Z drugiej strony - trudno rywalizować nastoletniemu chłopkowi z tak uznanymi „firmami”. Najważniejsze, że robi stale postępy, a co będzie w przyszłym roku, czas pokaże. W Poznaniu ustawiliśmy tak ścieżkę jego rozwoju, że jeśli nie przebije się do pierwszego składu, to będziemy chcieli go wypożyczyć do pierwszej ligi. Przykład legionisty Radka Majeckiego, który wylądował na wypożyczeniu w Mielcu i regularnie występuje w I lidze pokazuje, że jest to dobre wyjście na tym etapie kariery. Na razie jednak niech Miłosz niech dalej zbiera cenne wskazówki i doświadczenie w Lechu i spokojnie przygotowuje się do matury.

 

Siedem ligowych „odsiadek”
- A ja nie wybiegam daleko w przyszłość. Fajnie byłoby może kiedyś wrócić do Ruchu. Na razie jednak ekstraklasę oglądam wyłącznie z ławki rezerwowych. Mam już na koncie siedem takich ligowych „odsiadek” - wszystkie z... punktami. Trener Jan Urban zabrał mnie na mecz ze Śląskiem - to było dla mnie wielkie wyróżnienie. Z radością usiadłem też na ławce w Chorzowie, gdy lechici wygrali z Ruchem aż 5:0. Nie narzekam i robię swoje, a na każdy trening wychodzę jak na ciekawą lekcję. Każdego dnia staram się być lepszym bramkarzem. Oczywiście muszę i chcę się dobrze przygotować do matury i dobrze ją zdać, nie ukrywam jednak, że piłka zdominowała całe moje życie. Skupiam się tylko na niej. Jest najważniejsza w życiu. Jest dla mnie numerem jeden. Jeśli zaś będę dalej czynił postępy, to awanse przyjdą same .

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG :
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
Najlepsze jest to i jakie to prawdziwe :)))
"Tylko jakie Piotrek ma na Cichej warunki do pracy w porównaniu z tymi na Bułgarskiej?
Trudno o cierpliwość..." - buhahahahahha......
9 paź 18:11 | ocena:60%
Liczba głosów:5
40%
60%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~GiollUżytkownik anonimowy
~Gioll :
No photo~GiollUżytkownik anonimowy
No i???co to kto to?
7 paź 23:33 | ocena:67%
Liczba głosów:6
67%
33%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii